Religia konieczna do wychowania

Jutro prof. Magdalena Środa o tym, dlaczego jej zdaniem religia powinna ze szkół zniknąć

Fakt - - Opinie. fakt. pl - TOMASZ P. TERLIKOWSKI

Antyklerykalne i antychrześcijańskie manifestacje młodzieży na Krakowskim Przedmieściu odrodziły nadzieje części środowisk szybką laicyzację Polski. Lewica, która od dawna nie ma pomysłu na samą siebie, poczuła nieco wiatru w żaglach i od razu wróciła do typowych dla siebie antykościelnych klimatów, sugerując nie tylko konieczność rozwiązania Komisji Majątkowej, Funduszu Kościelnego, ale również wyrzucenie religii ze szkół ( w 20. rocznicę przywrócenia jej szkołach). I jak zwykle takich sytuacjach rozgorzała dyskusja na temat tego, czy katecheza w programach oświatowych łamie, nie łamie standardy państwa świeckiego.

Problem polega tylko na tym, że tak postawione pytanie jest pozbawione sensu z punktu widzenia szkół. Oświata w naszym kraju nie jest bowiem państwowa ( jak to często próbują oznajmiać politycy lewicy), ale publiczna. A oznacza, że należy ona do rodziców i społeczeństwa, a nie polityków. I tak długo, jak długo większość rodziców chce, żeby ich dzieci chodziły na religię w szkołach, długo politykom lewicy nic do tego. No, chyba że chcą wrócić niechlubnych tradycji swoich politycznych poprzedników z PZPR, którzy religię ze szkół wyrzucili, a tych, którzy o nią walczyli, surowo karali. Ale wtedy niech otwarcie przyznają, że mają w głębokim poważaniu demokrację i wolę Polaków.

Obecność katechezy szkołach może być jednak usprawiedliwiona nie tylko wolą rodziców, ale przede wszystkim koniecznością edukacyjną. Bez znajomości chrześcijaństwa, historii Kościoła, dogmatyki katolickiej, sakramentologii i teologii duchowości nie sposób zrozumieć bowiem rzeczywistość, która nas otacza. Jeśli nie znamy historii sporów o Trójcę Świętą – to nie będziemy w stanie pojąć współczesnej koncepcji osoby ludzkiej, na której opiera się rozumienie demokracji. Bez odniesienia do sakramentologii czy nauki o zbawieniu niezrozumiała stanie się wojna stuletnia, a także wyrastająca z niej polityczna koncepcja tolerancji. Głębokie zrozumienie tego, czym jest chrześcijaństwo, ułatwia także poznanie filozoficznych korzeni współczesnej matematyki czy fizyki. Mickiewicz, Słowacki, Norwid czy Krasiński – bez kontekstu religijnego stają się trudni do pojęcia. Podobnie jest zresztą także z Herbertem, Miłoszem czy Różewiczem ( niezależnie od ich osobistych deklaracji wiary niewiary). Tomasz P. Terlikowski, redaktor naczelny portalu Fronda. pl

Wiedza religijna pozostaje także fundamentalna w nauczaniu języka polskiego czy literatury. Polska literatura ( także ta dwudziestowieczna) jest pełna odniesień religijnych. Zrozumienie zaś romantyzmu bez głębokiej znajomości nie tylko filozofii, ale i duchowości początków XIX wieku jest zwyczajnie niemożliwe.

Człowiek, który nie zna historii Kościoła, rozumie ( co nie musi oznaczać zgadza się) dogmatyki katolickiej – zwyczajnie nie może uznawać się za dobrze wykształconego i znającego kulturę, w której obraca. I właśnie dlatego katecheza nie tylko powinna pozostać szkole, ale także powinna stać się zupełnie normalnym przedmiotem, z którego nie tylko można zdawać maturę ( bo niby dlaczego nie), ale który jest dokładnie tak samo oceniany i punktowany, jak matematyka, fizyka, historia czy język polski. To jednak wymaga zmiany myślenia – nie tylko u katechetów, którzy powinni sobie wreszcie uświadomić, że uczą przedmiotu kluczowego dla dzieci i młodzieży – ale także u rodziców i pozostałych nauczycieli, którzy wciąż uznają religię za niepotrzebny dodatek.

Dobrze by było także, by obok katechezy w szkołach ( skupionej na przekazywaniu i egzekwowaniu wiedzy) pojawiła się także religia dla młodych ludzi w świątyniach. Tam trzeba by skupić na formacji religijnej, przekazywaniu postaw moralnych, a także wychowaniu do praktyk religijnych. Nurt katechezy szkolnej kończyć by się mógł na poziomie matury z religii dla chętnych ( na przykład zdających teologię czy historię Kościoła), drugi nurt miałby prowadzić młodych ludzi do pełnej formacji religijnej, której potwierdzeniem byłby sakrament bierzmowania, a później małżeństwa, kapłaństwa czy wybór życia w zakonie.

Dwunurtowość wychowania religijnego sprawiłaby także, że wreszcie jasne stałyby się normy oceniania. W szkole wystawiano by oceny za wiedzę, a w parafii oceniałon by poziom formacji. Dzięki temu ktoś, kto nie przejawia szczególnej wiary, a ma ocenę bardzo dobrą z religii, mógłby zwyczajnie nie zostać dopuszczony do bierzmowania. Teraz jest to o wiele trudniejsze. I nadal niejasne pozostają – przynajmniej u części katechetów kryteria wystawiania ocen.

Metodą rozwiązania sporów o religię nie jest jej wyrzucenie ze szkół, ale… wprowadzenie jej ponownie do parafii, przy zachowaniu szkolnego, trybu katechetycznego. Słowem lekarstwem na obecne braki katechezy jest nie tyle mniej, ile więcej religii w wychowaniu, także szkolnym. Problem polega tylko na tym, że brakuje nam polityków i duchownych, którzy mieliby odwagę to powiedzieć. I zrobić.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.