Paweł „Innocent”

Rozmowa z PAWŁEM MOCKIEM, czołowym polskim profesjonalnym graczem komputerowym

Angora - - E-sport - NIE TYLKO O SPORCIE Tomasz Zimoch TOMASZ ZIMOCH

– Gry komputerowe zostaną wkrótce dyscypliną olimpijską?

– Nie jestem zwolennikiem łączenia sportu z grami komputerowymi; są wprawdzie podobne emocje, jest rywalizacja, ale nie rozumiem wojny między tymi, którzy chcą na siłę połączyć lub rozdzielić te dwa obszary. Nie wiem, czy za 15 lub 25 lat będą wyłącznie igrzyska gier komputerowych, ale niewątpliwie świat zmierza do tego, by e-sport znalazł się w programie olimpijskim. Świat pędzi w kierunku nowych technologii, zainteresowanie grami komputerowymi jest ogromne. Widzę, jaki nastąpił rozwój w trzech ostatnich latach, aż boję się pomyśleć, jak będzie wyglądał e-sport za lat pięć. – Dlaczego? – Można porównać choćby nagrody, jakie otrzymywali gracze, gdy e-sport raczkował, a jakie czekają na nich obecnie. Kiedyś nagrodą była myszka komputerowa, dzisiaj do wygrania są już wielkie pieniądze. Rywalizacja z sal biurowych przeniosła się na duże areny sportowe. Stadion Wembley zapełnia się po brzegi nie tylko wtedy, gdy rozgrywane są na nim mecze piłki nożnej, ale również wtedy, gdy pojawiają się profesjonalni gracze komputerowi. Podobnie jest w Polsce. Na zawodach e-sportowych w katowickim Spodku czy w Arenie w Krakowie zawsze są tłumy widzów. Zawodnicy stali się rozpoznawalni, mają swoich fanów na całym świecie. – E-sport zaczyna być właściwie doceniany? – Są już rozgrywki ligowe, różnego rodzaju turnieje. Trzy razy brałem udział w najważniejszym turnieju rangi Major. Pula nagród wynosi w nim milion dolarów. Dodatkowo gwarantowane jest ponad 3,5 miliona z naklejek, jakie można kupić w czasie gry. Zysk dzielony jest na wszystkie rywalizujące drużyny.

– Drużyny e-sportowe powstają w znanych klubach piłkarskich.

– W Polsce też jest już widoczny taki trend. Dobrze, że tak się dzieje, ale trzeba pamiętać, że zespoły e-sportowe działają trochę inaczej niż drużyny piłkarskie. Na razie gracze znają się na tym zdecydowanie lepiej niż inwestorzy. Kontrakty opiewają na kilkaset tysięcy euro dla najlepszych graczy, niebawem będą to kwoty sięgające milionów. Wszystko jest bardzo dynamiczne, u nas nie ma tak jak w zawodowej piłce nożnej wieloletnich umów. Często się mówi, że trzy miesiące w e-sporcie to jak rok w normalnym świecie. Kiedy otrzymuje się nową propozycję gry, to można szybko przejść do innej drużyny, a nie niemal niewolniczo wypełniać wieloletnią umowę. To zdecydowanie zdrowsze, kiedy można szybko wykupić gracza, który otrzymuje lepszą ofertę. Zarobki nie do końca odzwierciedlają klasę ani formę zawodników. – Decydujące znaczenie ma marketing? – Są oczywiście bonusy w turniejach, ale im lepiej zbudowany wokół gracza marketing, tym więcej pieniędzy od sponsorów. Mam niemiecką umowę o pracę, występuję w międzynarodowej drużynie Sprout. Jestem e-sportowcem, zawodowym graczem. Trenuję nawet po 8 godzin dziennie. Mamy też wspólne zgrupowania, na których gramy od godziny 10 do północy. Tak jak zawodowy piłkarz nagle nie zostanie dobrym pływakiem, tak i w e-sporcie występuje specjalizacja, właściwie nie ma możliwości, by skupiać się na więcej niż jednej grze. Ja wybrałem CS: GO... – Czyli? – To gra Counter lepszy chyba tytuł Strike: Global Offensive. Naje-sportowy, jedna z trzech najpopularniejszych gier komputerowych na świecie. Rywalizacja między terrorystami i antyterrorystami, popularnie określana „strzelanką”. Profesjonalna rozgrywka, której celem jest wyeliminowanie przeciwnika, składa się z 30 rund, 15 po każdej stronie. – Woli pan wcielać się w rolę... – ... terrorysty. Bardziej kontroluję wtedy, co dzieje się na mapie gry, i mam większy wpływ na to, co się wydarzy. Antyterrorysta czeka właściwie tylko na ruch z drugiej strony. – Od ilu lat pan gra? – Od 15. Miałem 9 lat, gdy grę przyniósł do domu tata. Wiem, że wiele osób twierdzi, że nie jest to gra wychowawcza. Mam odmienny pogląd. Widziałem wyniki badań, które zaprzeczają powszechnej opinii, że gra wywołuje agresję i może mieć wpływ na codzienne życie, a nawet kształtować postawy. Widzę to u siebie, gram już długo, a nadal jestem wyjątkowo spokojnym człowiekiem. To jest zabawa. Najfajniejsze w CS: GO jest to, że wymaga udziału wielu osób, samemu grać nie można. – Co decyduje o sukcesie? – Psychika. Gra bazuje na okazywaniu pewności siebie. Są zawodnicy o nadzwyczajnych umiejętnościach jak przykładowo „Niko”. Moim zdaniem nie da się wyuczyć tego, co prezentuje. Ma dar, talent najwyższej klasy. – Leo Messi e-sportu? – Nie mam wątpliwości, że Bośniaka można określić Messim czy Ronaldo Counter Strike’a. Graczy tak utalentowanych jest niewielu. U pozostałych z czołówki światowej mechaniczne umiejętności – celowanie, operowanie myszką – są podobne. W grze opartej głównie na strzelaniu bardzo istotne jest, by zrobić to szybciej od naszego przeciwnika. Obok doświadczenia ważne jest przygotowanie mentalne. Logiczne myślenie, podejmowanie właściwych decyzji to klucz do wygrywania meczów. Potrzebna jest właściwa koncentracja, nie można być przecież ospałym, bo gra wymaga od zawodnika refleksu, szybkiej reakcji na ruch rywala. Trzeba być dobrze przygotowanym pod względem kondycyjnym, dlatego trenuję także na siłowni, ale uważam, że najważniejsze jest jednak odpowiednie nastawienie psychiczne.

– Stres w każdym sporcie jest najgroźniejszym przeciwnikiem.

– Po treningach w domu, gdy nagle miejscem gry komputerowej staje się scena, dodatkowo w dużym obiekcie, to wielu zawodników nie potrafi się zupełnie odnaleźć. Twierdzę, że 80 procent sukcesu stanowi wtedy głowa, a dopiero resztę to, co wytrenowaliśmy. Stres utrudnia podjęcie właściwej decyzji. Zawodnik traci swoje atuty, gra zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Ja też się z tym zmagałem. Bardzo pomaga trener w moim zespole, potrafi odpowiednio mnie nastawić, przygotować mentalnie.

– Wokół są narzekania, że dzieci zbyt wiele czasu przesiadują przy komputerze.

– Do 16. roku życia mnie bardziej interesowała piłka niż gra na komputerze. Przez wiele godzin ganiałem z kolegami po podwórku. Widzę, że obecnie te proporcje się zmieniły, młodzi ludzie poświęcają zdecydowanie więcej czasu na gry komputerowe. We wszystkim potrzebny jest umiar. Moi rodzice też mi suszyli głowę, zdarzało się, że grałem do 3 w nocy i z tego powodu opuszczałem lekcje, ale nie zaniedbałem nauki, nie wolno tego zrobić. Dzisiaj mama i tata są moimi fanami, a nie hejterami. – Grał pan w reprezentacji Polski. – Występowałem z kolegami w mistrzostwach świata i Europy. W obu imprezach zajęliśmy drugie miejsce, w finałowej walce ulegliśmy Francuzom.

– Twórcom gry zarzucało się w pewnym okresie popularyzację hazardu. Słusznie?

– Pozew sądowy został skierowany właściwie w nieco innym kierunku. Producent gry wprowadził możliwość tworzenia tzw. skórek. Dzięki nim każdy może mieć wpływ na to, jaki wygląd mają rodzaje broni występujące w CS: GO. Napędziło to rozwój i popularność samej gry, ale jednocześnie powstało mnóstwo stron, dzięki którym można było handlować tymi skórkami na zasadach gry w ruletkę. I to działało jak hazard. Wiem, że za specjalny wygląd noża zapłacono kilkadziesiąt tysięcy dolarów, a w Polsce za wyjątkowy wygląd broni wyłożono nawet 150 tys. złotych. Producent zastosował już pewne ograniczenia, wymagane jest przedstawianie zeskanowanych dokumentów tożsamości, a w najnowszej aktualizacji nie ma możliwości odsprzedawania skórek wcześniej niż przed upływem 7 dni. – Dlaczego „Innocent” to pana nick? – Przybrałem taką ksywkę wiele lat temu. To tytuł piosenki grupy Good Charlotte. Była muzycznym podkładem do prezentowanych w sieci najfajniejszych zagrań Counter Strike’a. Tak mi się skojarzyło, gdy pierwszy raz w internecie musiałem wpisać swój nick. Nie należy tego słowa tłumaczyć dosłownie, dzisiaj wybrałbym dla siebie zupełnie inne określenie. Od lat pozostaję Pawłem „Innocentem” Mockiem. Fot. Agnieszka Zimoch

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.