Henryk Martenka, Sławomir Pietras

Angora - - Kto Czyta, Nie Błądzi - Henryk Martenka

Więc ty drugiego sobie dobierz amatora, I wespół w zespół, by żądz moc móc

wzmóc I wespół w zespół, wespół w zespół, By żądz moc móc zmóc. I wespół w zespół, wespół w zespół, By żądz moc móc zmóc.

Jeremi Przybora Już kiedyś pisałem o entuzjastycznym rozrodzie zespołów parlamentarnych tworzących żyzne podglebie naszej legislatywy. Liczba tych tworów przekroczyła akurat dwie setki, co dostrzegły też inne opiniotwórcze gazety, wracam więc do tematu, bo jest ważny.

Trudno przesądzić, czy ważny jest każdy zrodzony z oddolnej, poselskiej inicjatywy zespół, ale roboczo załóżmy, że jest. Zespoły parlamentarne są dowodem, że natura nie znosi pustki i w miejsce oderwane od rzeczywistości, zbędne, wprowadza rozwiązania praktyczne. A więc sami posłowie, widząc nonsens debat plenarnych, partyjnych dyskusji w komisjach, gdzie w ogóle nie chodzi o załatwienie czegoś korzystnego dla obywateli, zawiązują gremia, gdzie mogą cokolwiek uczynić dla zwykłego wyborcy. Z transmisji wiemy, że parlament stał się gumnem, na którym rządzi ideologiczna ustawka i trwa młocka kłonicami. Sejm przestał się kojarzyć z miejscem ustalania korzyści dla obywateli, a stał się areną, na której silniejszy nie tylko pragnie pokonać słabszego, ale – by go pohańbić – chce mu wyrwać jelito grube. Gladiatorskie zapasy, w których jeden ginie, by drugi mógł sycić się wygraną, nie dają posłom szans na załatwienie jakichkolwiek zwykłych spraw. To dlatego powstają zespoły parlamentarne, gdzie posłowie z różnych stron (bo w parlamencie pozornie tylko są strony dwie) mogą zdziałać coś sensownego. Tym bardziej że w zespołach nie obowiązuje dyscyplina partyjna i parlamentarzyści, w mediach często ostro skaczący sobie do oczu, w załatwianiu konkretnej lokalnej sprawy solidarnie wypełniają oczekiwane przez wyborców zadania. Prof. Sławomir Słowiński, politolog cytowany przez „Rzeczpospolitą”, mówi, że popularność zespołów będzie rosła, bo zależy na tym szeregowym posłom z tylnych rzędów: – Często służą one budowaniu dobrych relacji z wyborcami. Dzięki obecności w zespołach, np. o tematyce lokalnej, posłowie mogą pokazać, że są blisko ludzkich spraw.

Dziś mamy w parlamencie 201 zespołów, co przy liczbie 460 posłów i setce senatorów daje średnią liczbę niespełna dwóch zespołów na jednego parlamentarzystę. Przy czym pamiętajmy – to dopiero połowa kadencji, więc możemy śmiało prognozować, że u jej końca zespołów będzie ponad czterysta i trzeba będzie wynająć w Warszawie duży gmach, by zespoły mogły choć raz w miesiącu się spotkać i coś załatwić. Pamiętajmy też: zespoły mają ten nadprzyrodzony walor, że się rodzą, ale nie umierają... Na sejmowej liście ciągle figuruje zespół do spraw organizacji Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 roku. Do tego uciążliwym mankamentem zespołów jest ich zbieranie się wyłącznie w dniach posiedzeń parlamentu, co praktycznie uniemożliwia prace – ustawodawczo ważniejszych – parlamentarnych komisji. W Sejmie nie ma tylu sal, by się naraz pomieściły i komisje, i zespoły. Może więc rację ma zaprzyjaźniony poseł, by organizować posiedzenia zespołów poza dniami debaty plenarnej? Ale kto wtedy przyjechałby z terenu na takie spotkanie...

Są dziś w parlamencie zespoły o charakterze inwokacyjnym, już w nazwie mające na celu załatwienie wszystkim, by pozostali młodzi, zdrowi i bogaci, i mamy zespoły niczym zespół Aspergera – konkretne do bólu. Do pierwszych należą zespoły: do spraw debaty publicznej, równości i sprawiedliwości społecznej czy zespół dla przywrócenia zasad moralnych w medycynie. Do drugich zespoły: do spraw Białorusi, boreliozy czy promocji badmintona. Podział nie jest proporcjonalny, bo tych drugich, konkretnych jest zdecydowanie więcej, co potwierdza naszą opinię. W oczy rzuca się znacząca liczba zespołów drogowych. Niemal każda droga ekspresowa ma swój zespół, co potwierdza ich lokalny, partykularny cel. To zaś sprawia, że w oddzielnym zespole zbierają się, niewykluczone, że ci sami parlamentarzyści, by załatwić budowę obwodnic i dróg alternatywnych przy autostradzie A1 i DK1. Kto jednak wie, jak biegnie A1, ten rozumie, że parlamentarzyści spod Łomży nie mieli wyjścia i założyli zespół do spraw obwodnicy Łomży i drogi ekspresowej S61 Via Baltica. Nikt natomiast nie wie, dlaczego rwą się do roboty aż trzy zespoły do spraw energetyki: zimowej, jądrowej i pozostałej. Nikt też przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie objaśnić, czym różni się zespół do spraw niepełnosprawnych od zespołu do spraw osób głuchych czy zespołu do spraw osób z niepełnosprawnością wzroku. I czym, na Boga, jeśli nie tym samym, zajmują się zespoły: pierwszy, ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie drugiej wojny światowej, i drugi, ds. reparacji należnych Polsce. Przecież gdyby obradowały razem, już byłby zysk! Zwolniłaby się sala dla innego, czekającego w ogonku zespołu załatwiaczy. A programowo zbieżnych zespołów jest więcej. Może więc warto zmienić regulamin i ograniczać ekspansję tego polipa? Poza wszystkim taki tryb procedowania, choć potrzebny i skuteczny, jest zawstydzającym votum separatum wyrażonym parlamentowi. I to przez samych parlamentarzystów.

henryk.martenka@angora.com.pl

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.