TWORZYĆ SZTUKĘ, A NIE „TOP GUN”

Gazeta Wyborcza - CJG - - /TO JEST GRANE -

ROSANNA ARQUETTE BĘDZIE GOŚCIEM HONOROWYM AMERICAN FILM FESTIVAL WE WROCŁAWIU. PODCZAS OTWARCIA 24 PAŹDZIERNIKA AKTORKA ODBIERZE INDIE STAR AWARD – NAGRODĘ DLA WYBITNYCH TWÓRCÓW AMERYKAŃSKIEGO KINA NIEZALEŻNEGO

Właśnie zeszłam z planu w Belgii, gdzie grałam z Jonathanem Rhysem Meyersem i Tomem Hollanderem [mowa o „Holy Land” Amandy Sthers]. Niedługo do kin trafi „Puppy Love”, gdzie gram z Hopperem Pennem, synem Seana Penna i Robin Wright, naprawdę niesamowitym chłopakiem. Przeżyciem była dla mnie też „Maya Dardel”, która pokazywana będzie w ramach AFF we Wrocławiu. Scenariusz był bardzo poetycki, a duet reżyserski (Zachary Cotler i Magdalena Zyzak) cudowny.

Mieliśmy skromny budżet, a zdjęcia kręciliśmy odcięci od świata na szczycie góry. Bardzo cieszyła mnie współpraca z grającą główną rolę Leną Olin. Ale jak nam wyszło, nie wiem, bo nie oglądam swoich filmów… Dlaczego?

– Nie lubię tego. „Rozpaczliwie poszukując Susan” obejrzałam jakieś piętnaście lat po premierze, przypadkiem, na jakimś festiwalu. Zdarza się, że jakiś mój staroć akurat jest grany w wieczornym paśmie, a ja mam włączony telewizor. Po kilku minutach zwykle gaszę ekran… Czuję się niezręcznie, oglądając siebie na ekranie. Jest kilka wyjątków. Naprawdę lubię chyba tylko „Po godzinach” Scorsesego.

A „Crash: Niebezpieczne pożądanie” Cronenberga? Nie obejrzeć tego filmu to byłaby strata…

– Ten też mi przypadł do gustu. Wyjątkowo go widziałam! Byłam w Cannes z ekipą, kiedy miał tam swoją premierę. Noooo, reakcja była dość, nazwijmy to, spektakularna… Szefem jury był wtedy Francis Ford Coppola, któremu nasz film się bardzo nie spodobał. Nieźle go wkurzyliśmy! Z drugiej strony na przykład Bernardo Bertolucci był „Crash…” zachwycony. To prowokacyjny film, zresztą chyba do dziś robi takie wrażenie.

W wywiadach często podkreśla pani, że duchowość jest dla niej ważna. Gdzie znalazła pani swoje miejsce?

– To skomplikowane. Moja matka była z domu żydówką, mój ojciec chrześcijaninem, potem przeszli na islam, a ostatecznie mama się nawróciła i została pochowana jako żydówka. Mnie ciągnie do buddyzmu, regularnie medytuję. Pewnie nie skłaniałabym się ku żadnej religii, gdyby nie to, że mój cudowny mąż jest wierzącym, praktykującym żydem i na co dzień dostosowujemy się do jego kalendarza. Lubię odwiedzać kościoły, miejsca, gdzie czuję obecność energii znacznie potężniejszej niż ja. Nazywam ją Bogiem, miłością, światłem… Świat dąży teraz w bardzo mrocznym kierunku, a ja wierzę w światło, które oświetla wszystkie te ciemne politycznie, społecznie miejsca.

Jako osoba udzielająca się charytatywnie i aktywistka pomaga je pani rozjaśniać.

– Rok temu straciliśmy naszą transseksualną siostrę Alexis z powodu powikłań po AIDS. Rodzina ogromnie to przeżyła, szukaliśmy więc sposobów poradzenia sobie z żałobą. Ja wybrałam założenie fundacji na cześć Alexis, w imieniu nas wszystkich. Na co dzień bardzo po- maga mi przy niej David. Zajmujemy się pomocą młodzieży LGBT. A jak jest z tym w Polsce? Czy homoseksualizm jest niezgodny z prawem?

Nie, na szczęście nie. Ale zdecydowanie jako kraj robimy się coraz bardziej konserwatywni…

– My też! Ameryka bywała wspaniałym krajem, ale aktualnie nie można tak jej określić. Chwilowo nie czuję dumy ze swojej narodowości. Niby Trumpa wybrała większość, ale… jakoś trudno mi w to uwierzyć. Nie wiem, co nas czeka, ale na pewno jakaś rewolucja. Jestem gotowa się w nią zaangażować na pierwszej linii.

Czy po tylu latach w branży jest jeszcze w aktorstwie coś, czego się pani boi?

– Jestem kobietą w tzw. wieku średnim i jest mi coraz trudniej znaleźć odpowiednie role, choć mam wrażenie, że i tak jestem obecnie na szczycie. Nie mogę narzekać. Miałam szczęście, trafiając często na twórców, którzy rozumieją taką dojrzałą kobiecość.

We Wrocławiu odbierze pani Indie Star Award dla ikony kina niezależnego. Jak się nią pani stała?

– Byłam związana z branżą indie, odkąd pamiętam. Kiedy po „Rozpaczliwie poszukując Susan” moja kariera bardzo przyspieszyła, odrzuciłam wiele typowo komercyjnych propozycji. Chciałam tworzyć sztukę, a nie „Top gun” czy tego typu rozrywkowe produkcje. Wiele osób uważa, że odrzucając tak intratne propozycje, zmarnowałam życiową szansę. Ale ja po prostu nie chciałam iść taką drogą. Wybrałam własną ścieżkę, którą konsekwentnie podążam od lat i mam nadzieję, że tak zostanie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.