PIĄTEK, TRZYNASTEGO

BYTOMSKICH WYDARZEŃ MAJĄCYCH MIEJSCE 13 LISTOPADA NIE DA SIĘ „WYTŁUMACZYĆ” ZWYKŁYM PECHEM. TO BYŁO COŚ GORSZEGO.

Bytomski Hokej - - 27.11 - Sms U20, 29.11 - Zagłębie, 6.12 - Orlik Op -

Przesądni mówią, że gdy piątek trafi na trzynasty dzień miesiąca, to najlepiej w ogóle nie wychodzić z domu. Wiemy jednak, że tak się nie da, tym bardziej że piątek to termin kolejki ligowej.

ZNALEŹLI DZIURĘ W CAŁYM

Przedostatnia kolejka pierwszej części sezonu, w której dwanaście zespołów grało jeszcze razem, przypadła na 13 listopada. Polonia miała wtedy potykać się z JKH GKS Jastrzębie. Miała, ale niewiele z tego wyszło. W 7 minucie nasz obrońca, Kamil Falkenhagen, czysto zaatakował rywala i wpakował go w bandę. Przypadek zupełnie naturalny w tak kontaktowej grze, jaką jest hokej. Jednak tym razem banda nie wytrzymała i pękła. To też nic nadzwyczajnego, trzeba tylko być przygotowanym na szybką naprawę. Przy Pułaskiego pracują fachowcy, więc uszkodzona banda została zabezpieczona pleksą. Gry jednak już nie wznowiono, bo hokeiści z Jastrzębia nie mieli zamiaru wyjść z szatni, a żeby to jakoś uprawdopodobnić, postawili zarzut, iż tak naprawiona banda zagraża zdrowiu graczy. Tak naprawdę, to goście mieli kłopoty kadrowe i z trudem uskładali trzy piątki, a ponownego wyjścia na taflę zakazał im trener. Na nic zdały się zabiegi bytomskich działaczy, łącznie z telefonami do Polskiego Związku Hokeja na Lodzie, a wiele może wyjaśnić fakt, iż obserwatorem tego meczu z ramienia związku był działacz z... Jastrzębia. Zdenerwowani kibice ponad godzinę czekali na decyzję w sprawie dalszych losów meczu, nie szczędząc przy tym gościom ostrych uwag. Mecz nie został wznowiony, choć sędzia główny nie widział przeszkód w jego kontynuowaniu, jednak nie miał na tyle autorytetu, by go jastrzębianie posłuchali. Sprawa miała oczywiście ciąg dalszy. Przybyła na bytomskie lodowisko komisja stwierdziła, że na tym obiekcie można grać! W takim razie Polonia zażądała walkowera, bo przecież to rywale odmówili występu. Tu jednak odważnych w PZHL zabrakło, a ponieważ wspomniana komisja wskazała na problemy z sędziowskim mikrofonem i bodaj z monitoringiem, nakazano rozegranie tego meczu po kilku dniach w... Katowicach, w hali przy „Rondzie”.

U SIEBIE W... „SATELICIE”

Z punktu widzenia hokejowej centrali mogło to wyglądać na jak najbardziej sportowe rozwiązanie, ale było to pójście na łatwiznę. Okoliczności były takie, że jeszcze 13 listopada Polonia potrzebowała dwóch zwycięstw, by awansować do silniejszej szóstki. Ewentualna i bardzo prawdopodobna wygrana z JKH pozwoliłaby w niedzielę do Nowego Targu jechać w zupełnie innych nastrojach, na pewno lepszych. Ale nawet i tak niebiesko-czerwoni w stolicy Podhala, gdzie w tym sezonie jeszcze nikt przyjezdny nie wygrał, zaprezentowali się bardzo dobrze - w 1 min. Błażej Salamon zdobył prowadzenie, a potem wyrównał na 2:2. Remis utrzymywał się do 55 minuty, a wtedy Podhale zdobyło gola i złamało bytomski opór. To mógł być właśnie ten moment, w którym potrzebna była podbudowa dobrym wynikiem z JKH, kto wie... W Nowym Targu Polonia straciła więc szansę na grę z silniejszymi, a potem w „Satelicie” uległa Jastrzębiu 1:2. Trudno pozbyć się wrażenia, że znów nad sportem i postawą fair górę wzięło cwaniactwo.

Speckomisja z PZHL-u stwierdziła, że na obiekcie Polonii można grać, po czym nakazano powtórzenie meczu w... Katowicach!

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.