POLA NA 200%

Gazeta Wyborcza - CJG - - PIERWSZA STRONA - ŁUKASZ KAMIŃSKI

Nie lubi mówić o sobie, woli, żeby przemawiała za nią muzyka. A ta jest najwyższej próby popem, intrygująco przebojowym, tajemniczym, o wielkim ładunku emocjonalnym. W sobotę w Grizzly Gin Barze podczas koncertu w ramach Europejskich Targów Muzycznych „Co Jest Grane 24” wystąpi Pola Rise.

Wystarczy chwila rozmowy, by przekonać się, że jej cierpliwość jest równie intensywna jak miłość do muzyki. Zaczynała już trzy lata temu, a w 2015 roku ukazał się jej pierwszy minialbum „The Power of Coincidence” (z tytułem bardzo przekornym, jeśli wziąć pod uwagę, jak wielką wagę Pola przywiązuje do szczegółów, metodycznej pracy, dopracowania wszystkiego nie na 100, ale na 200 procent). Przez ostatnie trzy lata Pola podróżowała po świecie, koncertując w Polsce i za granicą oraz pracując nad pełnoprawnym debiutem. Premiera płyty planowana jest na 12 stycznia, w najbliższy piątek do sieci trafi nowa piosenka „Fear”, a w niedzielę będzie można obejrzeć do niej teledysk.

Pola Rise wystąpi na jednym z koncertów Europejskich Targów Muzycznych „Co Jest Grane 24”. W sobotę w Grizzly Gin Barze podczas koncertu „>>Wysokie Obcasy<< prezentują” usłyszeć też będzie można Natalię Nykiel, duet Last Blush oraz Bovską.

ROZMOWA Z POLĄ RISE

Łukasz Kamiński: Jesteś jedną z nielicznych artystek, które dość pilnie strzegą swojej prywatności. To twój pomysł na karierę czy może odruch obronny?

Pola Rise: Całe swoje siły wkładam w to, by zwrócić uwagę na swoją muzykę, a nie na siebie. To muzyka jest najważniejsza, na niej się skupiam i bardzo bym chciała, żeby tak myśleli też moi słuchacze. Po to wymyśliłam pseudonim, żeby oddzielić życie artystyczne od prywatnego.

Na początku kariery taka postawa jest w miarę łatwa do obronienia. Z każdym kolejnym koncertem, płytą, wywiadem, spotkaniem z fanami będzie jednak coraz trudniej. Muzyka to będzie zajęcie 24 godziny na dobę.

Zobaczymy, czy się uda, na pewno będę próbowała. To niesłychanie ważne dla mnie, żeby muzyka była na pierwszym miejscu. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła odwracać od niej uwagę moimi prywatnymi sprawami. A ty nigdy nie interesowałaś się prywatnym życiem swoich ulubionych artystów?

Muszę się przyznać, że przez kilka miesięcy żyłam rozstaniem Damiena Rice’a i Lisy Hannigan. Nie mogłam uwierzyć, że ich związek się rozpadł, czytałam na ten temat każdy artykuł. Ale to jeden z naprawdę nielicznych wyjątków!

Podczas pobytu na Islandii udało ci się wręczyć Björk swoją płytę. Ona jest jedną z tych artystek, które zbudowały swój świat nie tylko z muzyki, ale też obrazów, zdjęć, filmów, ostatnio nawet wirtualnej rzeczywistości. Dla ciebie strona wizualna również jest ważna. Na ile to maska, a na ile przedłużenie muzyki?

Jedno i drugie. Na początku w ogóle nie chciałam pokazywać twarzy, chowałam się za cekinami, makijażem. Czułam się wtedy bezpieczniej, lepiej. Później zaczęłam się otwierać, choć, tak jak już mówiłam, to muzyka jest najważniejsza, strona wizualna jest jedynie jej uzupełnieniem, przedłużeniem.

Czy będziesz tak jak Björk budować własne baśniowe światy?

Bardzo mi się podoba takie podejście, ale jeszcze nie na tym etapie mojej kariery. Na razie dążę do upraszczania wszystkiego, trzymania się surowej formy.

Czy angielski, w którym śpiewasz, też jest zasłoną? Wielu artystów przechodzi na polski, odnajduje urok w tych naszych szelestach.

Trudno mi śpiewać własne teksty. Stąd angielski, za którym mogę się schować. Ale skłaniam się do języka polskiego, potrzebuję jednak trochę czasu.

Nagrywając nową płytę, zdrowo się napodróżowałaś!

Kiedy zaczynałam podróż, która była ściśle związana z nagrywaniem płyty, czułam, że potrzebuję jak największej ilości bodźców. Zostawiałam moje codzienne życie, odcinałam się od niego, by jak najbardziej otworzyć się na to, co nowe, nieznane. Kiedy wróciłam do Polski, zdałam sobie jednak sprawę, że ta cała moja podróż była pewnego rodzaju ucieczką i poszukiwaniem na drugim końcu świata czegoś, co ostatecznie musiałam znaleźć w sobie. Podczas podróży sporo też koncertowałaś – od Seulu po Sardynię. Spotkałaś ludzi o odmiennej wrażliwości, poczuciu estetyki.

Każda publiczność była inna. W Korei, co mnie zaskoczyło, ludzie byli zamknięci, żyli w swoim wirtualnym świecie, koncert oglądali przez pryzmat swoich telefonów. To było dla mnie dość trudne, nie czułam wsparcia, nie miałam pojęcia, czy podoba się im mój występ, czy nie. Potem na YouTubie pojawiło się mnóstwo nagrań z koncertu, dostaliśmy też dużo wiadomości na Facebooku, że bardzo im się moja muzyka podoba. Później grałam na Sardynii. Po początkowej niepewności zapanował szał. Po trzeciej piosence ludzie krzyczeli, że mnie kochają, po czwartej, mimo że nie znali słów, śpiewali razem ze mną! To było skrajnie odmienne doświadczenie od tego w Seulu.

Na okładce tego numeru „Co Jest Grane 24” stoisz obok Natalii Nykiel, Doroty Morawskiej z duetu Last Blush. Czy czujesz się częścią sceny współczesnego polskiego popu?

Mam wrażenie, że kiedyś panowała większa konkurencja. Teraz czuję wsparcie od młodych artystów. Po wydaniu pierwszego singla z nadchodzącej płyty dostałam dużo wiadomości, nawet od artystów, których osobiście nie znam. Choć skupiam się przede wszystkim na mojej muzyce, to nie mam problemu z tym, żeby chwalić innych, zachwycać się otwarcie ich muzyką. Co więcej, skoro zostałam zamknięta w szufladce z napisem elektronika, postanowiłam podczas koncertów postawić wyłącznie na klasyczne instrumenty, smyczki, pianino, perkusję, gitary. Ktoś mnie nawet ostatnio zapytał, czy naprawdę się da grać moją muzykę na instrumentach. Da się. Twoja płyta jest już gotowa prawie od roku. Z jej premierą czekasz jednak do 12 stycznia. Dlaczego?

Bardzo mnie kusi oczywiście, żeby wypuścić już płytę, nie trzymać jej w szuf ladzie. Ale boję się też trochę ją spalić. Chciałabym, żeby przed premierą ludzie mieli szansę osłuchać się z singlami, obejrzeć teledyski. To dla mnie ważne, żeby wszystko było dopracowane na 200 procent.

Płyta ukaże się na trzy dni przed najbardziej depresyjnym dniem w roku, czyli tzw. blue monday.

No to ożywimy ponury styczeń!

SOBOTA, 11 listopada. Grizzly Gin Bar, ul. Wilcza 46. Początek o godz. 19. Bilety 49 zł i 59 zł.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.