Nowoczesna wojna

Angora - - Kto Czyta, Nie Błądzi -

Fragment książki Marka Migalskiego „Naród urojony”.

Jak pisze Smith, analizując znaczenie czynników zewnętrznych na kształtowanie się wspólnot i sieci etnicznych: „Zapewne najbardziej rzuca się w oczy wpływ długotrwałych wojen między państwami, przyczyniających się nie tylko do wyraźnego rozdzielenia granic państw i zamieszkujących je wspólnot, lecz również do mobilizacji i łączenia członków różnych warstw społecznych oraz do dostarczania materiału mitom heroicznym i poruszającym wspomnieniom” .

Nieprzypadkowo wiąże się narodziny nowoczesnego narodu z epoką rewolucji francuskiej, a potem Napoleona. To właśnie w tamtym czasie całkowicie zmieniono sposób prowadzenia działań wojennych i organizację armii. Wprowadzono powszechny pobór i uczyniono ze zmagań wojennych sprawę ogólnospołeczną. Narodową .

Do drugiej połowy XVIII w. wojna była „sportem królów”. Monarchowie potykali się ze sobą na ubitej ziemi i staczali rozstrzygające bitwy. Zapraszali na nie swych lenników wraz z ich giermkami. Następnie ich nadworni skrybowie opisywali wspaniałe dokonania swych mocodawców i cała sprawa pozostawała w archiwach.

Wojna była elitarnym zajęciem bardzo niewielkiej garstki ludzi – monarchy, jego rycerzy i służby. Czasami wojsk zaciężnych – czyli najemników, którzy za odpowiednią opłatą stawali na placu boju po tej stronie, która zaoferowała więcej (nie było czymś niehonorowym dla średniowiecznego rycerza oddanie się za pieniądze w służbę „obcemu” królowi – byleby tylko w walce dla niego przestrzegało się kodeksu rycerskiego). Staczano bitwę lub kilka bitew, po czym wracano do domów. Ludność cywilna, jeśli można użyć takiego określenia, rzadko dowiadywała się o tym, czy ich władca wygrał, czy przegrał. Nie miało to zresztą dla niej żadnego znaczenia – chyba że akurat przez ich domostwa przetaczała się jedna lub druga armia. Ale życie chłopa niewiele się zmieniało w zależności od tego, czy w wyniku jakiejś wojny A.D. Smith, Kulturowe..., op.cit., s. 50. Jak pisze B. Anderson: „O ile w armiach Fryderyka Wielkiego (1740 – 1786) służyło wielu «cudzoziemców», to za czasów Wilhelma III (1797 – 1840), w wyniku spektakularnych reform Scharnhorsta, Gneisenaua i Clausewitza, armia miała już charakter «narodowo-pruski»”. B. Anderson, op.cit., s. 33 – 34. Billig nie sięga aż tak daleko, by dojść w konflikcie między „Niemcami” a „Polakami” do konstatacji, że jeszcze 100 lat temu stawał się on poddanym tego czy innego władcy. Co najwyżej zwiększały bądź zmniejszały mu się obciążenia i pańszczyzna. Nikt jednak nie naruszał jego codziennej egzystencji – pod warunkiem że płacił i odprowadzał należne datki i kontrybucje. Nikt go nie germanizował, nie polonizował ani nie rusycyzował. Było mu zupełnie obojętne, czyim akurat był poddanym .

To dlatego opiewana w polskiej historiografii bitwa pod Grunwaldem nie była, jak się to wpaja w szkołach, starciem Niemców z Polakami. Bo, po pierwsze, nie było wówczas Niemców i Polaków – byli jedynie poddani króla Polski i sojusznicy zakonu krzyżackiego. Po drugie, większość ówczesnych „Niemców” i „Polaków” nigdy za swego życia nie dowiedziała się o tym, że odbyła się jakaś bitwa – po prostu ta wieść nie dotarła do większości przysiółków i wiosek. Po trzecie wreszcie, gdyby naprawdę stosować kryterium narodowe (co w odniesieniu do tamtego czasu jest absurdalne), to okazałoby się, że „Niemców” pobili raczej „Litwini”, a nie „Polacy”. Król Jagiełło nie był przecież Polakiem, a rozstrzygające uderzenie przyszło na Krzyżaków ze strony jego brata Witolda – najprawdziwszego „Litwina”.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech rzuci okiem na obraz naszego „narodowego” malarza, czyli Matejki, gdzie dwoma centralnymi postaciami są mistrz Ulrich von Jungingen oraz Witold właśnie (notabene wielkiego mistrza zabijają nie rycerze polscy, ale odziani w wilcze skóry „Litwini”).

Ale najważniejsze – pod Grunwaldem stanęło naprzeciwko siebie mniej więcej po 40 tys. rycerzy. A i tak była to jedna z największych średniowiecznych bitew. Jakże różni się to od wojen i bitew współczesności.

To właśnie Wielka Rewolucja Francuska, a potem Napoleon zupełnie zmienili oblicze współczesnego konfliktu zbrojnego . Z elitarnego starcia wyselekcjonowanych grup i osób stał się on sprawą powszechną . Narodową. By jednak mogło się tak stać, musiał został wynaleziony naród. Jak pisze Krzysztof Pomian: „Prusy wyciągają najszybciej i najbardziej większość chłopów zupełnie nie identyfikowała się z tymi kategoriami: „Teraz dziwnie to brzmi [...], że cztery pokolenia wstecz żyli ludzie, którzy ani nie znali, ani nie chcieli znać własnej narodowości”. M. Billig, op.cit., s. 124. K. Pomian określa tę zmianę jako „rewolucję militarną”. K. Pomian, op.cit., s. 97. Dlatego nie myli się Le Bon, gdy pisze: „Bodaj czy nie najważniejszą zdobyczą naszej Rewolucyi było przyśpieszenie tej formacyi przez rozbicie drobnych narodowości: Pikardyjczyków, konsekwentnie wnioski polityczne i wojskowe z klęski, jaką zadał im Napoleon. Pod wpływem poważnej części elit, którą łączy z ludem przywiązanie do języka, tradycji i przeszłości narodowej, a przede wszystkim niechęć do panowania francuskiego, reformują one swe instytucje i przebudowują armię, ogłaszając mobilizację powszechną jeszcze przed wprowadzeniem obowiązkowej dla wszystkich służby wojskowej. Wśród dowódców kilku generałów, zarazem intelektualistów i polityków, próbuje stosować ideę narodu do prowadzenia wojny. To pierwsza armia narodowa po francuskiej armii z poboru powszechnego zapewniła Prusom uprzywilejowane miejsce wśród zwycięzców Napoleona i zagwarantowała im znaczne zyski terytorialne, by potem stać się narzędziem zjednoczenia Niemiec” .

Zmagania państw od początku XIX w. to już nie sprawa zawodowych żołnierzy, ale kwestia ogólnospołeczna. Na front wysyłani są nie ochotnicy, żołnierze zaciężni i rycerze, ale wszyscy zdolni do walki dorośli mężczyźni. Wprowadza się pobór powszechny, który całkowicie zmienia sposób prowadzenia działań wojennych . I to z dwóch, co najmniej, powodów.

Po pierwsze, cała ludność staje do wojny. Nie tylko na samym froncie, lecz także na zapleczu. Wojna dotyka każdego obywatela – bez względu na to, czy jest wysłany do bezpośredniej konfrontacji z wrogiem, czy zostaje zmobilizowany jedynie do pracy na rzecz wojska. Wojna staje się sprawą ogólnonarodową. Sprawą całego narodu, a nie tylko jego władców i sił zbrojnych.

Po drugie, do tak prowadzonego konfliktu, konfliktu totalnego (choć jeszcze bez tego znaczenia, którego nabierze ono w czasie drugiej wojny światowej), niezbędne jest zaangażowanie ideowe całej populacji. Nie wystarczy, że społeczeństwo będzie pracować na rzecz armii. Potrzebna jest także gotowość oddania życia za ojczyznę. A to może nastąpić tylko w warunkach internalizacji pojęcia ojczyzny. To już nie ma być królestwo, w którym się mieszka, i nie księstwo, które się wspiera, płacąc podatki. To musi być coś poruszającego najgłębsze pokłady świadomości i podświadomości. Coś przemawiającego do „duszy”. Coś tak wartościowego i wielkiego, dla czego nie Flamandów, Burgundów, Gaskonów, Bretonów, Prowansalczyków itp., na które niegdyś dzieliła się Francya”. B. Le Bon, Psychologia rozwoju narodów, Kraków 2015, s. 22 – 23. Ibidem, s. 117 – 118. Ubocznym efektem zmian w sposobie prowadzenia wojen było wzmocnienie administracyjne państwa, a tym samym jego siły w tworzeniu narodu. „Jedną z ważniejszych cech nowożytnych wojen są ich rosnące koszty. Ze względu na nową technikę i skalę konfliktów państwa żal będzie umierać. Coś porównywalnego tylko z niegdysiejszym Bogiem, dla którego zabijało się i dawało się zabić kilkaset lat wcześniej .

Naród zatem był koniecznym elementem prowadzenia wojny powszechnej. Bo on właśnie idealnie nadawał się do uzasadnienia tego, żeby zostawiwszy swoje rodziny i porzuciwszy poczucie bezpieczeństwa, pójść na front i wyzionąć ducha. Tylko jego nieśmiertelność mogła uzasadnić, a nawet uszlachetnić śmierć jednostki.

Ale żeby to osiągnąć, należało deifikować naród i postawić go wyżej niż wszystkie inne wartości. Nawet ponad życie własne i życie bliskich. Tylko urojenie, że jest coś ważniejszego niż życie własne i życie najbliższych, mogło pozwolić na społeczną akceptację masowych rzezi w czasie wojny – po naszej i, zwłaszcza, po drugiej stronie. Sprawienie, by matka była dumna, że jej synowie idą na wojnę i oddadzą życie za ojczyznę, było możliwe tylko po przeprowadzeniu powszechnej operacji na umysłach ludzkich w celu zaaplikowania im idei, według której to naród jest najważniejszą wartością i oddanie za niego życia uważa się za ze wszech miar rozsądne i pożądane.

Temu także służyła powszechna służba wojskowa. Rekruci bardzo często dopiero w wojsku dowiadywali się, że są... Francuzami, bowiem wcześniej identyfikowali się raczej z Bretanią czy Prowansją. Dzięki ćwiczeniom ideologicznym w czasie przygotowań, a także bezpośredniemu już udziałowi w zmaganiach zbrojnych nabierali oni poczucia identyfikacji narodowej. Walczyli bowiem w imię Francji, zatem logiczne, że sami są Francuzami. Przekonywali ich o tym nie tylko dowódcy, lecz także nauczyciele oraz media (o czym będzie jeszcze mowa). Po latach służby i zabijania w imię Francji niejako automatycznie stawali się Francuzami. Taki także był efekt powszechnej mobilizacji i „zdemokratyzowania wojny”.

Ciąg dalszy za tydzień musiały pozyskiwać bezprecedensowe ilości środków od swoich obywateli. Wymagało to nie tylko siły, potrzebnej, aby nakłonić obywateli do podzielenia się swoim majątkiem, ale zachęcało rządzących do wspierania społeczeństw obywatelskich niedających się w pełni kontrolować, stwarzających jednak nowe możliwości bogacenia się. Zmiany doprowadziły także do wzmocnienia integracji i sprawności pod względem administracyjnym”. C. Calhoun, op.cit., s. 104.

MAREK MIGALSKI. NARÓD UROJONY. Wydawca Fundacja Industrial – BIBLIOTEKA LIBERTÉ!, Łódź 2017. Cena 29,90 zł. Calhoun wprowadza jeszcze jeden ważny element – społeczną integrację w armii: „Mobilizacja wojskowa na potrzeby zewnętrznych działań wojennych służyła wzmocnieniu wewnętrznej integracji – poprzez mieszanie ludzi z różnych regionów, prowincji i ludzi o różnym pochodzeniu społeczno-kulturowym – a także promowaniu nacjonalizmu poprzez indoktrynację ideologiczną i sam proces mobilizacji, walki, demobilizacji i powrotu do życia cywilnego”. C. Calhoun, op.cit., s. 104.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.