BESTER QUARTET – GDY PIORUN NIE PRZESZKADZA

Gazeta Wyborcza - CJG - - /MUZYKA -

SKUPIENIE W MUZYCE CZY WRĘCZ METAFIZYKA POWSTAJE WYŁĄCZNIE W KORELACJI Z PUBLICZNOŚCIĄ. JEŚLI CZUJEMY WIĘŹ ZE SŁUCHACZAMI, JEŚLI WIDZIMY, ŻE ONI EMOCJONALNIE REAGUJĄ NA TO, CO GRAMY, TO ŁATWIEJ JEST NAM OTWORZYĆ NASZE DUSZE – MÓWI AKORDEONISTA, KOMPOZYTOR JAROSŁAW BESTER, KTÓRY ZE SWOIM KWARTETEM WYSTĄPI NA NADCHODZĄCYM FESTIWALU MUZYKA WIARY MUZYKA POKOJU.

Krakowski Bester Quartet (wcześniej The Cracow Klezmer Band) od lat jest w awangardzie myślenia i grania muzyki wyrastającej z tradycji żydowskiej. Splatając ze sobą klasykę, jazz, awangardę i tradycyjne brzmienia, kwartet wypracował własną formułę, niesłychanie emocjonalną, głęboką, hipnotyzującą i uduchowioną niczym misterium.

Podczas festiwalu Muzyka Wiary Muzyka Pokoju kwartet pod szefostwem kompozytora, akordeonisty Jarosława Bestera wykona autorski, subiektywny wybór kompozycji z cyklu „Księga Aniołów” autorstwa Johna Zorna, muzyka, wydawcy, szefa wytwórni Tzadik.

Bester Quartet to niejedyni bohaterowie festiwalu, wystąpią też m.in. nowy projekt Pawła Szamburskiego, czyli Bastarda, Kwadrofonik z programem „Echa pojednania” złożonym z kompozycji wybitnego amerykańskiego kompozytora muzyki współczesnej George’a Crumba oraz polskiego twórcy Tomasza Sikorskiego czy Karolina Cicha, wokalistka, kompozytorka i multiinstrumentalistka, z Elżbietą Rojek, aktorką Teatru Gardzienice w koncercie pt. „Jeden/Wiele”.

Łukasz Kamiński: Muzyka Wiary Muzyka Pokoju – tytuł festiwalu doskonale wpisuje się w muzykę Bester Quartet i poprzedniego pańskiego ansamblu The Cracow Klezmer Band.

Jarosław Bester: Duchowość była i jest bardzo znaczącym czynnikiem w mojej muzyce. Zawsze inspirowała mnie religia, historia, ale też i nieuchwytna metafizyka. To nic jednak wyjątkowego, nie tylko ja, ale większość autorów, kompozytorów odnosi się w swojej twórczości do czegoś, co istnieje poza nami.

Czy historia i metafizyka to są żywioły, które się przeplatają w sposób naturalny, czy może są między nimi napięcia?

Muzyka, którą tworzę, jest pomostem pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Staram się przenosić słuchacza w przeszłość za pomocą całkiem współczesnych środków – dziś przecież mamy do dyspozycji zupełnie inne techniki niż te, którymi dysponowali muzycy klezmerscy przed wojną. Religia pojawia się natomiast w dwóch aspektach, tradycjach – w przedwojennej wielokulturowej Polsce żyli przecież obok siebie Żydzi i katolicy. Z jednej strony to były dwa odrębne, przeciwne światy, z drugiej, były ze sobą mocno splecione, spójne. I takim doskonałym łącznikiem różnych światów jest właśnie muzyka.

Jest metafizyka płynąca z tradycji, ale są też chwile nieuchwytne, eteryczne, które wydarzają się podczas koncertów. Pamiętam koncert The Cracow Klezmer Band sprzed wielu lat w warszawskim Lapidarium. Był upalny wieczór, takim upałem przedburzowym w dzień wakacji. Nagle w trakcie waszego koncertu gruchnął piorun. Publiczność podskoczyła, zespół ani drgnął, nie zgubiliście tempa, nie umknęła wam ani jedna nuta.

Bardzo wiele zależy od tego, gdzie gramy i dla jakiej publiczności. To skupienie w muzyce czy metafizyka powstaje wyłącznie w korelacji z publicznością. Jeśli czujemy więź ze słuchaczami, jeśli widzimy, że oni emocjonalnie reagują na to, co gramy, to łatwiej jest nam otworzyć nasze dusze. Każdy koncert jest inny, dwa takie same się nie zdarzają. Koncerty w Lapidarium miały niezwykłą energetykę emocjonalną też przez warunki – to był półplener, zamknięty dziedziniec, który sprzyjał skupieniu. Nawet pioruny nie były w stanie nam tam przeszkodzić.

W Warszawie podczas festiwalu zagracie kompozycje Johna Zorna. Jakie łączą go z wami związki?

Dla muzyków, z którymi współpracuje, Zorn jest bardzo sympatyczny. Jest zupełnym przeciwieństwem opinii, które o nim krążą, że jest szorstki, nieprzychylny. Jest zdecydowany, gdy nagrywa się jego kompozycje, zarysowuje ogólny schemat, nakreśla ramy, w których chciałby, aby jego muzyka zabrzmiała. Ale jest też bardzo otwarty, nie jest dyktatorem. W moim przypadku zostawił mi całkowitą wolność interpretacyjną. Akceptował moje propozycje, nie zdarzyło mi się, żeby napisał „Mr. Bester, to zupełnie nie tak ma brzmieć”. Dostał pan od niego „Księgę Aniołów” w specjalnym, bo odręcznie napisanym egzemplarzu. Czy nie czuł pan w związku z tym większej presji, ciśnienia? Rękopis ma w końcu o wiele większe znaczenie emocjonalne niż zapis wydrukowany czy przesłany mailem.

Jako jedna z nielicznych osób z szerokiego kręgu muzyków, z którymi Zorn współpracuje, dostałem całą księgę pięknie zapakowaną w złote pudełko. To był bardzo miły gest uznania z jego strony, ja odczytałem to bardziej jako zachętę do poszukiwania nowych inspiracji, do szukania punktów odniesienia.

Na ile artyści skupieni wokół Zornowskiej wytwórni Tzadik wywrócili do góry nogami myślenie o tradycji żydowskiej? Czy możemy mówić o ewolucji, czy może rewolucji?

Jeśli weźmiemy długie lata milczenia, podczas których ta muzyka była praktycznie zapomniana, nieobecna, to możemy mówić o rewolucji. Wszystko zaczęło się zmieniać na przełomie wieków. Tzadik spowodował twórczy wybuch. Artyści nie grali czystej muzyki klezmerskiej, wpletli wątki historyczne, tradycyjne w awangardową formę. To z kolei sprawiło, że tamtą muzyką zaczęły się interesować nowe pokolenia słuchaczy. Wiadomo, że silnym ośrodkiem tego ruchu, renesansu muzyki żydowskiej są Stany, w szczególności Nowy Jork. Ale na małą potęgę wyrasta też Polska.

W Polsce odkrywanie tej muzyki odbywa się na wielu płaszczyznach, od klasyki po brzmienia, które mieszają ze sobą wiele różnych gatunków. I bardzo dobrze, że tak się dzieje. U nas również kontekst historyczny jest bardzo istotny.

Mikołaj Trzaska powiedział, że on, grając, interpretując muzykę żydowską, podejmuje przerwaną przez wojnę nić.

Tak jak już mówiłem, ten pomost między przeszłością a teraźniejszością jest wypełnieniem tej ogromnej luki, która powstała. Żeby trafić do dzisiejszego słuchacza, to wypełnianie musi być zrobione w niezwykle subtelny, ale i głęboki, duchowy sposób. Żadna muzyka, która byłaby ograniczona jedynie do sztuki dla sztuki, nie byłaby dobra. To nie może być czysto matematyczna kalkulacja. Musi nieść ze sobą emocje, historię.

Bester Quartet

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.