ROCKOWA ARMIA WHITE’A

Gazeta Wyborcza - CJG - - /TO JEST GRANE -

Podbił serca polskich fanów już swoim pierwszym koncertem w Polsce – podczas występu z zespołem The White Stripes naprawdę płynnie brzmiącą polszczyzną przedstawił się: „Jestem Jack White i jestem z Polski”. To było ponad dekadę temu, od tego czasu wracał kilkakrotnie, w różnych muzycznych odsłonach, projektach. Teraz przyjeżdża z programem, w którym wymieszał swoje największe przeboje – te nagrane z The White Stripes, The Raconteurs, The Dead Weather i te pochodzące z solowych albumów. Wystarczy zerknąć na jego ostatnie występy, by znaleźć tam całą feerię świetnych kompozycji – oto niektóre z nich.

„OVER AND OVER AND OVER” – od tej kompozycji Jack White zaczyna ostatnio swoje występy – chociaż w sierpniu podczas koncertu w Las Vegas na przywitanie zagrał „Kick Out the Jams” MC5, jedną z najlepszych muzycznych bomb w całej historii muzyki popularnej (gdyby tak się pokusił o taki początek w Polsce…). Jeśli zacznie od „Over and Over and Over” to rzecz jasna też będzie miło, bo ta kompozycja utrzymana w ognistej blues & rockowej konwencji i zadziorności ma w sobie coś ze starych nagrań White Stripes.

„LOVE INTERRUPTION” – folkowa bluesowa ballada, która była pierwszym singlem z debiutanckiej solowej płyty artysty, wydanej w 2012 roku „Blunderbuss”. Odarta z ozdobników, prosta, ocierająca się o szkic, utrzymana w formie dialogu (do którego White ma ewidentną słabość), nagrana została z udziałem pochodzącej z Ghany wokalistki Ruby Amanfu. Z tekstem przekornym wobec melodii („Pragnę, by miłość przejechała po mnie powoli, wbiła we mnie nóż i powoli go przekręcała) „Love Interruption” jest małą perłą w dyskografii artysty.

„I CUT LIKE A BUFFALO” – nie sposób sobie wyobrazić koncertu, w którym White gra swoje przeboje, a pomija ten nagrany z grupą The Dead Weather. Określenie „I Cut Like a Buffalo” ma kilka slangowych znaczeń, z którymi artysta sobie w tej kompozycji igra, odwołuje się zarówno do konotacji zmysłowych, seksualnych, jak i tych mówiących o twardości mięśni i harcie ducha. Napięcia całości dodaje też fakt, że przy mikrofonie White’owi towarzyszy Alison Mosshart z The Kills. Od napięcia spektakularnie iskrzy.

„RESPECT COMMANDER” – tą piosenką artysta zaskoczył niejednego fana. Po latach grania muzyki, która była silnie zakotwiczona w estetyce bluesowej, rockowej, garażowej, White wdał się we f lirt z elektroniką, ale nie po to, by nagrać stadionowy w chwytliwości przebój, tylko graniczącą z jazzową awangardą piosenkę, wywołującą niepokój i fascynującą jednocześnie. Jest w „Respect Commander” miejsce na improwizacyjny chaos, jest i surowa dyscyplina – to jedna z tych kompozycji, która jest koncertowym kameleonem, wybrzmiewa zgodnie i w harmonii z nastrojem White’a, czyli albo hipnotyzuje melodią, albo wbija w ziemię swoją mocą. „I’M SLOWLY TURNING INTO YOU” – Jack White jest mistrzem układanek. Tę ułożył z gitarowego, lekko rozhisteryzowanego, rwanego riffu, klasycznie brzmiących organów, refrenu przypominającego warkocz posplatanych głosów. Wszystko to oddaje nastrój tekstu poświęconego związkowi dwóch osób, które przeglądają się w sobie jak w lustrze, dostrzegając podobieństwa i różnice, ale też te cechy, które para sobie nawzajem nieświadomie podbiera i przejmuje. „I’m Slowly Turning Into You” raz przyspiesza, raz kołysze – trzyma w napięciu przez swoje cztery i pół minuty.

„STEADY, AS SHE GOES” – kolejny rockowy klasyk, rozbrykany, przebojowy, arcychwytliwy. To pierwszy przebój kapeli White’a The Raconteurs, wydany w 2006 roku. Przy całej swojej wybuchowości piosenka poświęcona jest nieczęstej w rockowej bibliotece tematyce małżeństwa, ustatkowania się, zamiany życia bez większych zobowiązań na życie stateczne. Według samego artysty kompozycja jest pytaniem, czy małżeństwo jest początkiem nowej drogi czy aktem poddania. Nie tylko fanom „Steady, As She Goes” wpadło w ucho. Po piosenkę sięgali też inni artyści, w tym Adele.

Co łączy Adele i włoskich kibiców piłkarskich? Jack White i jego muzyka, w której zaklęte są ballady i rockowe petardy, kompozycje opowiadające o żywiole miłości i spokoju małżeństwa. Jack White przyjeżdża do Polski na cztery koncerty, do Gdyni, Poznania, Warszawy i Krakowa, z całym arsenałem swoich przebojów, zarówno tych z płyt solowych, jak i tych nagranych z The White Stripes czy The Dead Weather.

„LAZARETTO” – tytułowy utwór z drugiej solowej płyty White’a z 2014 roku. Co ciekawe, tego samego dnia co premiera albumu do sklepów trafił singiel z wersją live piosenki „Lazaretto”. Na stronie B singla znalazła się piosenka Elvisa Presleya „Power of My Love” (nagrana w 1969 r., czyli na sześć lat przed urodzinami White’a). „Lazaretto” słusznie zebrało całą kolekcję laurek, krytycy zachwycali się nie tylko intensywnością kompozycji, ale też jej muzyczną swobodą, natychmiastową przebojowością i nawiązaniem do tradycji rocka bez muzealnej martyrologii. Za przebój White został nagrodzony Grammy.

„SEVEN NATION ARMY” – od tej piosenki White może właściwie tylko zacząć swój występ (w prawdziwie hitchcockowski sposób) lub koncert zakończyć. Nagrany 15 lat temu utwór, jeszcze w czasach White Stripes jest jednym z największych rockowych przebojów wszech czasów. Fascynujący riff nie tylko wpada w ucho (i zostaje tam na zawsze), ale też pobudza wyobraźnię. Piosenkę wykorzystywali nie tylko reżyserzy czy twórcy gier wideo, ale sportowcy i politycy – od Donalda Trumpa (ku obrzydzeniu White’a), po włoskich fanów piłki nożnej (ku zadowoleniu White’a), którzy ciesząc się z mistrzostwa świata w 2006 roku, wyśpiewywali melodię „Seven Nation Army” na ulicach Włoch.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.