MAGDALENA CIELECKA O OPEN’ERZE I APLIKACJI WOLNOŚCI

Gazeta Wyborcza - CJG - - /TO JEST GRANE - DOROTA WYŻYŃSKA

Aktorka opowiada o swoim zaangażowaniu w sprawy społeczne i polityczne, symbolicznej roli Aplikacji Wolności, Nowym Teatrze w Warszawie, gdzie czuje się powiew wolności, śpiewaniu w garderobie, nowym filmie Marka Koterskiego oraz o „ (A)pollonii”, którą zespół Krzysztofa Warlikowskiego gra właśnie na

Open’erze.

Dorota Wyżyńska:

Kolejny raz wasz teatr pokazuje spektakl na Open’erze. Energia publiczności, która przyjeżdża na festiwal muzyczny, przenosi się na scenę?

Magdalena Cielecka: Ta publiczność po prostu spija nam teatr z ust! To pewien paradoks, bo wydaje się, że warunki na festiwalu są niesprzyjające. Teatr wymaga skupienia, wejścia w określony świat, ciszy, ciemności. Na Open’erze występujemy w ciągu dnia, zaczynamy o godz. 11, w momencie, kiedy zespoły muzyczne mają próby, więc słychać dudnienie! Gramy w namiotach, które nie są w stanie dać pełnego komfortu. To wszystko, wydawałoby się, może rozpraszać publiczność, a mimo to widzowie są bardziej skupieni niż w warunkach teatralnych, gdy siedzą na miękkich fotelach w klimatyzowanych salach. Być może właśnie dlatego, że są wytrąceni ze strefy komfortu, a być może dlatego, że wytworzyła się taka pozytywna moda na teatr na Open’erze i widzowie ekscytują się tymi pokazami – tak długich kolejek do teatru nie widziałam nigdy! Zachwyca mnie i ujmuje, że ci w większości bardzo młodzi ludzie, którzy balują na koncertach całą noc, przychodzą do nas na czteroczy pięciogodzinny trudny spektakl zamiastporządnie się wyspać i przygotować na kolejne koncerty. Który to twój raz na Open’erze?

– Muszę policzyć. Piąty? Z „Aniołami w Ameryce” i „Kabaretem warszawskim”, z „4.48. Psychosis”, w spektaklu „Ewelina płacze” wystąpiłam gościnnie.

Byliśmy zaskoczeni zaproszeniem w tym roku „ (A)pollonii”. To pierwsze przedstawienie Nowego Teatru, założycielskie, już trochę stare, sprzed prawie dziesięciu lat. A jednocześnie to idealny moment na ten spektakl, który wpisuje się w nastroje społeczne w Polsce, w Europie, na świecie. Mówi o tolerancji i wykluczeniu, o prawach człowieka, o prawach zwierząt, o Holocauście, wojnie. I o tym, że ideologie totalitarne mogą zagrażać nam dzisiaj.

Myślę, że zagranie tego przesłania – bo ten spektakl jest pewnego rodzaju przesłaniem – przed tymi młodymi ludźmi, jest czymś bardzo ważnym dla nas, jest – nie boję się użyć tego słowa – misją. Nie tylko przeżyciem emocjonalnym i estetycznym, ale też naszą wypowiedzią jako artystów, o tym, gdzie jesteśmy, co może się z nami stać, jeśli nie zaczniemy rozpoznawać zagrożeń i analizować tego, co dzieje się wokół nas.

Z „ (A)pollonią” zjechaliście pół świata. Od festiwalu w Awinionie po Moskwę. Jak była przyjmowana?

– W zależności od miejsca, w którym ją pokazywaliśmy, trafiała w inne czułe punkty danego czasu albo społeczności. Największym zaskoczeniem chyba była dyskusja z widzami w Chinach, która dotyczyła nie Holocaustu, nie problemu ofiary i oddania życia za drugą osobę, ale praw zwierząt. W drugiej części spektaklu Maja Ostaszewska wygłasza monolog Elisabeth Costello, porównując los zwierząt w ubojniach do losu Żydów podczas Holocaustu. W kraju, w którym je się wszystko, co się rusza, bardzo to zadziałało.

Praca nad tym spektaklem była trudna i długa, przygotowywaliśmy go przez prawie rok. Konstrukcja „ (A)pollonii” jest skomplikowana, scenariusz złożony z tak różnych tekstów - i mitów i współczesnej literatury, oczywiście z utworu Hanny Krall, ale są też fragmenty z internetu, np. mój monolog o delfinach.

Reżyser Krzysztof Warlikowski po mistrzowsku przeprowadza widzów, opowiadając o wydawałoby się różnych światach i bohaterach, a tak naprawdę mówi o losie ludzkim, niezmiennym od tysięcy lat. Jako ludzkość krążymy wokół tych samych dylematów, problemów i zagrożeń.

– Możemy zrobić ze swojej popularności pożytek. Nie potrafię siedzieć cicho – mówi Magdalena Cielecka.

Magdalena Cielecka

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.