MUZYKA ŚWIADOMA SPRZECIWU

Gazeta Wyborcza - CJG - - MUZYKA/ - ŁUKASZ KAMIŃSKI

POD PATRONATEM Wydestylowany przesiąknięty niewolniczym smutkiem gospel, szorstko drapiący punk rock, nerwowy rytm nowej fali, domagający się miłości soul, młodemu kwartetowi z Atlanty udało się wyczarować muzykę, która czerpiąc z przeszłości i teraźniejszości jest komentarzem do rzeczywistości. Po doskonałym koncercie podczas OFFa w2015 r. Algiers przyjeżdża do Polski na serię koncertów klubowych. Podczas swoich występów zespół promować będzie swoją drugą płytę, tegoroczną „The Underside of Power”, ale nie zabraknie też kompozycji z doskonałego debiutu „Algiers” z 2015 r.

Łukasz Kamiński: Na zaproszenie Depeche Mode graliście z nimi koncerty i stworzyliście remiks do piosenki „Where’s the Revolution”. W Polsce DM mają radykalnych fanów, jakie to było doświadczenie?

Ryan Mahan: Zupełnie nierzeczywiste. Natrafiliśmy kiedyś na wywiad z Dave’em Gahanem, w którym opowiadał, że jest wielkim fanem Algiers, że lubi naszą muzykę. To bardzo wiele dla nas znaczy. Dorastaliśmy, słuchając płyt z wytwórni Mute, która wydaje m.in. Depeche Mode czy Nicka Cave’a. Muzyka tych artystów zawsze była dla nas punktem odniesienia, inspiracją, zwłaszcza starsze płyty DM, „Black Celebration” czy „Songs of Faith and Devotion”. Mam wrażenie, i mówię to z pokorą i pełną świadomością, jak wielkim zespołem jest DM, że i my trochę na tę grupę wpłynęliśmy. W jaki sposób?

– Politycznie. Depeche Mode zawsze wplatali wątki społeczne w swoją muzykę, ale na „Spirit” poszli krok dalej. Pracując nad remiksem „Where’s the Revolution”, zaszyłem się w jednej z przemysłowych hal w londyńskiej dzielnicy Peckham i zabrałem się za robotę. To była czysta przyjemność. Wspomniałeś o polityce. Jest teraz jakaś fala zaangażowania, mniej lub bardziej aktywnego, przez artystów. Wielu z nich do tej pory trzymało się z daleka od polityki, coś jednak ostatnio w nich pękło.

– Muzyka popularna zawsze w jakiś sposób była bliska polityce, sprawom socjalnym. Widoczne to było choćby w latach 60., kiedy wielu afroamerykańskich artystów przestało szukać publiczności wśród białych, a poświęciło się walce o prawa obywatelskie. Jest bardzo cienka granica między prawdziwym zaangażowaniem a próbą zdyskontowania mody czy trendu. Jestem jednak przekonany, że koncert Beyonce podczas finału Super Bowl, w którym odniosła się do ruchu Czarnych Panter, zdrowo wystraszył wielu zadowolonych z siebie, nieczułych na to, co się dzieje wokół, białych Amerykanów. Zderzenie polityki, kultury, sportu, przemysłu przy okazji takiego wydarzenia jest naprawdę czymś niezwykle ciekawym i przy okazji złożonym.

Jak rozróżnić, kiedy artysta mówi prawdę, a kiedy jest do cna koniunkturalny?

– To niełatwe zadanie. To prawda, że polityka nagle stała się modna, dzięki niej niektórzy mogą sprzedać więcej płyt, zwrócić na siebie uwagę. To chyba kwestia intuicyjnego wyczucia. Muzyka Algiers czerpie z historii muzyki, historii polityki oraz historii muzyki politycznej. I ta muzyka trafiła na podatny grunt w Polsce, na OFFie w 2015 r.

– Świat, w którym żyjemy, został dość gruntownie przebadany. Ale nie pozbawiony całkowicie tajemnicy, jakiejś magii. I sztuka jest częścią tej niezwykłej niewiadomej, dzięki niej możemy się porozumiewać na poziomach niedostępnych dla języka, wychowania, nauki. I to jest pewnie jedna z przyczyn, dla których Polakom spodobała się nasza muzyka. Jak wiesz, w Stanach nie do końca jesteśmy popularni. Wielki problem z nami mają ci, którzy na siłę chcą kategoryzować muzykę, wkładać ją w odgórnie ustalone szuf ladki. Przy naszej muzyce miesza im się w głowach. Nie wiedzą, czy należymy do sceny czarnej muzyki? Plączą się w opiniach czy traktować nas ze względu na rasę, brzmienie, pochodzenie?

Dobrze jest siać zamieszanie.

– Oczywiście. My robimy to, grając muzykę, która traktuje o ludzkiej walce o godność, prawa, życie. I ta walka jest ponadgraniczna, ponadkulturowa, ponadklasowa. Polacy zmagali się z komunizmem, Amerykanie teraz stawiają opór Trumpowi. To dwie zupełnie skrajnie odmienne sytuacje, ale jeśli je coś łączy, to właśnie świadomość sprzeciwu. Odpowiadając na twoje poprzednie pytanie: większa popularność Algiers wEuropie niż w Stanach wynika też pewnie z gustu muzycznego. Jesteście tu o wiele bardziej otwarci na inne brzmienia, ciekawi tego, co nowe. Przez waszą muzykę przebija gospel, który zawsze był równie ważny dla tych, którzy go słuchali, jak i tych, którzy go śpiewali. To była wspólnotowa modlitwa. Czy rock’n’roll może być gospelem XXI wieku?

– Powiem szerzej, muzyka popularna stała się muzyką gospel. Jak za-

Gospel na miarę naszych czasów, rockowo zadziorny, lirycznie przejmujący, czerpiący z tradycji, ale też niesłychanie aktualny. Do Polski na serię koncertów przyjeżdża amerykańska grupa Algiers. Warszawski występ w czwartek w klubie Niebo.

uważyłeś, gospel ma w sobie ten element wspólnotowy, podczas gdy np. blues jest sztuką bardzo często indywidualną. My wychowaliśmy się na gospel, który narodził się z walki, powstał nie tylko ze światła, ale i ciemności. Zobacz, ilu artystów czerpie z tego gatunku, The Animals, Jame Chance, Kanye West.

Jak ta kolektywność odzwierciedla się podczas koncertów?

– Występy to nieodłączna część Algiers, to jeden z fundamentów. Choć wcześniej grywałem w różnych zespołach, dopiero z tym zrozumiałem tak naprawdę, co znaczy koncertowe doświadczenie. Doskonale pamiętam nasz pierwszy europejski występ. To było wMonachium, mieście, o którym krążą potężne stereotypy, że jest nadęte, konserwatywne. Tymczasem koncert był niesłychanie żywiołowy, co więcej ludzie się wkurzali, że nie gramy bisów.

To trzeba było zagrać.

– Mieliśmy za mało materiału! Ale teraz już mamy, zmieniamy aranżacje.

CZWARTEK, 9 listopada. Niebo, ul. Nowy Świat 21. Początek o godz. 20. Bilety 59 zł i 69 zł.

Algiers

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.