Nie żartuj, Beata

Humoreska Pawła Wakuły

Angora - - Kto Czyta, Nie Błądzi -

Premier Beata Szydło nie miała dobrego dnia, wstała lewą nogą, zgubiła ulubioną broszkę w kształcie rzepy, a potem opluła się kawą, gdy na popularnym portalu internetowym przeczytała, że właśnie szykuje się rekonstrukcja rządu.

– Jak zwykle o wszystkim dowiaduję się ostatnia – chlipała, idąc do pracy. – Kto to słyszał, żeby w ten sposób traktować drugiego człowieka, premiera, i w dodatku kobietę?

Gdy pogrążona w gorzkiej zadumie otworzyła drzwi własnego gabinetu, zamarła ze zdziwienia. Pomieszczenie przypominało kulisy programu „Mam talent”. Jedni ministrowie nucili coś pod nosem, drudzy podskakiwali i kręcili piruety, Mariusz Błaszczak żonglował pomarańczami, Witold Waszczykowski łapał się prawą ręką za lewe ucho, a Konstanty Radziwiłł rzucał strzykawkami do okrągłej tarczy. Brakowało tylko trójki jurorów i duetu Prokop & Hołownia schowanych za kotarą.

– Co tu się dzieje? – spytała podejrzliwie pani premier.

– Musimy udowodnić, że zasługujemy na swoje wysokie pensje i odpowiedzialne stanowiska... – wysapał Mateusz Morawiecki, nie przerywając robienia pompek z Beatą Kempą na plecach. – Nie jest lekko... Ale każdy stara się jak potrafi...

Szydło poczuła, jak ogarnia ją fala wzruszenia.

– To miłe – przyznała. – Ale o tym, kto pozostanie w rządzie, zadecydują wyłącznie względy merytoryczne. Przyjrzę się waszej pracy, zastanowię się nad dotychczasową współpracą...

Jarosław Gowin ćwiczył zachowywanie kamiennej miny, mimo że Anna Zalewska łaskotała go pod pachami, jednak słysząc słowa pani premier, nie wytrzymał i parsknął śmiechem.

– Nie żartuj, Beata, przecież to nie będzie twoja decyzja! – A czyja? – zdziwiła się pani premier. Gowin nie zdążył jej odpowiedzieć, bo drzwi do gabinetu otworzyły się i do środka wszedł Jarosław Kaczyński.

– Tak tylko zaszedłem, akurat byłem w okolicy – ruchem dłoni uspokoił ministrów, którzy wyprężyli się na baczność. – Widzę, że bardzo się staracie. A ty, moja droga, co masz mi do pokazania?

Szydło pobladła, ale zaraz wzięła się w garść. Dygnęła przed prezesem i zapiszczała:

– Nazywam się Beatka, przyjechała z Oświęcimia i chętnie zatańczę, jak mi pan zagra!

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.