OCIERANE UKRADKIEM ŁZY

Gazeta Wyborcza - CJG - - TO JEST GRANE/ -

Tydzień Filmu Niemieckiego oznacza nie tylko śmiechy, ale i ukrad- kiem ocierane łzy. Pokazany premierowo w Konkursie Głównym Festiwalu Berlinale „ Powrót do Montauk” to najnowsza propozycja niemieckiego mistrza Volkera Schlöndorffa. Tym razem autor wybitnego „Blaszanego bębenka” stawia na sprawdzoną mieszankę: dramat z kroplą romantycznej domieszki na tle, jak zawsze magicznego, Nowego Jorku. To tam spotkają się niegdysiejsi kochankowie Max (Stellan Skarsgard) i Rebecca ( j edna z największych niemieckich gwiazd Nina Hoss). Czy warto porzucić obecne życie, by ożywić to, co zostawili za sobą siedemnaście lat temu?

W ramach Tygodnia nie mogło oczywiście zabraknąć świetnych dokumentów. Na przykład w „Rewolucji dźwięku” reżyserka Margarete Kreuzer przygląda się twórcy zespołu Tangerine Dream Edgarowi Froesemu. Kamera odkrywa przed widzem nieznane materiały archiwalne z 48-letniej kariery pioniera muzyki elektronicznej.

Na przeglądzie, ale tylko w Warszawie, pokazany zostanie też najnowszy f i l m Fatiha Akina – nagrodzony w Cannes „W ułamku sekundy”. Za rolę Katji, kobiety która w jednej chwili traci w zamachu męża i syna, Diane Kruger dostała na Lazurowym Wybrzeżu nagrodę aktorską. Zasłużenie! Jej pierwsza niemieckojęzyczna rola w karierze to petarda. Podobnie jak utkany z celnych psychospołecznych obserwacji, mocny, zaangażowany film Akina, który porusza tematy wyjątkowo ważne w dzisiejszej, podzielonej stosunkiem do kwestii uchodźczej, Europie.

Anna Tatarska: Czy decyzja o nakręceniu tego filmu miała związek z ogłoszoną przez Angelę Merkel w 2015 roku decyzją o otwarciu granic dla imigrantów?

Simon Verhoeven: Początkowo nie. Pracę nad scenariuszem zacząłem rok przed tym wydarzeniem. Jej decyzja nas zaskoczyła, nagle temat filmu stał się najgorętszym i najbardziej dyskutowanym wkraju, a pytania, jakie zadawaliśmy rodzinie Hartmannów, zaczęli stawiać sobie wszyscy obywatele. Filmowa rodzina stała się jakby całym narodem, Niemcami. To było trochę przerażające, ale szliśmy dalej, wielokrotnie poprawiając scenariusz, by korespondował z rzeczywistością. Osobiście byłem sceptyczny w kwestii tamtej decyzji. Nie widziałem za tym konkretnego planu i do dziś uważam, że go nie ma. Dlaczego umiejscowił pan akcję w Monachium?

– Po pierwsze, stamtąd właśnie pochodzę, a po drugie, jako twórcy komedii, wydała mi się o wiele ciekawsza sytuacja, w której afrykańskiego uchodźcę przyjmuje konserwatywna i zamożna rodzina z Monachium, anie nowoczesna, liberalna rodzina z Berlina. Tam to nic specjalnego, wMonachium czy np. Bawarii – ewenement. Symptomatyczne w tym kontekście wydaje się zachowanie filmowej matki, jej podejście do tematu.

– Angelikę Hartmann gra moja mama, Senta Berger, która jest w Niemczech gwiazdą i zawsze chciałem z nią pracować. Była idealna do roli emerytowanej nauczycielki, której mąż przesiaduje wpracy, adzieci już dawno wyfrunęły z gniazda. Jest samotna i znudzona, przyjęcie Diallo jest dla niej kolejnym dobroczynnym „projektem”, co jest miłe i na swój sposób zabawne, ale jednocześnie cholernie gorzkie. W „Witajcie…” konfrontuje się pan m.in. z zagadnieniami ksenofobii, rasizmu, biurokratycznych absurdów. Czy komedia może się mierzyć z każdym, nawet najcięższym tematem?

– Nie warto unikać trudnych tematów tylko ze względu na taki, a nie inny gatunek filmowy. Wspominam tu „Doktora Strangelove” Kubricka o kryzysie nuklearnym. Śmiech jest nie tylko zdrowy, ale i wyzwalający, on łączy ludzi. Możliwość rozśmieszenia Niemców była dla nas ogromnie istotna. Nie stosujemy jednowymiarowych żartów, ostrze humoru tnie równo wszystkich: prawo, lewo, góra i dół. Dosięga także uchodźców. Zaskoczyła pana tak wielka popularność „Witajcie u Hartmannów”? Jakoś trudno mi wyobrazić sobie równie krytyczny wobec narodowych przywar film, który wygrywałby polski box office…

– Nikt z nas nie mógł się tego spodziewać. Do tego jeszcze przed premierą zalała nas ogromna fala nienawiści, zarówno ze strony radykalnej prawicy, jak i lewicy. Ci pierwsi sądzili, ze nakręciliśmy ,,Merkelpropagandę”, drudzy zarzucali nam, że dworujemy sobie ze „świętego” tematu kryzysu uchodźczego. Do tego dochodzili jeszcze muzułmanie, zarzucający nam islamofobię…

Oczywiście żadna ze stron nie widziała filmu. Na szczęście nasza produkcja sama się obroniła, wywołując entuzjazm widzów. Częścią naszego sukcesu jest szczera i politycznie niepoprawna wizja, połączona z wielością opinii i perspektyw. Mamy uchodźcę, który potrzebuje pomocy, ale i takiego, który ma związki z terrorystami. Krytykujemy niemieckich rasistów, ale także islamskich radykałów. Łączymy wiele przeciwieństw. Nie jest to naiwna bajeczka spod znaku „refugees welcome”, raczej satyryczne spojrzenie na zdezorientowane społeczeństwo. A poza tym „Witajcie…” to po prostu zabawne, dobrze napisane kino ze świetnymi postaciami.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.