Açores verde – wyspy szczęścia

Angora - - Kto Czyta, Nie Błądzi -

Poznać i zrozumieć świat.

Zielony skrawek lądu wyłonił się nagle ze wszechobecnego błękitu. Tak mogłaby zaczynać się legenda o powstaniu wyspy, ale rzeczywistość była bardziej prozaiczna. Ziemia pojawiła się kilka kilometrów niżej, widoczna z okienka samolotu. Niewielki, wydłużony kształt rzucony pośrodku Atlantyku. São Miguel – największa wyspa archipelagu Azorów, w skład którego wchodzi ich jeszcze osiem. Największa oznacza, że ma 62 km długości i niespełna 16 km szerokości w najszerszym miejscu. Jednak liczba atrakcji na São Miguel jest odwrotnie proporcjonalna do wielkości.

Po wyjściu z samolotu na płytę lotniska, które, tu miły akcent, nosi imię Jana Pawła II, uderza w nozdrza zapach świeżo koszonej trawy. Jest on tym bardziej zaskakujący, że na Azorach lądujemy w połowie lutego, uciekając przed polskim mrozem i szarugą. W Warszawie jest godz. 19 i ciemna, zimna noc, a tu dopiero 17, pełne słońce i szum fal rozbijających się o brzeg wzdłuż pasa startowego. Bajka. Klimat jest tu łagodny, temperatura nigdy nie spada poniżej 10 stopni i raczej nie przekracza 28, lecz mgły, deszcze i wiatry nie są rzadkością. Położona prawie 1500 km od Półwyspu Iberyjskiego i 3000 km od brzegów Ameryki Północnej – jest zdana na łaskę oceanu.

Już następnego dnia mogliśmy się o tym przekonać. Deszcz i porywisty wiatr towarzyszyły nam podczas zwiedzania Ponta Delgada – największego miasta i stolicy archipelagu, który, mimo że należy do Portugalii, posiada autonomię. Azorski Cicerone – Nuno, był bardzo dumny, że jego rodacy potrafili, nie tak dawno temu, bo dopiero w 1976 r., zyskać częściową samodzielność, by w 1980 r. jeszcze powiększyć zakres swoich praw. Ponta Delgada – azorska „metropolia”, którą zamieszkuje ok. 70 tys. osób, zachwyca kameralnością i spokojem. Czas płynie tu w niespiesznym, wyspiarskim tempie. Stare miasto urzeka kolonialnymi, białymi budynkami wykończonymi bazaltem, najpopularniejszym budulcem tych wulkanicznych terenów. Wąskie, senne uliczki wyłożone są tak samo pięknym, jak śliskim portugalskim brukiem. Spacerując, warto z uwagą patrzeć pod nogi na artystyczne mozaiki, po których stąpamy. W czasie deszczu potrafią być zdradliwe, ale też wymuszają na przechodniach skupienie i wykluczają pośpiech, doskonale wprowadzając w

rytm tutejszego życia.

Na głównym placu dominuje Portas da Sidade – brama miejska, jeden z najważniejszych zabytków miasta. Będąc tam, nie można nie odwiedzić Igreja Martiz de São Sebastiao, kościoła, w którym znajdują się pamiątki pielgrzymki Jana Pawła II. Karol Wojtyła jako jedyny papież odwiedził ten jakże katolicki kraj. Uwagę przyciąga także stary portugalski fort. Jego grube mury szczególnie efektownie wyglądają w nocy, gdy światło wydobywa ich cały majestat, a huk rozbijających się fal potęguje wrażenie.

Od fortu wzdłuż oceanu biegnie nowoczesna promenada pełna restauracji i barów, jednakże o tej porze roku jest wyludniona. Co krok kuszą plakaty zapraszające na wycieczkę w poszukiwaniu delfinów i wielorybów, które licznie zamieszkują te wody. Występuje tu aż 27 gatunków tych ssaków. Jeszcze do początku lat 80. XX wieku polowano na nie i był to jeden z głównych dochodów mieszkańców. Na szczęście to już tylko wstydliwa przeszłość, a obecnie polowania odbywają się wyłącznie za pomocą aparatów fotograficznych. Wycieczka w poszu- kiwaniu waleni nie jest tania, jej koszt waha się od 35 do 50 euro i nie gwarantuje sukcesu, za to bardzo często zapewnia bonus w postaci choroby morskiej.

Wyspa ma sporo do zaoferowania. Aby się jednak do atrakcji dostać, najlepiej wypożyczyć samochód, bo komunikacja publiczna nie jest zbytnio rozwinięta i zdanie się na nią wymagałoby wielokilometrowych trekkingów i bardzo dużo czasu. Azory to wyspy wulkaniczne, które wyłoniły się z wód Atlantyku około 20 tys. lat temu. Nadal to teren

aktywny sejsmicznie.

Kłęby cuchnącej, siarkowej pary wydobywającej się spod ziemi, bulgoczące kałuże błotne i gorące źródła nie pozostawiają co do tego złudzeń. Ostatnia duża erupcja miała miejsce w 1957 r. na wyspie Faial, która dzięki temu powiększyła powierzchnię o 2,4 km. Wszystkimi zmysłami, przede wszystkim węchem, przekonujemy się o tym, docierając do rezerwatu Caldeira Velha, gdzie moczymy się w naturalnym śmierdzącym siarkowodorem jacuzzi. Jeszcze większego wrażenie robi Furnas, miasteczko położone w ogromnym kraterze wulkanu. Gdy się wjeżdża do niego, już z daleka widać kłęby dymu unoszącego się nad ziemią. To słynne fumarolas – pęknięcia w skorupie ziemskiej, z których wydobywa się para i inne gazy.

Teren sprawia niesamowite wrażenie. W dziurach w ziemi gotuje się błoto, co chwilę wyrzucając na zewnątrz śmierdzące opary i małe gejzery. Tak można wyobrazić sobie wrota piekieł. A obok spokojnie żyją ludzie, nic sobie nie robiąc z tej demonstracji siły natury. Do Furnas już od XIX w. przybywali kuracjusze – ze względu na szczególny mikroklimat i błotniste, gorące źródła znajdujące się w przepięknym ogrodzie Terra Nostra. Mętna, brązowa woda do tej pory przyciąga swymi leczniczymi właściwościami rzesze turystów.

Nieopodal miasteczka znajduje się Lagoa das Furnas, gdzie można też podziwiać to niezwykłe widowisko. To poniekąd jedyna w swoim rodzaju kuchnia polowa. W dziurach wykopanych w gorącej ziemi gotuje się najsłynniejsze danie Azorów – cozido das Furnas. Są to różne rodzaje mięs i warzyw duszone w garnku, który owija się w materiał i na sznurze spuszcza do głębokich dołów. Każda restauracja ma własny otwór, a moment zakopywania i wyciągania kotła urósł do rangi atrakcji turystycznej przyciągającej publiczność. Oczywiście, po wrażeniach wzrokowych i węchowych nie można odmówić sobie spróbowania tej oryginalnej potrawy. Wracamy więc do Furnas i w jednej z licznych restauracji z nie-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.