TEATR SPOGLĄDA W PRZYSZŁOŚĆ

Gazeta Wyborcza - CJG - - /TO JEST GRANE -

GR: Od początku naszego wspólnego programowania festiwalu hasła kolejnych edycji wynikają ze spektakli, z tego, nad czym pracują artyści, co ich zajmuje.

Jak oni widzą przyszłość?

MK: Wielu odsłania mechanizmy rządzące rzeczywistością i pyta o możliwe alternatywy. Berlińska grupa She She Pop zastanawia się, jak zmieniłyby się nasze relacje z innymi, gdyby nie były oparte na kategorii własności. Teatr 21 Justyny Sobczyk pokazuje, jak mogłoby wyglądać społeczeństwo radykalnie inkluzywne, w którym żadna grupa społeczna nie byłaby wyrzucana poza nawias – to samo robi Wojtek Ziemilski w „Jednym geście”. Z kolei Anna Smolar w „Henrietcie Lacks” opowiada historię czarnoskórej kobiety, której komórki okazały się nieśmiertelne, dzięki czemu opracowano wiele leków i szczepionek, ale bez zgody, wiedzy dawczyni oraz jej rodziny. Jak mogłoby działać nasze społeczeństwo, gdybyśmy sprzeciwili się tego rodzaju segregacji i wykluczeniom?

A w spektaklu „Natten” Martena Spangberga odwracamy porządek – przedstawienie, które trwa 400 minut, oglądamy w nocy, leżąc, w półśnie, w związku z czym zupełnie zmienia się nasza percepcja.

GR: Pojawiają się też nieoczywiste relacje między spektaklami. W „Jednym geście” Wojtek Ziemilski pokazuje język głuchych, który przez większość publiczności odbierany jest jako język niszy społecznej. Zderzamy to ze spektaklem „Real Magic” Forced Entertainment, opartym na doprowadzonej do absurdu kondensacji stabloidyzowanego języka mediów. Okazuje się, że język niszy jest dużo bardziej subtelny, wieloaspektowy, pozwala na pełniejsze opisanie rzeczywistości niż ten, którym komunikuje się większość społeczeństwa.

MK: Zastanawiamy się też, jak wyglądałby festiwal, gdyby odbywał się w równościowym społeczeństwie, w zupełnie innej Polsce. Zaprosiliśmy Gundegę Laivinę i Daniela Blanga Gubbaya, którzy są kuratorami i badaczami, by wspólnie z nami spojrzeli w przyszłość, także tę niemożliwą dzisiaj do pomyślenia.

Mówi się, że polska kultura cierpi na festiwalozę, nadmiar tego typu imprez szkodzi codziennemu funkcjonowaniu artystów. Jak to zmienić? Jaki według was powinien być festiwal idealny?

GR: Nastąpiła inf lacja pojęcia festiwal, dziś wszystko może być tak nazwane. Dobrze byłoby sięgnąć do rdzenia festiwalu rozumianego jako karnawał, ale przepisanego na współczesność. Jeśli pierwsze festiwale polegały na tym, że zawieszało się hierarchie społeczne, to dziś zapomnijmy o konkursie z nagrodami, a dajmy przestrzeń, w której spektakl nestora sąsiaduje z przedstawieniem początkującego twórcy i obie propozycje są pokazane publiczności na tym samym poziomie. MK: Moim zdaniem festiwal jest publiczną instytucją sztuki: odbywa się w przestrzeni publicznej, za publiczne pieniądze, ustanawia hierarchie artystów, pokazuje trendy, wyłapuje je, nazywa, produkuje nowe przedstawienia. Dla większości niezależnych grup, zarówno w Polsce, jak i Europie,festiwalesąpodstawowymźródłemutrzymania. She She Pop nie byłoby w stanie co 1,5 roku przychodzić z nowym projektem, gdyby nie stała za nią grupa koproducentów, którzy zrzucają się na kolejny tytuł. Tymczasem festiwaloza sprawia, że liczy się produkt, nie ma czasu przypatrzeć się procesowi, artysta nie ma szansy popełnić błędu, pójść w inną stronę, bo jego spektakl musi się natychmiast świetnie sprzedać. Nasze myślenie wiąże się z tym, że trzeba zapewnić twórcom warunki pracy, rozwoju, zadbać o najmłodszych, umożliwić kontakt z mentorami i nie porzucać, jeśli nie powiedzie im się jakiś projekt. Dzięki takiemu podejściu festiwal, mimo uwikłania ekonomicznego, politycznego, może powalczyć o bycie przestrzenią krytyczną i kulturotwórczą.8

22. Konfrontacje Teatralne w Lublinie. Festiwal potrwa od 6 do 15 października. Program: www.konfrontacje.pl

„Real Magic” Forced Entertainment

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.