ia w budżecie i PiS

na krytykę pod swoim adresem, tzw. liberałowie w PiS mają poważne powody do obaw

Fakt - - Opinie. fakt. pl -

go przekonania, że obecna agresywniejsza strategia nie odbija się negatywnie na sondażach. Poparcie dla formacji Jarosława Kaczyńskiego jednak spada i jeżeli nic się nie zmieni – dalej będzie spadać. Nawet wśród najzagorzalszych zwolenników prezesa coraz częściej pojawiają się chwile zwątpienia. Jest to związane m. in. z tym, że PiS nie wywiązuje

ze swoich zobowiązań, jakie nakłada na niego fakt bycia największą partią opozycyjną w kraju.

Ewidentnie więc ktoś Kaczyńskiemu źle doradza. Możliwe, że to sam Ziobro, któremu coraz ostrzejsza linia partyjna może kiedyś przynieść zyski – zapędzonemu do narożnika prezesowi w pewnym momencie nie pozostanie nic innego, jak tylko usunąć się w cień, a jego naturalnym następcą będzie właśnie obecny eurodeputowany.

Możliwe, że jesienią do ofensywy przystąpi jeszcze frakcja liberałów z Joanną Kluzik-Rostkowską, Elżbietą Jakubiak i Pawłem Poncyljuszem na czele. Ten ostatni był zresztą typowany na kandydata PiS prezydenta Warszawy. Mając jednak względzie jego ostatnie wypowiedzi oraz niską tolerancję prezesa na krytykę pod swoim adresem, Poncyljusz ma raczej marne szanse na wystartowanie w tych wyborach.

Wiadomo, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest formacją, która sprzyjałaby różnorodności poglądowej w swoich szeregach. Ta różnorodność może i tam była, ale oficjalna linia partyjna zawsze była jednoznaczna, a ci, którzy śmieli się jej otwarcie sprzeciwiać, jak Ludwik Dorn czy Marek Jurek, kończyli na marginesie politycznym. Stąd pewnie Kluzik-Rostkowska, Jakubiak czy Poncyljusz mają powody do obaw. Można powiedzieć, że jesienią w PiS – podobnie jak budżecie państwa – szykują się ostre cięcia.

Dalszej radykalizacji dowodzi ostatnie wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego w Gdyni podczas jubileuszowego zjazdu „ Solidarności”. Deklarował na nim, że gdyby nie jego zmarły brat, Tadeusz Mazowiecki czy Bronisław Geremek gotowi byli skapitulować w 1980 roku przed komunistycznymi władzami. Prezes Prawa i Sprawiedliwości najwyraźniej jest zdeterminowany, aby pomścić śmierć brata i uczcić jego pamięć i jest gotów to zrobić nawet kosztem własnej partii. Wydaje się, że ważniejsze od sukcesu politycznego są dla niego jego porachunki osobiste. Szkoda tylko, że nie zauważa, że przy jego rozpaczliwych próbach gloryfikowania śp. Lecha Kaczyńskiego, tak naprawdę wystawia go tylko na ostrzał. Jego wystąpienie w Gdyni rozpętało całą dyskusję na temat roli zmarłego prezydenta w podpisaniu Porozumień Sierpniowych i zaraz może się okazać, że rola ta była dużo mniejsza, niż do tej pory przypuszczano.

Co gorsza, jak tak dalej pójdzie, Kaczyńskiemu niedługo wierniejszy od własnej partii będzie NSZZ „ Solidarność”.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.