KLAWE, TRUJĄCE, KOLOROWE – MUZEUM OD NOWA

Gazeta Wyborcza - CJG - - /W MIEŚCIE - JERZY S. MAJEWSKI

Meble ze słynnej apteki przy placu Trzech Krzyży, opisane w „Złym” Tyrmanda, czy zestaw szkoleniowy z próbkami gazów bojowych zobaczymy w otwartym na nowo Muzeum Farmacji na Starym Mieście.

Remont niewielkiego oddziału Muzeum Warszawy mieszczącego się na parterze kamienicy przy Piwnej 31/33 trwał dwa lata i odmienił wnętrze.

– Nie chcieliśmy, by było to typowe muzeum-apteka, lecz muzeum nauki – mówi kierownik placówki Iwona Arabas. Przy Piwnej można więc uczestniczyć w warsztatach, spotkaniach z ekspertami nauk farmaceutycznych czy lekcjach muzealnych. Zajęcia będą tu mieli studenci farmacji.

– To aptekarstwo rozwinęło i spopularyzowało farmację. W dawnych aptekach prowadzono badania nad lekami, eksperymentowano i wytwarzano farmaceutyki – mówi Iwona Arabas i otwiera szafki w meblach aptecznych, by pokazać uszeregowane w rzędach słoiczki z substancjami chemicznymi do badań. – To były badania bardzo drogie. Odczynniki wiele kosztowały, a miały przy tym określony okres przydatności – opowiada. W niewinnie wyglądającym drewnianym pudełeczku spoczywają próbki gazów bojowych z lat 50. XX w. Po jego otwarciu można się przerazić, patrząc na kruche szklane fiolki w kształcie pocisków karabinowych. Są tu gazy duszące, trujące, drażniące i parzące.

Na ekspozycji ujrzymy też wyprodukowane w latach 30. XX w. pakiety przeciwiperytowe. Iperyt to gaz musztardowy, którego Niemcy użyli w 1917 r. pod Ypres. Instrukcja użycia „przeciwiperytowego pakietu osobistego” brzmi tak: „1. Widoczne krople gazu parzącego ostrożnie usunąć za pomocą ligniny. 2. Miejsce oparzone zmyć wodą obficie, mydlić mydłem annogenowym i posypać talkiem z annogenem. 3 Usta i oczy wypłukać roztworem sody oczyszczonej (zawartość torebki na 1 szklankę wody), potem natychmiast udać się do najbliższego kąpieliska”. Jak widać, w warunkach polowych przydatność zestawu była mocno ograniczona. We frontowej sali od strony Piwnej stoi komplet modernistycznych mebli z apteki prowizora Marcina Olechowskiego. – Wykonał je stolarz Ignatowicz, teraz poddane zostały konserwacji – opowiada Iwona Arabas.

Sa też meble z apteki Klawego przy placu Trzech Krzyży.

To one zostały opisane przez Tyrmanda na pierwszych stronach powieści „Zły:” z 1954 r.: „Apteka miała stare, wypełnione meblową politurą wnętrze. Szufladki, wieżyczki z rżniętego w bejcowanym drzewie gotyku, zmatowiałe ze starości boazerie”. Choć Tyrmand się pomylił: meble nie miały elementów neogotyckich.

Henryk Klawe kupił aptekę w 1860, jego potomkowie prowadzili ją aż do nacjonalizacji w czasach PRL-u.

W roku 1868 przy aptece powstało laboratorium, w którym przygotowywano leki. Cieszyły się one tak wielką renomą, że ukuto nawet powiedzenie: „Powiedz coś Klawego” – na co w odpowiedzi podawano jedną z nazw specyfików produkowanych przez Klawego.

– Dziś w aptekach nie prowadzi się już badań naukowych. Są zbyt kosztowne – mówi Iwona Arabas.

Kamienicę przy placu Trzech Krzyży rozebrano w latach 70. XX w., a meble przeniesiono do apteki przy Krakowskim Przedmieściu, w 2014 r. trafiły do muzeum przy Piwnej. – Część z nich eksponujemy, część znajduje się w magazynach, bo wszystkie się tu nie zmieszczą – mówi Iwona

Arabas. Wśród muzealnych ekspozycji jest i „Materia medica” – kolekcja naczyń aptecznych, leków i utensyliów. – Nie układano ich w sposób przypadkowy, lecz uszeregowane są według sposobu działania na organizm człowieka – opowiada kierowniczka muzeum.

Szczególnie efektowna jest sala poświęcona szklanym naczyniom aptekarskim „Kolor i szlif ”. Iwona Arabas opowiada, że początkowo aptekarze konkurowali w zamawianiu jak najbardziej efektownych naczyń szklanych, które stosowano, gdyż nie wchodziły w reakcje w zawartością opakowania i nie przepuszczały wilgoci. – W 1836 r. polski aptekarz Teodor Torosiewicz odkrył, że znaczenie ma też kolor szkła. Udowodnił, że najodpowiedniejsze do przechowywania substancji są naczynia w kolorze oranżowym, ale też żółtym i czerwonym. Znajdujące się w nich substancje nie ulegają rozkładowi pod wpływem promieni słonecznych – opowiada Iwona Arabas. Szczególnym miejscem jest „Forum magistry Antoniny Leśniewskiej”, gdzie znajdziemy multimedialny stół, na który można wyrzucać m.in. cyfrowe zdjęcia z jej apteki.

– Antonina Leśniewska urodziła się niemal w tym samym czasie co Maria Skłodowska-Curie. I choć dziś nie jest tak sławna, to podobnie przełamywała stereotypy, podejmując trudną walkę o dostęp kobiet do wyższego wykształcenia farmaceutycznego. Przed stu laty kobiet nie zatrudniano w aptekach. Z jednej strony uważano, że nie są w stanie zapamiętać wszystkich substancji, leków i ich składników, z drugiej zaś, że są za słabe do ciężkiej pracy fizycznej przy ich produkcji – mówi kierowniczka muzeum.

Antonina Leśniewska była uparta: w 1900 r. uzyskała dyplom prowizora, a rok później magistra farmacji na Akademii Wojenno-Medycznej w Petersburgu.

Tam też otworzyła pierwszą na świecie aptekę zatrudniającą wyłącznie kobiety. Do Warszawy wróciła w 1918 r., zaś w 1935 r. otworzyła swoją aptekę przy Marszałkowskiej 72.

Dziś jest patronką muzeum przy Piwnej.

Muzeum jest czynne

OD WTORKU DO NIEDZIELI w godz. 10-18. Cena za bilet normalny: 2 zł, ulgowy: 1 zł, w czwartki wstęp wolny.

Urna z popiołem po spalonej w trakcie powstania warszawskiego 1944 roku siedzibie Polskiego Powszechnego Towarzystwa Farmaceutycznego, mieszczącej się przy ulicy Długiej 16.

W muzeum są meble ze starych warszawskich aptek Marcina Olechowskiego i Henryka Klawego

Ampułki z lekami do wstrzykiwań. 1. poł. XX w

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.