KAMP!: DLATEGO POCZĄTKI SĄ TAK WAŻNE

Gazeta Wyborcza - CJG - - /MUZYKA -

Przemysław Gulda: Jesteście jurorami w konkursie dla młodych zespołów. Na co przede wszystkim zwracacie uwagę?

Tomasz Szpaderski: – Przede wszystkim na oryginalny pomysł na siebie i dobry gust. Wykonanie techniczne czy walory produkcyjne przyjdą z czasem. Z doświadczenia wiemy, że młode zespoły mają często tendencję do gonienia za modą i kopiowania swoich inspiracji, my chcielibyśmy zobaczyć kogoś, kto nie kseruje, tylko czerpie. Najlepiej ze smakiem.

Jakie są najważniejsze umiejętności i cechy, które dziś muszą mieć młodzi muzycy, żeby się przebić?

– Nie wiem, czy można takie cechy priorytetyzować. Trzeba mieć wszystkiego po trochu w różnych kombinacjach: muzykalność, indywidualizm, dużo pychy i jeszcze więcej dystansu do siebie i branży.

Na ile ważne są takie konkursy dla młodych utalentowanych ludzi? Na ile mogą pomóc?

– Szczerze mówiąc, to pierwsza tego typu inicjatywa, którą rejestrujemy. Pomijam telewizyjne programy rozrywkowe.

Czy waszym zdaniem dziś młodym muzykom jest łatwiej niż kilka lat temu, kiedy sami zaczynaliście? Czy system wspierania młodych wykonawców jest teraz sprawniejszy?

– Jako muzyk, który jest parę lat po debiucie, widzę wyraźną tendencję „hype'owania” młodych zespołów przez publiczność i branżę muzyczną. To właśnie debiutanci mają swoją pierwszą płytą zmienić oblicze muzyki, a przynajmniej swoim świeżym powiewem rozwiać stagnację. Zespoły z kilkoma albumami na koncie raczej niczego już nie zmienią i przestają być medialnymi brylantami. To bardzo naturalne i zdaję sobie sprawę, że dotknęło również zespół Kamp! podczas wydawania naszego debiutu. Dlatego właśnie początki są tak ważne dla młodych twórców.

Poza tym konkurencja na rynku jest coraz większa. Młodzi ludzie są coraz lepiej osłuchani, chcą tworzyć coś własnego. To widać i słychać. Nie potrafię ocenić systemu wspierania młodych wykonawców, ale wiem, że te zespoły, które odniosły sukces i koncertują dziś po całej Polsce, zawsze same musiały wykonać pierwszy krok i zawalczyć o uwagę słuchaczy. Inicjatywy, które wspierają młodych muzyków, mogą być skuteczne dopiero, kiedy pracę u podstaw wykonają wcześniej oni sami.

Często powtarzacie, że tworzycie muzykę letnią, wakacyjną. Co to tak naprawdę oznacza?

– Nie chcemy funkcjonować w obrębie muzyki środka, tylko opowiedzieć się po jakiejś stronie. Wybraliśmy więc muzykę, która próbuje zdystansować słuchacza od codzienności i przywołać obraz słońca, lata i beztroski. A raczej tęsknoty za słońcem, latem i beztroską.

Od niedawna całkowicie zmieniliście system pracy nad nowymi utworami. Każdy z was mieszka w innym mieście i komponujecie osobno, wymieniając się pomysłami. Jak to wpłynęło na kształt nowych utworów?

– Potrzebowaliśmy zmiany. „Ornetę” nagrywaliśmy wyłącznie we trójkę. Każdy pomysł na płycie wynikał ze wspólnej improwizacji. Każdą piosenkę aranżowaliśmy wspólnie. Również wspólnie pracowaliśmy nad finalnym brzmieniem poszczególnych utworów. W przypadku naszych nowych kompozycji wynikają one z pojedynczych pomysłów, szkiców. Ktoś przyniesie linię wokalną, jakieś początkowe akordy lub beat, który wrzucamy w eter i czekamy, aż ktoś go rozwinie. Wiele zespołów tak pracuje, dla nas to nowość. Każdy z nas tworzy trochę w swoim domowym studiu, następnie razem składamy to w całość.

Nową płytę nagrywaliście w Brazylii. W jakim stopniu klimat – w sensie dosłownym i przenośnym – tego kraju zaważył na kształcie tego materiału?

– To był wielki przywilej, że w środku naszej jesiennej pluchy my mieliśmy słońce w zenicie. Ale wiedzieliśmy, że nasz pobyt w Sao Paulo to trochę abstrakcja. Że to słońce i ciepło jest tylko fragmentem opowieści, że za chwilę wracamy do polskiej zimy. Chcieliśmy zawrzeć jak najwięcej słońca w tych utworach, nie trzymając się jednocześnie oczywistych tropów jak samba lub tropicalia.

W wywiadach kokietujecie, że jesteście już starzy i przestajecie rozumieć współczesnych nastolatków. Czy wasza publiczność dorasta wraz z wami? Czy robicie coś, żeby zainteresować swoją twórczością kolejne pokolenie?

– Nie kokietujemy. Naprawdę nigdy nie chodziliśmy do gimnazjum! Ale oczywiście chcemy i bardzo się staramy zainteresować naszą muzyką młodych ludzi. Zdajemy sobie jednak sprawę, że musimy to robić na swoich zasadach. Nie kalkulować, nie starać się przypodobać i nie tracić autentyzmu. Jesteśmy, kim jesteśmy. Możemy oczywiście czerpać z młodej muzyki, ale nie możemy jej naśladować, bo staniemy się po prostu śmieszni.

Przemysław Gulda

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.