NIE POTRZEBUJESZ? SPRZEDAJ

Gazeta Wyborcza - CJG - - /W MIEŚCIE -

Miejski Bazar to połączenie pchlego targu z vintage marketem i lumpeksem, z tą różnicą, że o asortymencie nie decydują właściciele, ale osoby wynajmujące regały w lokalu. Sprzedawcą może zostać każdy z nas. Wystarczy rozejrzeć się po domu i znaleźć niepotrzebne przedmioty – nietrafione książki, płyty, ubrania, a nawet zastawę – i zastanowić się, czy nie chcielibyśmy ich sprzedać. Potem na stronie Miejskibazar.com trzeba wybrać regał, do wyboru są trzy opcje: wieszaki, półki oraz połączony, i zdecydować się, czy wynajmujemy go na tydzień, dwa tygodnie i miesiąc (ceny zaczynają się od 39 zł). A następnie opisać w specjalnym formularzu, co postawimy na naszym regale i na ile wyceniamy dany przedmiot. Właściciele nie pomagają przy ustalaniu ceny przedmiotów. Trzeba więc dosyć krytycznie ocenić ich wartość i stan, pamiętając o tym, że jeśli dana rzecz się sprzeda, Bazar pobiera 20 proc. prowizji od jej sprzedaży, a cena regału też powinna się nam zwrócić. Na koniec po wypełnieniu elektronicznego formularza trzeba przyjść do Miejskiego Bazaru, ustawić rzeczy na swojej półce i czekać, aż ktoś je kupi. – Pomysł na otwarcie Bazaru Miejskiego zrodził się podczas jednego z pobytów w Danii. Zauważyliśmy z bratem, że ogromną popularnością cieszą się tam tego typu sklepy-komisy. Byliśmy zachwyceni różnorodnością zastanego tam asortymentu, od ubrań, wszelakich dodatków do zabytkowej elektroniki. Pomyśleliśmy, że tego typu inicjatywa mogłaby się przyjąć i w Polsce. Zakupy w lumpach od dawna przestały piętnować, coraz popularniejsze robią się ciuchowe swapy i vintage markety – mówi Tomasz Gałkowski, właściciel Miejskiego Bazaru.

Po wejściu do Miejskiego Bazaru rzeczywiście na początku ma się wrażenie lekkiego chaosu, bo na półkach znajduje się wszystko: książki, płyty, buty, ubrania z metkami głównie z popularnych sieciówek, a zwłaszcza z Zary, ale też widelczyki, wazony, kieliszki i filiżanki.

O cenach decydują sami wystawiający, więc niektóre mogą być nieco zawyżone. Ale można wypatrzyć okazje, np. nowe filiżanki do espresso Villeroy & Boch w cenie 30 zł za sztukę (w sklepie internetowym kosztują około 150 zł), ozdobione sztucznymi kamieniami baleriny z Zary za 60 zł albo jesienny płaszcz Mango za 70 zł. – Zdarzają się perełki, np. żakiet Isabel Marant za 120 zł czy espadryle Chanel za 40 zł, ale oczywiście takie rzeczy sprzedają się najszybciej – dodaje Tomasz Gałkowski.

Miejski Bazar to miejsce, w którym każdy może wynająć sobie regał i pobawić się w sprzedawcę.

Bazar Miejski na ulicy Marszałkowskiej 19 AGATA PIASECKA

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.