AKTORZY ŻYDOWSCY KIBICUJĄ LEGII

Gazeta Wyborcza - CJG - - /SCENA - IZABELA SZYMAŃSKA

Spektakl Teatru Żydowskiego będzie można zobaczyć w Nowym Teatrze, premiera w poniedziałek.

Izabela Szymańska: Komu kibicujesz? Michał Buszewicz*: Nie znam się na piłce, nie interesowałem się nią do tej pory, pierwszy raz na meczu byłem niedawno. A żeby było jeszcze gorzej – jestem z Krakowa. To skąd pomysł, by z aktorami Teatru Żydowskiego zająć się tematem kibiców Legii Warszawa?

– Kiedy pracowaliśmy dwa lata temu z Anią Smolar nad „Aktorami żydowskimi”, przeprowadzaliśmy wywiady z całym zespołem. Jeden z aktorów, Piotrek Wiszniowski, powiedział, że oprócz tego, że jest aktorem Teatru Żydowskiego, to chodzi na Legię na mecze – na trybunach trochę się wstydzi, że pracuje w Żydowskim, a w Żydowskim trochę się wstydzi, że jest kibicem. Pomyślałem, że to jest najlepszy moment, by zająć się dwoma „zwaśnionymi rodami”, bo w przestrzeni publicznej raczej nie dochodzi do ich spotkania. A do tego słowo „żyd” w świecie piłkarsko-kibicowskim przeważnie jest łączone z Łodzią, gdzie mieści się klub Widzew. Przez lata był to największy przeciwnik Legii i część jej kibiców używała słowa „żyd” jako obelgi, pisali na murach „Widzew-Żydzew”. Czy kibice nie mieli do ciebie dystansu przez to, że robisz spektakl właśnie w Teatrze Żydowskim?

– Mieli. A kiedy aktorzy usłyszeli, że spotkają się z kibicami Legii, byli w pierwszej chwili przerażeni; przekonaliśmy ich do tego projektu, oni przekonali się do siebie nawzajem i teraz, pod koniec prób, mogę powiedzieć, że było warto. Wykonawcy grają siebie?

– W pewnym sensie tak, budujemy na poły fikcyjną, a na poły realistyczną sytuację, w której zakładamy grupę kibicowską złożoną z „aktorów żydowskich” oraz kibiców Legii.Próbuje ona znaleźć nowy, wspólny rodzaj dopingu i wprowadzić go w życie. To jest oczywiście utopia, na trybunie by się pewnie nie udała, ale w teatralnej mikroskali może zaistnieć. Jakie są podobieństwa między sportem a teatrem?

– Poza jedną różnicą, że w teatrze publiczność jest tylko publicznością, a w sporcie bardzo istotnym elementem dramaturgii całego wydarzenia, to podobieństw jest wiele. W oprawach, abstrahując od ich treści, dzieje się pewnego rodzaju spektakl, przekazywane są komunikaty. Relacja między kibicami a piłkarzami jest rozciągnięta od uwielbienia do ostrego konfliktu. Ostatnio obserwowaliśmy mecz z Sheriffem, w którym piłkarze dostali autentyczny opierdol za to, w jaki sposób grali i jak zbite psy podeszli do ”żylety”, gdzie usłyszeli: „Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie! Legia grać k… mać! Gdzie są wyniki, hej Legio, gdzie są wyniki?”.

To zostało odśpiewane?

– Tak, więc mamy tu typową sytuację dramatyczną: jest konf likt, ktoś zawalił, musi ponieść konsekwencje. Dramaturgia rozciąga się też z meczu na mecz, bo gdy Legia dostała karę za oprawę meczu z FK Astana, tę, w której pokazali Niemca strzelającego dziecku w głowę, to na karę odpowiedzieli, wywieszając obraz z wielką świnią liczącą pieniądze i z napisem „UEFA”. Oczywiście kibice są różnorodni, ale oprawa, ten komunikat płynący z ich strony, jest jednorodna – zadaniem szarego kibica jest wejści na trybunę i podniesienie kartonu, nawet czasem bez świadomości tego, co podnosi. Zależy mi na tym, żeby pokazać kibica, który stara się mieć swój głos, mimo tego że jest jednym z sześciu tysięcy. Widziałam w Starym Teatrze w Krakowie „Kwestię techniki”, twoje przedstawienie, którego bohaterami i aktorami są pracownicy techniczni. Co cię interesuje w pracy z amatorami?

– Mam dzięki nim fantastyczne przygody. Nigdy w życiu nie dowiedziałbym się, jak wygląda spektakl z perspektywy technicznego, co jest mu potrzebne, żeby się dobrze czuć i dobrze wykonywać swoją pracę w kulisach, co daje satysfakcję po premierze, a co powoduje bolączki. Poza tym Janusz, Mirek i Jarek urzekli mnie jako ludzie – oddani swojej pracy, czujni widzowie i – nomen omen – kibice każdego powstającego tytułu. Był to też pretekst do rozmowy o strukturze instytucji, która jest górą lodową – idąc na spektakl, widzimy jakiś wierzchołek, a pod spodem jest trzy razy więcej mróweczek, które zasuwają na to, żeby przedstawienie się udało, chciałem, żeby zostali pokazani. Śmiałem się, że to jest spektakl, który wynika z kompleksu dramaturga, który siedzi na próbach, dzierga tekst, a przed premierą się chowa. Będziesz dalej współpracował z Teatrem Żydowskim?

– Pojawia się okazja, by wrócić do pracy z Anią Smolar, na co ze swojej strony bardzo czekam. Spotkamy się najpierw w Komunie Warszawa, przygotowując spektakl „Ośrodek wypoczynkowy” – rodzaj politycznego science fiction. A później znów w Teatrze Żydowskim będziemy zajmować się historią Marca ’68 z perspektywy tych, którzy wyjechali, i drugiego pokolenia po Marcu, czyli ich dzieci. Przeprowadzasz się do Warszawy?

– Tak, w Krakowie spędziłem 30 lat i wystarczy. Z jednej strony smuci mnie, że teatr się tak radykalnie centralizuje, ale z drugiej Warszawa wyrasta na teatralnego giganta, w którym jest dużo do zrobienia i do obejrzenia. Co nie zmniejsza żalu po rozwijających się lub trzymających markę do czasu „ostrej zmiany” teatrach w Krakowie, we Wrocławiu czy w Kaliszu.

– W rzeczywistości nie spotykają się, a w teatrze mają szansę założyć wspólną grupę kibiców – aktorzy Teatru Żydowskiego i fani Legii Warszawa wystąpią w spektaklu Michała Buszewicza „Kibice”.

Michał Buszewicz

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.