PIOTR GŁOWACKI O TARAPATACH I ZDARTYCH KOLANACH

Gazeta Wyborcza - CJG - - /TO JEST GRANE - – A MOŻE PODŚWIADOMIE SZUKALIŚMY SPOSOBU NA OPOWIEDZENIE NASZYM DZIECIOM O SWOICH DZIECIĘCYCH DYLEMATACH – zastanawia się Piotr Głowacki, gdy pytamy o pracę nad „Tarapatami”. Młodzi bohaterowie tego filmu próbują rozwiązać kryminalną zagadkę, a po drodze

Piotr Głowacki należy do najciekawszych aktorów swojego pokolenia. Potrafi wykorzystać potencjał każdej roli, także na drugim planie, by stworzyć kreacje zapadające w pamięć. Jak cyniczny esbek Sobczak w „80 milionach”, policjant z serialu „Belfer”, klawiszowiec disco polo i Marian Zembala, współpracownik Zbigniewa Religi.

To właśnie rola w „Bogach” Łukasza Palkowskiego przyniosła mu zasłużonego Orła. Głowacki jest również laureatem Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego za „Dziewczynę z szafy”.

Kogo zagrał w „Tarapatach”, zdradzić nie możemy, ale porozmawialiśmy m.in. o pracy nad filmem, zaletach obecności dzieci na planie i roli ciekawości w zawodzie aktora.

PIOTR GUSZKOWSKI: Jacy bohaterowie z dzieciństwa zostali w pana pamięci? PIOTR GŁOWACKI: Jestem z pokolenia, na które największy wpływ mieli bohaterowie małego ekranu. Żywo wspominam parę nastolatków z „Niebezpiecznej zatoki”, Adriana Molle’a borykającego się z erotyczną stroną dojrzewania czy pełną słońca, wakacyjną przygodę grupy przyjaciół z paczki „Piranii” w serialu o tym samym tytule. Bohaterowie literaccy, którzy do dziś mają miejsce w mojej wyobraźni, to: Nemeczek, Lampo, pies, który jeździł koleją, czy Janko Muzykant. Historia tego ostatniego jest teraz dla mnie inspiracją w pracy nad scenariuszem, który właśnie piszę.

Ale na planie „Tarapatów” najczęściej myślałem o „Czarnym parasolu” Adama Bahdaja. I kiedy po raz pierwszy oglądałem nasz film, czułem się jak ten ośmioletni chłopiec, którym byłem, kiedy czytałem tę książkę. To przyjemne uczucie zobaczyć siebie w świecie wyjętym ze swojej dziecięcej wyobraźni.

„Tarapaty” ogląda się tak, jakby powstały z tęsknoty za analogowym światem podwórkowych zabaw.

– To próba połączenia pokoleń: nasi dziadkowie są jeszcze z pokolenia radia, rodzice – telewizji, my już telewizji wielokanałowej, potem przyszedł internet, Facebook, smartfony… Problem współczesności polega na tym, że technologia komunikacyjna, a z nią świadomość kolejnych pokoleń, rozwija się skokowo w niespotykanym do XX wieku tempie. Szukając drogi porozumienia między generacjami, możemy zadać sobie pytanie: „Czy jeżeli choć na chwilę zniknie telefon, będzie nam się łatwiej porozumieć?”. Dlatego Marta [Marta Karwowska, reżyserka i scenarzystka „Tarapatów”] tak ułożyła losy bohaterów, by móc w sposób usprawiedliwiony pozbyć się komunikacyjnych gadżetów i dzięki temu spróbować opowiedzieć o dzieciństwie w sposób uniwersalny. A może podświadomie szukaliśmy sposobu na opowiedzenie naszym dzieciom o swoich dziecięcych dylematach.

Jest w „Tarapatach” coś z pana dzieciństwa?

– Na pewno podobny klimat zabaw. Bohaterowie spędzają czas poza domem, są samodzielni, poznają świat bez kontroli dorosłych. Taka swoboda była doświadczeniem mojego dorastania – mogłem wyjść na dwór i biegać z kolegami po okolicy zaopatrzony przez rodziców tylko w zasady gry: co wolno, a czego nie. Dlatego „Tarapaty” wspólnie z dziećmi powinni oglądać również rodzice. Choćby po to, by zadać sobie pytanie, gdzie znajduje się granica między zostawieniem kogoś a zostawieniem mu przestrzeni. To dobry pretekst do rozmowy o tym, kiedy my ,,dorośli” jesteśmy potrzebni i powinniśmy być blisko – bo przecież nasz brak, który jest w filmie pokazany, powoduje cierpienie; a kiedy dzieci potrzebują wolności, naszego świadomego wycofania się z ich świata.

Często we wspomnieniach deprecjonujemy swoje dzieciństwo, mówimy: „Ach, byłem tylko dzieckiem”, a przecież już wtedy mieliśmy swój niepowtarzalny punkt widzenia. Jak poważnie potraktować swoje dziecko, jeśli nawet sobie kilkuletniemu odmawiasz osobności i wagi? Dziecko na planie to…?

– …komfort, szczęście dla aktorów (śmiech). Dzieci mają ustawowe prawa, dzień pracy musi być precyzyjniej zaplanowany, bez przedłużeń, na które rodziców, bliższe klimatowi książek Niziurskiego, Nienackiego czy Bahdaja, zachęcając do odkrywania sekretów okolicy – bez iPhone’a i kurateli dorosłych. Choć wkrótce zamienią się w niezwykłą przygodę, wakacje Julki miały wyglądać zupełnie inaczej. Dziewczynka ląduje jednak u ciotki, która również nie jest z takiego obrotu spraw zadowolona. Sytuację ratuje Olek, szukający guza

dorośli godzą się dla „dobra wspólnego projektu”. To wpływa na lepszą organizację na planie. Obecność dziecka sprawia, że atmosfera jest przyjemniejsza, wszystko przebiega spokojniej. Próbujemy pomóc dzieciom się odnaleźć, co pogłębia relację partnerpartner. Widzę same plusy takiej współpracy.

Poza tym dzieci są naturalnymi aktorami. W sensie aktorstwa jako gry, zabawy, co zmusza nas, dorosłych, do przypomnienia sobie źródła fascynacji tym zawodem, jeśli zdążyliśmy już o nim zapomnieć. Przypomnienia sobie, jak istotna jest spontaniczność. A naprawdę łatwo sobie o tym przypomnieć, gdy nie jesteś w stanie przewidzieć, co zrobi twój dziecięcy partner po słowie „akcja”. Po kilkunastu latach pracy łatwo zapomnieć?

– Uprawiam zawód szczęśliwie aktywnie. Chyba właśnie dlatego, że cały czas pilnuję tego źródła. Ciekawość jest naturalną cechą dzieci, z biegiem lat ograniczaną niestety przez system. Jednak ciekawość nie musi istnieć wyłącznie z dookreśleniem „dziecięca”. Ciekawość jest cechą przypisaną człowiekowi na wszystkich etapach życia. Jeśli człowiek pielęgnuje w sobie przestrzeń dla ciekawości i za nią podąża, będzie czerpał radość ze wszystkiego. sąsiad. Dzieciaki spróbują wspólnie pokrzyżować plany szajce złodziei i rozwiązać tajemnicę jednej z warszawskich kamienic, a po drodze, zupełnie niespodziewanie, odnajdą prawdziwy skarb. Tylko kim u licha jest tajemnicza postać zostawiająca papierki od cukierków o smaku ananasowym? Wszystkiego dowiecie się w swoim czasie.

Piotr Guszkowski

Właśnie ciekawość i satysfakcja, jaką daje możliwość eksplorowania rzeczywistości, stawianie sobie często może nawet tych samych pytań i próby odpowiedzi na nie zawsze z nowej perspektywy, pozostają dla mnie głównym napędem do pracy.

Choć ciekawość to często także tarapaty i zdarte kolana.

– Radość z dorosłości polega na tym, że z wiekiem można nadal być ciekawym świata, a kolana mieć całe (śmiech).

Nie wierzę, że nie było roli, przy której nie zdarłby pan sobie kolan.

– Można pójść w drugą stronę, co się w aktorstwie zdarza, i jest ryzykowne: przez przypadek przekracza się jakąś granicę i temu przekroczeniu towarzyszy tarcie. Psychiczne, fizyczne – nieważne, w końcu zdarte kolano też jest skutkiem tarcia. Gdy taka rola odnosi sukces, łatwo pomyśleć: „OK, muszę teraz za każdym razem zdzierać kolana, żeby kolejne role były równie uznane”. Ja myślę o tym zawodzie inaczej i tak staram się rozmawiać z moimi studentami w Akademii Teatralnej. Zgoda, zdarza nam się zdzierać kolana, ale to nie jest celem samym w sobie. Nie powinno być. Celem jest odpowiedzenie sobie na pytania. A jeśli uda się uniknąć otarcia, to tym lepiej.

Piotr Głowacki na planie filmu „Tarapaty”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.