NAJWAŻNIEJSZE KONCERTY HAŃBY!

Gazeta Wyborcza - CJG - - /MUZYKA -

1.

To może nieszczególnie oryginalne, ale bardzo ważny był dla nas nasz pierwszy koncert. Był marzec 2013 roku, wzięliśmy udział w przeglądzie zespołów studenckich DachOOFka w krakowskim klubie Zaścianek. Zespół wracał wtedy po długiej rozłące z rozjazdów. Problem był taki, że trzeba było mieć materiał, a my mieliśmy zaledwie kilka kompozycji. I tak w trzy tygodnie powstały piosenki, w tym „Żandarm”, które potem trafiły na debiutancką płytę „Hańby!”. Nasz występ zaczął się od wpadki. Wiesław Król, miał tylko pojechać po żonę i spóźnił się na początek koncertu. Pierwsze pół godziny graliśmy bez akordeonu. Pozbawieni melodii, zestresowani, zagraliśmy strasznie wściekle, co wprawiło dość licznie zebraną publiczność w osłupienie. Akordeonista pojawił się triumfalnie pod sam koniec występu, a publiczność pozwoliła nam zagrać jeszcze raz od początku, tym razem w pełnym składzie.

2.

Koncertem, który pozwolił nam nabrać wiatru w żagle po mniej lub bardziej udanych występach na różnych przeglądach, był festiwal folkowy Polskiego Radia, czyli Nowa Tradycja 2014. Wciąż czuliśmy się młodym, nieopierzonym zespołem, więc występ w Studiu im. Lutosławskiego przed dużym audytorium i ze świadomością, że radio transmituje nas na żywo, trochę nas paraliżował. Udało nam się dobrze zagrać, publiczność była zadowolona. Dostaliśmy wtedy też możliwość nagrania debiutanckiej płyty w Polskim Radiu.

3.

Kolejnym przełomowym momentem była sesja nagraniowa dla rozgłośni radiowej z Seattle, czyli KEXP, oraz występ na OFFie w 2015 roku. Bez tych dwóch koncertów bylibyśmy dziś w zupełnie innym miejscu. Z jednej strony KEXP dał nam rozgłos, z drugiej występ na OFFie pozwolił nam uwierzyć, że jesteśmy w stanie grać na dużych alternatywnych festiwalach. Po tym koncercie odezwał się do nas Arek Marczyński z Anteny Krzyku, czyli naszej przyszłej oficyny.

4.

Bardzo ważny i ciekawy był dla nas koncert, a właściwie aż trzy koncerty w 2016 roku na Nelsonville Music Festival w Ohio. Nasz pierwszy występ na tej imprezie był dość spontaniczny, organizatorzy poprosili nas, żebyśmy zagrali w nocy na polu namiotowym. Byliśmy zmęczeni po długiej podróży, po całym dniu jazdy z Detroit. Sceneria festiwalu była dość niezwykła, wszędzie niósł się dźwięk cykad, otaczały nas lasy, było nieznośnie wilgotno. Na początku pomysł gry na polu wydał nam się absurdalny. Na koncercie jednak stawiło się około czterystu osób, zapanowało kompletne szaleństwo. Tamten występ przełamał wszystkie bariery i wątpliwości, które oddzielały nas dotychczas od publiczności.

5.

Również w 2016 roku wystąpiliśmy na słowackim festiwalu Pohoda. To taka większa siostra naszego OFFa. Tam również zaliczyliśmy małą wpadkę, w trakcie naszego koncertu w dużym namiocie zabrakło prądu. Na dodatek w banjo pękły struny. Zostaliśmy na scenie goli, bezradni, niesłyszani przez ludzi. Przez chwilę nie bardzo wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić. W końcu wypięliśmy mikrofony, weszliśmy na specjalny podest, który znajdował się między ludźmi, i zaczęliśmy grać akustycznie. Publiczność natychmiast zaczęła się wokół nas tłoczyć, doskonale bawić. Gdy wrócił prąd, podpięliśmy instrumenty i zakończyliśmy występ na głośno. Udało nam się kupić ludzi tym, że mimo przeszkód nie poddaliśmy się, tylko walczyliśmy dalej.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.