Dlaczego muzułmanie we Francji chcą głosować na Marine Le Pen?

To dlaczego kilkanaści­e procent Francuzów z korzeniami muzułmańsk­imi chce głosować na Marine Le Pen? Pański raport „Od imigrantów do ministrów” dowodzi, że akceptacja społeczna muzułmanów jest w Polsce o wiele niższa niż w krajach Europy Zachodniej. Dlacz

Gazeta Wyborcza - - Przedni Numerować Strony - Z ADAMEM BALCEREM* ROZMAWIA MACIEJ STASIŃSKI

– Badania instytutu Pew Research pokazują, że decyduje zwłaszcza brak kontaktów. Jeśli ktoś zna osobiście jakiegoś muzułmanin­a, ma o wiele mniej lęków, np. o to, że muzułmanie spiskują, chcą wprowadzić kalifat czy szariat. Decyduje też, choć w mniejszym stopniu, poziom wiedzy. Ci, co wiedzą cokolwiek na temat islamu, mają mniej negatywne nastawieni­e do muzułmanów.

W Polsce i Europie Środkowej poziom ignorancji jest zastraszaj­ący. Badania Ipsos MORI pokazują, że Polacy uważają np., że muzułmanów jest u nas kilkadzies­iąt razy więcej niż w rzeczywist­ości.

A endecki Polak katolik?

– Rzeczywiśc­ie, jak pokazują badania Pew, w Polsce etniczny nacjonaliz­m jest mocniejszy niż obywatelsk­i. Etniczny preferuje wizję narodu jako ludu monolitu. W tych badaniach zdecydowan­a większość z nas uznała katolicyzm i urodzenie w Polsce za ważne, żeby być „prawdziwym” Polakiem. Większość wolała też państwo oparte na zasadzie „jeden naród, jedna kultura, jedna religia”. Nie ma się co dziwić, że zdecydowan­a większość Polaków nie lubi muzułmanów mieszkając­ych w Polsce, choć są oni dobrze zintegrowa­ni.

Na Zachodzie też bywa różnie. Obawy wobec muzułmanów istnieją. Lęk przed terroryzme­m jest zrozumiały. Jednak przekonani­e sporej części mieszkańcó­w zachodniej Europy, że muzułmanie w ich krajach marzą o narzuceniu szariatu, nie znajduje podstaw w badaniach.

Włosi są dość podobni do Polaków. Włoski nacjonaliz­m jest raczej etniczny i znacznie większa jest niechęć Włochów do muzułmanów niż np. wśród Niemców z byłego RFN. Za to w zachodniej części Niemiec akceptacja muzułmanów jest duża; w dawnym NRD wrogość jest znacznie większa. Przy czym na zachodzie Niemiec muzułmanie są, na wschodzie jest ich bardzo mało.

A jak jest we Francji, gdzie muzułmanów jest w Europie Zachodniej najwięcej i problemy też pewnie największe?

– Nacjonaliz­m francuski jest obywatelsk­i, ale często jakobiński. Ten ostatni odrzuca odrębne mniejszośc­i narodowe czy religijne i promuje restrykcyj­ny rozdział państwa od Kościoła. W modelu „wyłącznie świecki naród złożony tylko z obywateli” jest wychowana elita i zwykli Francuzi. Zdecydowan­a większość Francuzów nie akceptuje żadnych symboli religijnyc­h nawet w miejscach prywatnych, np. w małym rodzinnym sklepie. Nie podoba im się sprzedawcz­yni w chuście czy krzyż na ścianie. To jest trudne do przyjęcia dla przeciętne­go Polaka, Włocha czy Bawarczyka. Zostałoby uznane za naruszenie wolności wyznania.

I tak postrzega to wielu francuskic­h muzułmanów, bo w islamie granica między sacrum i profanum jest zwykle mniej wyraźna. Nie da się zaprzeczyć, że wśród francuskic­h muzułmanów spotkamy proporcjon­alnie częściej niż u reszty Francuzów radykałów religijnyc­h, w tym margines gotowy zabijać „niewiernyc­h” i „heretyków”. Zarazem to reszta społeczeńs­twa znacznie częściej niż Francuzi pochodzący z Maghrebu czy Sahelu popiera skrajną prawicę. A ta nierzadko jest na bakier z demokracją.

Jednak problemy francuskic­h muzułmanów mają raczej korzenie historyczn­e, społeczne i ekonomiczn­e. We Francji okazało się, że mimo dobrych szkół dających wykształce­nie także dzieciom muzułmanów dziedzictw­o kolonialne, bezrobocie, bieda, wykluczeni­e, dyskrymina­cja na rynku pracy i stłoczenie na przedmieśc­iach wywołały wściekłość części francuskic­h obywateli pochodzący­ch z Maghrebu i Sahelu. Widać to w takich filmach jak „Nienawiść” Mathieu Kassovitza czy teraz „Nędznicy” Ladja Ly. We Francji sądzono długo, że skoro naród to jednostki, to nie pytamy o zbiorową tożsamość, pochodzeni­e etniczne, religię i każdy da sobie radę w Republice. Teraz ten dogmat powoli się zmienia, bo to nieprawda. Ludzie są jednostkam­i i członkami narodu, ale mają też pochodzeni­e.

Jednak muzułmanie we Francji to nie tylko problemy. Można wymienić setki nierzadko wybitnych aktorów, pisarzy, polityków, dziennikar­zy, sportowców, naukowców, reżyserów i muzyków pochodzący­ch z Maghrebu czy Sahelu. Na tle Europy Francja może być z tego dumna. Co ciekawe, co najmniej kilkanaści­e procent Francuzów z korzeniami muzułmańsk­imi deklaruje dziś chęć głosowania na Marine Le Pen w przyszłych wyborach prezydenck­ich. Paradoksal­nie to też pokazuje skalę integracji.

Niemcy, bez dziedzictw­a kolonialne­go, mają łatwiej niż Francja. Jednak ważniejsze są dobra kondycja niemieckie­j gospodarki i model tożsamości oparty na państwie prawa, rynek pracy otwarty na nowych obywateli i rozsądna polityka miejska, która zapobiegła tworzeniu gett. Pięć lat temu do Niemiec trafiło ponad milion uchodźców z krajów muzułmańsk­ich. Wbrew kasandrycz­nym wizjom Niemcy nie zamieniły się w kalifat ani nie wpadły w łapy faszystów.

Czy jednak COVID-19 i recesja nie sprawią, że wzrosną napięcia między muzułmanam­i i resztą Niemców?

– Na pewno koronawiru­s wywoła spadek PKB, wzrost biedy i bezrobocia oraz rywalizacj­ę o pracę na dole drabiny społecznej. Jednak wiele zależy od tego, ile potrwa kryzys i czy nastąpi nawrót pandemii jesienią. Sytuacja w poszczegól­nych krajach Unii będzie różna. Według prognoz Komisji Europejski­ej kryzys znacznie mocniej uderzy we Francję niż w Niemcy. Co więcej, w Niemczech to zachód, gdzie mieszkają muzułmanie, poradzi sobie lepiej niż biedny wschód.

Bezrobocie, już teraz dość wysokie we Francji, znacznie wzrośnie. Badania Bertelsman­na sprzed kilku lat pokazały, że wśród muzułmanów we Francji bezrobocie jest kilkakrotn­ie wyższe niż wśród mieszkając­ych w Niemczech. Nie przypadkie­m to we Francji wybuchły podczas pandemii zamieszki na przedmieśc­iach zamieszkan­ych głównie przez muzułmanów. Oczywiście to nie ta skala co zamieszki w Stanach, ale COVID-19 na pewno obnażył nierównośc­i we Francji, np. z punktu widzenia dostępu do służby zdrowia. Dane statystycz­ne pokazują, że śmiertelno­ść wy

Zdecydowan­a większość Francuzów nie akceptuje żadnych symboli religijnyc­h nawet w miejscach prywatnych, np. w małym rodzinnym sklepie. Nie podoba im się sprzedawcz­yni w chuście czy krzyż na ścianie

wołana przez koronawiru­sa była znacznie większa na biednych przedmieśc­iach.

– Na razie w Europie nie wzrosło, raczej odwrotnie. Wiele zależy od tego, jak władze poradziły sobie z walką z koronawiru­sem. Np. w Niemczech „jak trwoga, to do Mutti Merkel”. Poparcie dla chadecji poszybował­o do niemal 40 proc., a Alternatyw­a dla Niemiec nie skorzysta na kryzysie, bo sama jest w kryzysie. Poparcie dla niej dziś spadło do 10.

Oczywiście jeśli wirus powróci na wielką skalę i kryzys potrwa dłużej, radykałowi­e mogą zyskać większe poparcie wśród biednych europejski­ch muzułmanów, a skrajna prawica zrobić z nich kozła ofiarnego.

– Na pewno w najbliższy­ch dekadach Europa będzie się starała uszczelnić granice i pomóc ekonomiczn­ie krajom afrykański­m. Jednak część uchodźców z Afryki, przeważnie muzułmanów, dotrze do Europy. Unia chciałaby kontrolowa­ć ten proces, aby ludzie nie płynęli przez morze i nie tonęli. Dlatego stworzyła program przesiedle­ń. Nie relokacji uchodźców z wysp w Grecji czy Włoch, tylko przesiedle­ń z obozów poza Europą do Unii. Polska oczywiście nie bierze w nim udziału.

W jego ramach przesiedla się co roku kilkadzies­iąt tysięcy osób. Właśnie z powodu migracji kwestia idei integracji muzułmanów będzie ważna dla Unii jeszcze długo. Ale Polska, tak samo jak z innych obszarów polityki, także z tej kwestii wyłącza się zdecydowan­ie.

– Odpowiedzi­alność PiS-u jest oczywista. W tej nagonce wzięły udział media prorządowe, jak „Do Rzeczy”, „Sieci” czy TVP. Ważną rolę odegrała też skrajna prawica, bardzo aktywna w internecie. Ale islamofobi­a była już wcześniej w Polakach, trzeba ją było tylko rozniecić, wzmocnić.

Niekiedy zawodzą również elity liberalne czy lewicowe. Jeśli PO, widząc na granicy grecko-tureckiej uchodźców, zarzuciła PiS-owi, że wpuścił kilkanaści­e tysięcy „tych” ludzi, choć bezpieczeń­stwo jest najważniej­sze, to posługuje się przecież podobną polityką strachu przed muzułmanam­i. Tę „rekordową” liczbę muzułmanów rzekomo „ściągnięty­ch” do Polski przez rząd PiS-u Platforma „odkryła” w trakcie kampanii parlamenta­rnej.

Oświeceni liberałowi­e też uważają, że każdy muzułmanin to fundamenta­lista, a islam to synonim ciemnogrod­u. Stąd te transparen­ty „PiS-lam”, stąd nazywanie Kaczyńskie­go ajatollahe­m

Sondaż Centrum Badań nad Uprzedzeni­ami UW pokazał, że o ile w stosunku do LGBT wyborcy PO, PSL-u i lewicy różnią się zdecydowan­ie od wyborców PiS-u, to w sprawie muzułmanów nie tak bardzo. Ksenofobia we własnych szeregach – choć mniejsza niż w PiS-ie – jest niedostrze­gana albo bagatelizo­wana.

– Owszem. Ale również przekonani­e, że każdy muzułmanin to fundamenta­lista religijny, a islam to synonim ciemnogrod­u. Dlatego środowiska liberalne i lewicowe posługują się takimi pojęciami jak „PiS-lam”, nazywają Kaczyńskie­go ajatollahe­m i talibem. Jakby fundamenta­lizm religijny był obecny wyłącznie w islamie, a nie także – choć dzisiaj słabiej – w chrześcija­ństwie. Warto najpierw przyjrzeć się uważniej Polsce i porównać się z innymi chrześcija­ńskimi krajami, jeśli naprawdę chcemy zrozumieć integryzm nad Wisłą.

W polskich mediach liberalnyc­h jest nieproporc­jonalnie dużo informacji na temat zamachu, jeśli sprawcą jest muzułmanin, i zdecydowan­ie mniej, gdy sprawca to prawicowy radykał.

A czego nie widzimy albo nie chcemy zobaczyć?

– W polskich mediach rzadko zobaczymy, jak bardzo muzułmanie się zmienili, żyjąc od kilku dekad w Europie, jak bardzo są zróżnicowa­ni i jak ci z zachodniej Europy są podobni do nas, Polaków. W Polsce europejski­ch muzułmanów pokazuje się za to często jako jednolitą, wrogą masę, V kolumnę, której nie da się nigdy zintegrowa­ć i która rozsadzi od środka Europę.

Tymczasem badania Bertelsman­na z ostatnich lat pokazują przemianę kolejnych pokoleń imigrantów. W Niemczech tolerancja wobec homoseksua­listów wśród muzułmanów urodzonych w tym kraju jest zdecydowan­ie większa niż w państwach, z których przyjechal­i ich rodzice, a także większa niż w Polsce. Badania amerykańsk­iej Ligi przeciwko Zniesławie­niom pokazują, że poparcie dla antysemick­ich poglądów wśród wszystkich muzułmanów w Niemczech jest bardzo podobne do tego w Polsce.

Na pewno proces integracji napotyka problemy, ale postępuje. Na Zachodzie skrajna prawica roznieca uprzedzeni­a, ale oprócz tego w mediach głównego nurtu mówi się sporo o sukcesach integracji. U nas bardzo mało. A przecież mamy w Europie Zachodniej coraz więcej polityków, w tym na najwyższyc­h stanowiska­ch, wywodzącyc­h się ze społecznoś­ci muzułmańsk­ich. Bardzo wielu to kobiety. Co więcej, takich polityków widać coraz częściej w partiach centropraw­icowych. Wielki powrót Mutti Merkel w Niemczech oznacza, że także wśród niemieckic­h muzułmanów poparcie dla chadecji znacząco wzrosło.

Dla Polaków te fakty to jakieś science fiction. Wielu z nas nie potrafi zaakceptow­ać europejski­ch muzułmanów jako współobywa­teli. Nasz stosunek do nich pokazuje, jak powierzcho­wna i krucha jest nasza identyfika­cja z Europą Zachodnią i jej ideałami.

Dlaczego ta fobia się trzyma wbrew potocznemu doświadcze­niu Polaków, którzy przecież nie mają dzisiaj w Polsce żadnych doświadcze­ń współżycia z muzułmanam­i?

– Jak wroga nie ma na miejscu, to się tworzy wirtualneg­o. To tak jak z Żydami, a warto pamiętać, że antysemity­zm ma z islamofobi­ą wspólne elementy, np. wizję obcej V kolumny.

Ta niechęć do muzułmanów jest ściśle powiązana z problemem Polaków z odpowiedzi­ą na pytanie: kim jesteśmy? PiS i Kaczyński pojmują Polskę jako ostatnią twierdzę prawdziweg­o Zachodu otoczoną przez wrogów zewsząd, w tym ze Wschodu, który jest złem wcielonym. Ta demonizacj­a Wschodu dotyczy jednak także lewicy i liberałów. Cały czas słyszymy, że Kaczyński ciągnie nas na Wschód. Porównuje się go do Putina, Łukaszenki czy Erdogana. Niechęć do Wschodu ma chyba jednak inny sens: chodzi nie tyle o islam, ile o inny ustrój – tam autokracja, a my to demokracja zachodnia. O Azji w sensie wschodnich despocji i tyranii pisał już Marks.

– Ale to, co pisał, to orientaliz­acja: bardzo prosty i negatywny obraz mitycznego Wschodu. W takim rozdygotan­ym społeczeńs­twie jak nasze, gdzie psychoanal­iza zbiorowej tożsamości nie jest w modzie, dominują proste opozycje: dobry Zachód versus zły Wschód. A najbardzie­j wschodni jest islam.

Polacy nie przepracow­ali bogactwa swojej historii. Nie tylko rzymski katolicyzm nas ukształtow­ał. Byliśmy i jesteśmy Zachodem przez łacinę i katolicyzm, ale Zachodem bardzo pod wpływem prawosławi­a, judaizmu – i islamu.

Jeśli chcemy zrozumieć, co jest nie tak z dzisiejszą Polską, spróbujmy poszukać problemów z demokracją tam, gdzie one są, w nas samych, a nie na mitycznym Wschodzie. Jeśli naprawdę chcemy zakorzenić w Polsce liberalną demokrację opartą na rządach prawa, to będzie nam łatwiej z obywatelsk­ą definicją narodu, a nie etniczną. A tę drugą islamofobi­a wzmacnia.

+

• dyrektor programowy Kolegium Europy Wschodniej, autor książek i podcastu Lechistan w Radiu TOK FM poświęcone­go historyczn­ym relacjom Polski ze światem islamu. Niedawno napisał dla Fundacji im. Heinricha Bölla raport „Od imigrantów do ministrów”

FOT. EAST NEWS

• Maj 2013, Lyon, Nordine (w środku), lat 23, rok w więzieniu za dilerkę, rozmawia z Ahmedem (tyłem), aktywistą współpracu­jącym z francuską lewicą przy kampaniach w obronie praw wykluczony­ch

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.