Życie przed końcem świata

Angora - - Aktualności -

Koniec świata to przykra sprawa. Wiem, bo w swoim życiu przeżyłam już kilka. Tym pierwszym, związanym z końcem milenium, niespecjalnie się przejęłam, bo byłam dopiero niespełna rocznym bobasem i nie kumałam, o co chodzi. Fenomen roku 2012 wprowadził już za to w moim życiu nieco zamieszania – miałam 13 lat i byłam wielbicielką teorii spiskowych, więc do końca świata podeszłam poważnie i przygotowałam się do niego, przezornie porządkując swoje sprawy, przepraszając bliźnich za wyrządzone im krzywdy, będąc uprzejmą dla rodziny i sąsiadów, dobrą dla bezpańskich psów i troskliwą dla roślin. Wizja piekła przerażała mnie niezmiernie. Koniec świata nie nastąpił – ku rozczarowaniu milionów. Niektórych z kolei fakt ten nie zdziwił, wszak przeżyli oni więcej końców świata niż ja; kolejny nieodbyty jakoś nie wywarł na nich specjalnego wrażenia. Co byście zrobili, gdybyście wiedzieli, że ten koniec jednak faktycznie nastąpi? Że nie będzie już żadnego jutra, poniedziałku i Nowego Roku, od których mieliście przejść na dietę, przestać się nad sobą użalać, rzucić palenie czy być lepszymi ludźmi? Wiele osób przyznaje, że zaszalałoby – w ruch poszłyby wszelkie zaskórniaki, oszczędności na budowę domu, a nawet kredyty, skoro i tak nie trzeba byłoby ich spłacać... A ja... Ja myślę, że dobrze by było, gdybyśmy jednak żyli trochę tak, jakby ten koniec miał nastąpić. Otoczeni bliskimi, w dobrych relacjach ze wszystkimi. Odważnie. Podróżując, jedząc i pijąc dobre rzeczy, eksplorując świat i doświadczając go. To czyni nasze życie bardziej wartościowym, ciekawszym, pełniejszym... Pewnie niektórzy z Was zaczną, prawda? Od jutra!

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.