JAK TO ZDĄŻYĆ OBEJRZEĆ

Gazeta Wyborcza - CJG - - /KINO -

Znajdzie się na nim 119 filmów pełnometrażowych i 76 krótkometrażowych. Wśród nich sporo szeroko rozumianych premier: światowe (film pokazywany jest w ogóle po raz pierwszy, i takich mamy w tym roku 28), międzynarodowe (film pokazywany jest po raz pierwszy poza krajem/krajami produkcji, 27), europejskich (chyba wiadomo, 13).

Zalety tego trwającego od lat festiwalu – zróżnicowanie oferty, wspomniana wyżej „świeżość towaru” i jego wysoka jakość – są ogólnie znane i nie ma sensu po raz dziesiąty o niej opowiadać. Wspomnę tylko tutaj o jego tzw. strukturze programowej, aby choć odrobinę ułatwić widzom poruszanie się w gąszczu tytułów.

Zgodnie z ogólnoświatową tendencją WFF ma charakter konkursowy, ponad połowa prezentowanych filmów występuje w pięciu rozmaitych konkursowych sekcjach. Nie wszystkim ten trend polegający na wprowadzaniu quasi-sportowych kryteriów do tak mało wymiernej dziedziny musi się podobać, ale tak już jest. Wszyscy chcą się ścigać, a jest o co: nagroda wyrabia nazwisko, bywa przepustką do zrobienia kolejnego filmu, itd.

Najważniejszą sekcją jest oczywiście Konkurs Międzynarodowy. Z tym że nie oznacza to, że akurat tutaj można obejrzeć najlepsze filmy festiwalu, gdyż nie gorsze mogą trafić się np. w sekcjach pozakonkursowych. Głównym kryterium jest ich premierowość. Nie ma tu miejsca, aby mówić o wszystkich konkurujących ze sobą tytułach, wymienię więc tylko – nie z patriotycznego obowiązku! – trzy filmy polskich autorów: „Pewnego roku w listopadzie...” Andrzeja Jakimowskiego (otwierający festiwal), „Czuwaj” Roberta Glińskiego oraz „Pomiędzy słowami” Urszuli Antoniak (koprodukcja z Holandią).

Ta sama zasada premierowości rządzi „Konkursem 1-2” – dla debiutantów i autorów drugiego filmu, i tym różni się głównie od pozakonkursowej sekcji „Odkrycia”, gdzie też przeważają utwory reżyserów młodych – zdolnych, obiecujących – ale już wcześniej gdzieś pokazywane.

Nie ma natomiast ściśle przestrzeganej reguły „u nas po raz pierwszy” w sekcji „Wolny Duch”, gdzie umieszczone zostały filmy niekonwencjonalne, niegrzeczne, „szalone”. Wymóg premierowości nie jest też obowiązkowy w pozostałych sekcjach, dokumentalnej i krótkometrażowej. W ramach zaś pokazów specjalnych będzie można obejrzeć filmy przetarte na rozmaitych festiwalach. Tu zestaw tytułów prezentuje się szczególnie atrakcyjnie. W programie też Rodzinny Weekend Filmowy (21-22 października), na którym będą prezentowane zarówno filmy fabularne, jak i zestawy krótkometrażowe (dla dwóch osobnych grup wiekowych), przegląd najlepszych tegorocznych polskich filmów krótkometrażowych, pokaz krótkometrażowych animacji „Animowane Szaleństwo”, a także, pod szyldem „Klasyka Polskiego Kina”, trzy filmy, do których scenariusze napisał zmarły niedawno Janusz Głowacki.

33. festiwal zapowiada się bardzo interesująco i jedynym problemem jest, kiedy się to wszystko zdąży obejrzeć.

Paweł Mossakowski

33. Warszawski Festiwal Filmowy, 13-22 października, Kinoteka (PKiN), Multikino, Złote Tarasy (ul. Złota 59), bilety - 15-20 zł. Program: www.wff.pl Grek Yorgos Lanthimos zaintrygował mnie już eksperymentem wychowawczym z niepokojącego „Kła”, a klasę potwierdził „Lobsterem”. Nie każdemu twórcy autorskiego kina udaje się anglojęzyczny debiut. Tym bardziej czekam na jego nowy film, thriller sięgający do greckiej tragedii, a nagrodzony za scenariusz w Cannes. Zapowiadany jest jako opowieść o tym, jak idealny świat zamienia się w chaos. Relacja z chłopakiem, którego przyjął pod swoje skrzydła, będzie miała dla wybitnego kardiochirurga (Colin Farrell) i jego rodziny katastrofalne skutki.

„MILCZENIE POLSKICH OWIEC” REŻ. MACIEJ STUHR

Po raz pierwszy w historii warszawskiej Akademii Teatralnej wykładowca zrealizował krótką fabułę z udziałem swoich studentów. Młodzi aktorzy mierzą się z filmową materią w serii mniej lub bardziej przypadkowych spotkań w pewnej kawiarni. Projekt przeszedłby pewnie niezauważony – choć parę nazwisk pojawiających się na ekranie warto zapamiętać, gdyby nie wykładowca za kamerą. A jest nim Maciej Stuhr, który debiutuje w roli reżysera i scenarzysty. Podobno zamierza pójść za ciosem, kręcąc pełnometrażowy film.

„BANDYTA, KTÓRY PACHNIAŁ WHISKY” REŻ. NIMRÓD ANTAL

Moja przygoda z WFF rozpoczęła się kilkanaście lat temu, m.in. od szalonej przejażdżki na gapę z kanarami z budapeszteńskiego metra.„Kontrolerzy”zgarnęli wówczas nagrodę publiczności. Reżyser Nimród Antal po przygodzie za oceanem powraca z balladą o „Robin Hoodzie bloku wschodniego”. Film oparto na historii Attili Ambrusa, o którym na Węgrzech wciąż krążą legendy. By związać koniec z końcem, ten utalentowany hokeista zaczął… rabować banki. Po napadach jak gdyby nigdy nic szedł na poranny trening. Filmy bułgarskie nie mają u nas wielu fanów, więc ja, trochę przez przekorę, wybiorę przedstawiciela tamtejszej kinematografii. „Kierunki” to seria rozmów sofijskich taksówkarzy z ich pasażerami i wyłaniający się z nich mozaikowy obraz społeczeństwa bułgarskiego. Nie jest to nowy pomysł, wykorzystał go ostatnio Jafar Panahi w „Taxi”, ale może przynieść ciekawe rezultaty. Oczywiście, formuła filmu ma swoje ograniczenia i jest w niej coś trochę sztucznego: ostatecznie z taksówkarzami, czy to w Sofii, czy to w Warszawie, rozmawia się raczej o ostatnim meczu piłkarskiej reprezentacji niż zwierza się im z osobistych dramatów, na co się tutaj zanosi. Niemniej ta licentia poetica wydaje mi się dopuszczalna.

RODZINA NA SPRZEDAŻ REŻ. DIEGO LERMAN

Szemrany związek adopcji i pieniędzy, czyli gdzie się kończy potrzeba rodzicielstwa, a zaczyna handel ludźmi. Dobiegająca czterdziestki lekarka jedzie samochodem z Buenos Aires na głęboką argentyńską prowincję, aby odebrać dziecko urodzone „na zamówienie” przez ubogą dziewczynę. Cała ta operacja nie jest zgodna z obowiązującymi procedurami prawnymi i, jak łatwo się domyślić, nie przebiega bezkonf liktowo. Lerman, jeden z ciekawszych latynoskich reżyserów („Pod ochroną”), nieraz udowodnił, że potrafi łączyć dylematy etyczne z thrilleropodobną atmosferą, na co teraz też liczę. Operatorem jest Wojciech Staroń, co również dobrze rokuje.

HANNAH REŻ. ANDREA PALLAORO

Na ten film wybiorę się głównie ze względu na jedną z moich ulubionych aktorek, Charlotte Rampling. Mąż Hannah zostaje aresztowany za bardzo brzydkie przestępstwo, ona nie wierzy w jego winę, ale czy na pewno szanowny małżonek nic nie zrobił? Nie ma tu, zdaje się, specjalnie dynamicznej akcji ani wielu dialogów, to bardziej intymny portret kobiety poddanej nieznośnej presji, szamoczącej się między uznaniem faktów i wyparciem. Za swoją rolę Rampling otrzymała nagrodę na festiwalu w Wenecji, co stanowi dodatkową zachętę. W Iranie są tacy, którzy decydują się na to dobrowolnie, ale i tacy, których ktoś do tego kroku zmusza. Bez względu na motywację wszyscy Body Packers muszą zrobić to samo: starannie zapakowaną w plastikowe torebeczki heroinę, amfetaminę czy kokainę połknąć, a następnie modlić się, by opakowania były szczelne. Bo jeśli nie są, czyhająca na przemytników policja nagle przestaje być straszna. Realne staje się bowiem widmo powolnej śmierci w męczarniach. Czwarta fabuła docenianego twórcy i spojrzenie na współczesny Iran z niespodziewanej perspektywy.

Za tydzień rozpoczyna się 33. Warszawski Festiwal Filmowy - impreza przyciągająca miłośników kina, którym nie wystarcza do szczęścia weekendowa wizyta w multipleksie.

ZAPYTAJ SEKSPERTA REŻ. VAISHALI SINHA

„Jestem nałogowym palaczem i nie osiągam pełnej erekcji. Moja żona woli niedojrzałego banana od mojego penisa”. „Rzuć palenie, bo śmierdzi ci z buzi. Opanuj sztukę gry wstępnej. Wtedy przedłoży twoje uroki ponad banana.” Albo: „Po odbyciu czterech stosunków dziennie czuję się słaby, tracę wzrok. Pomocy”. „Czego oczekujesz? Okrzyków: »Hurra! Jestem mistrzem wioski!«? Autorem tych kwiatków jest bohater filmu „Zapytaj seksperta” dr Mahinder Watsa, który od ponad 50 lat radzi Hindusom w sprawach seksu. Charyzmatyczny edukator, choć obchodził już 90. urodziny, aktywnie przeciwstawia się erozabobonom i powszechnym w Indiach opresyjnym wobec kobiet praktykom.

ZNAJDŹ TĘ SUKĘ I WRZUĆ JĄ DO RZEKI REŻ. BEN BRAND

W 2010 roku internet obiegło nagranie, na którym nastolatka wrzuca do rzeki szczenięta. Dziewczyna, której rodzina utrzymywała się z nielegalnego handlu zwierzętami, otrzymała setki pogróżek. Zalała ją fala hejtu. Sieć jednym głosem nawoływała do tego, co Ben Brand uczynił tytułem swojego filmu: znalezienia „suki” i wrzucenia jej do rzeki. „Znajdź...” to fabularny debiut reżysera, którego szorty pokazały jako twórcę o wyjątkowej wrażliwości i wizualnym instynkcie, ważne zjawisko społeczne w fabularnym ujęciu i przecięcie faktów i fikcji, a to tygrysy lubią najbardziej.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.