MŁYNARSKI: PIOSENKA FINAŁOWA

Gazeta Wyborcza - CJG - - KINO/ -

Polska 2017. Reż. Alicja Albrecht. To jeden z tych dokumentów, wobec których techniczne rozważania typu „Czy nie gubi rytmu w ostatniej części?” albo „Czy konieczne są w nim animowane wstawki?” nie mają sensu, są tylko małostkowym czepialstwem. Naprawdę ważna jest w nim postać bohatera: to ona nadaje mu wartość, siłę, energię. Nie chcę broń Boże wten sposób umniejszać zasług reżyserki, które są nie do przecenienia: po pierwsze, namówiła Młynarskiego na film, po drugie, przeprowadziła z nim prawdopodobnie ostatni, unikalny wywiad, po trzecie, przekopała się przez tony archiwów (ilość i rozmaitość materiałów jest naprawdę imponująca), po czwarte wreszcie, wokół wspomnianego wywiadu, stanowiącego kręgosłup opowieści, zbudowała całość spójną, bogatą treściowo, niepomnikową, ale i nie prostacko odbrązawiającą – po prostu oddającą złożoność osobowości Młynarskiego. Ale jej wysiłek przyniósłby słabszy efekt, gdyby nie była to osobowość tak ciekawa i skomplikowana. Szczęście więc, że się spotkali.

Jaki człowiek wyłania się z serii rozmów z członkami jego najbliższej rodziny, współpracownikami i wykonawcami jego piosenek, uzupełnionej archiwaliami i trzeźwym autokomentarzem samego Młynarskiego? Wramach niewielkiej recenzji można tylko polecieć skrótem. Błyskotliwie inteligentny i mający poczucie intelektualnej przewagi nad otoczeniem. Ale jednocześnie „demokratyczny”, znajdujący wspólny język zarówno z wyrafinowanymi salonowcami, jak i tzw. prostym człowiekiem. Niełatwy, i na płaszczyźnie zawodowej (z powodu perfekcjonizmu i niebotycznie wyśrubowanych wymagań), i w życiu rodzinnym. To ostatnie w dużym stopniu zawinione przez chorobę, będącą przecież udręką nie tylko dla niego samego, ale i jego najbliższych oraz stawiającą go wobec alternatywy dla artysty zaiste pie- kielnej: leczyć się czy tworzyć? To jednak tylko bardzo wybiórczy i niepełny rejestr. Żeby zrozumieć, w jakie konfiguracje układały się właściwości jego charakteru i inteligencji i jak wzajemnie zabarwiały, trzeba zobaczyć film.

Film, którego nie wahałbym się nazwać poruszającym. Owszem, są w nim zabawne anegdotki, nieodłączne od branży rozrywkowej, są momenty przyjemnej na swój sposób nostalgii, ale całość była, przynajmniej dla mnie, przejmująco smutna. Gdy widziałem Młynarskiego, siedzącego na tle okna, za którym majaczyły śródmiejskie wieżowce, postarzałego i zmęczonego, i zestawiałem ten obraz z dołączonymi archiwaliami, gdy młodziutki i roześmiany, uwodził wdziękiem i tryskał energią – serce mi się ściskało. I czułem wtedy, że film w zasadzie „tylko” biograf iczny zamienia się na moich oczach wopowieść o przemijaniu. A wychodziłem z kina z poczuciem, że umarł nie tylko fantastycznie utalentowany człowiek, ale że wraz z nim umarło coś więcej: jakiś styl mówienia i myślenia o naszym kraju, jakaś atrakcyjna forma polskości. Bardzo to było niecodzienne doświadczenie. Paweł Mossakowski

Pożegnanie Młynarskiego.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.