WE WRZEŚNIU BYŁO 4:2

W SERII „BEST-OF-FIVE” NA RAZIE JEST 0-2, ALE TERAZ GRAMY U SIEBIE, A TO WIELE ZMIENIA

Bytomski Hokej - - News -

Obrońca tytułu mistrza Polski, GKS Tychy, stanął na playoffowej drodze Polonii dosłownie w ostatniej kolejce rundy zasadniczej sezonu 2015/16. I nawet nie musiał się specjalnie o to starać, bo wiadomo było, że w tabeli Polskiej Hokej Ligi będzie drugi. To raczej poloniści bardzo się starali, by wyprzedzić Orlika Opole, co udało się rzutem na taśmę.

NIEZŁY BILANS

Dywagacje, czy w play offie lepiej było grać z Tychami, czy może z Cracovią, nie mają w zasadzie sensu. Stopień trudności jest niezwykle wysoki w obu przypadkach, ale może warto przypomnieć, że niebiesko-czerwoni w rundzie zasadniczej mieli z tyszanami bilans dodatni! Po wielu latach posuchy bytomianie pod koniec września 2015 roku wygrali przy Pułaskiego z GKS-em 4:2, a w rewanżu przegrali 3:4. A mogło być jeszcze lepiej, bo remis w regulaminowym czasie gry stracili w przedostatniej minucie i to po zupełnie zaskakującym błędzie... Tak czy siak, w dwumeczu Polonia była o jedną bramkę lepsza, ale Cracovii też się postawiła, przegrywając w Bytomiu dopiero po dogrywce.

ZA DUŻY RESPEKT

Pierwszy mecz I rundy play offu w ostatni piątek bardzo szybko ułożyli sobie gospodarze, gdyż już w 11 minucie prowadzili 2:0. Może transmisja w TVP Sport spe- szyła gości, bo choć nie poddali się, to w ich grze zabrakło fantazji. Co prawda zremisowali drugą tercję, a ostatnią bramkę stracili w samej końcówce trzeciej odsłony, jednak proporcja strzałów - 34-12 na korzyść tyszan - mówi w zasadzie wszystko. W sobotę mistrzowie Polski też zaczęli od 2:0 w I tercji, a potem prowadzili już nawet 4:0, ale ten mecz był już inny. Bilans strzałów nie był już tak zdecydo- wany: 39-24. Po ostatniej syrenie trenerzy obu zespołów stwierdzili, że ich drużyny zagrały lepiej niż w piątek. Jeszcze w II tercji Sebastian Klaczyński zmniejszył wynik na 1:4, a już końcówka meczu była zupełnie niezwykła.

Z każdym meczem play offu Polonia gra lepiej. Tę tendencję warto by utrzymać, a wtedy wiele może się zdarzyć.

GOL - KURIOZUM

W 46 min, przy sygnalizowanej karze na bytomianina, tyski bramkarz zjechał z lodu, a Josef Vitek zagrał krążek do tyłu - do własnej bramki! Bramka został uznana, ale jeszcze niedawno i to na mistrzostwach świata elity taki sam gol uznany nie został, bo przepis mówi, że „przy sygnalizowanej karze krążek nie może przekroczyć linii między słupkami bramki drużyny, która w takiej sytuacji gra bez golkipera”. Chyba że od tego czasu przepis się zmienił... Ta trochę kuriozalna sytuacja świadczy jednak, że rywale Polonii nie są nieomylni i można z nimi powojować. Dziś, a dlaczego też nie jutro?

Tyszanom w Bytomiu łatwo nie będzie...

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.