Referendum

Humoreska Pawła Wakuły

Angora - - Kto Czyta, Nie Błądzi -

Wiadomość, że lokatorzy z klatki B planują przeprowadzić referendum w sprawie odłączenia się od wspólnoty mieszkaniowej, wywołała w naszej kamienicy mieszane uczucia.

– I bardzo dobrze – stwierdził Turkuć spod szóstki. – Ich dzieciaki porysowały mi gwoździem samochód, psy srają na trawnik, a oni sami zalegają ze składkami na fundusz remontowy. Niech idą w cholerę, bez nich będzie nam dużo lepiej.

– W żadnym wypadku! – nie zgodził się Popęduszko. – Ta kamienica jest jedna i niepodzielna, zupełnie jak Hiszpania! Referendum jest nielegalne!

Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że mieszkańcy sąsiedniej klatki twierdzili, że to nasze pociechy dewastują ławki, trawnik zanieczyszcza Ares Popęduszki, a na fundusz remontowy nie zamierzają płacić, bo dają do wspólnej kasy więcej niż my, a nie są dojną krową jak Katalonia.

Nasza klatka także się podzieliła, jedni mieszkańcy dawali za wzór aksamitny rozwód Czechów i Słowaków, drudzy przypominali burzliwe odłączenie się Kosowa od Serbii zakończone bombardowaniem Belgradu przez NATO. Jeszcze inni byli skłonni uznać secesję klatki B, ale pod warunkiem że jej mieszkańcy zostawią nam wszystkie miejsca parkingowe i trzepak, a gdyby się wzbraniali, proponowali wysłać na sporne tereny zielone ludziki, czyli dozorcę Maciaszka uzbrojonego w kij od miotły.

– Oszaleliście? – żachnęła się pani Ewelina. – Chcecie doprowadzić do rozlewu krwi jak w Barcelonie?!

– Zaraz tam krew... – wzruszył ramionami Popęduszko. – Skończy się na kilku guzach i sińcach, ale jedność terytorialna wspólnoty zostanie uratowana!

– A co pani o tym sądzi? – spytałem Waciakową z parteru.

Nasza sąsiadka uchodziła za wybitną ekspertkę od rozwodów, bo siedem razy usiłowała ułożyć sobie życie i za każdym razem dochodziło do szybkiego rozpadu małżeństwa z powodu niezgodności charakterów. Waciakowa się zadumała. – Moim zdaniem związek na siłę nie ma sensu – orzekła w końcu. – Ludzie wzajemnie się dręczą i ranią, a na koniec i tak każdy idzie w swoją stronę. Szkoda tylko, że przedtem jest tyle zamieszania podczas sprawy rozwodowej. To już lepiej rozejść się w przyjaźni...

Wszyscy uznaliśmy, że przemawia przez nią życiowa mądrość wsparta wieloletnim doświadczeniem i przekazaliśmy do klatki B wiadomość, że jak tak bardzo chcą, to niech robią to referendum. Jedynie oczekujemy sprawiedliwego podziału wspólnego majątku... Ale tym zajmie się wynajęty adwokat.

Na odpowiedź nie musieliśmy długo czekać. Nasi sąsiedzi odpowiedzieli, że nie pozwolą nam puścić się z torbami i że o rozwodzie w stylu Waciakowej nie ma mowy, bo oni nie chcą skończyć pod mostem, jak jej byli mężowie.

Rozważamy wysłanie Waciakowej do Katalonii z misją pokojową.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.