JEFF BRIDGES – WIELKI LUZAK

Gazeta Wyborcza - CJG - - /KINO - PAWEŁ MOSSAKOWSKI

W weekend do kin trafi thriller Drew Goddarda „Źle się dzieje w El Royale”. Akcja rozgrywa się w podupadłym hotelu, do którego pewnej nocy przybywa siedem osób, każda ze swoim sekretem. Jednym z „tajemniczej siódemki” jest ksiądz grany przez Jeffa Bridgesa – i jego obecność jest tu dla mnie największym magnesem.

Jest to nie tylko świetny aktor, ale też oryginalny i „niehollywoodzki” człowiek – wyluzowany i bezpretensjonalny. Ma też ujmująco niefrasobliwy stosunek do własnej kariery zawodowej. Gdy mówi, że nie zależy mu na sławie i zaszczytach, nie jest to aktorska – zaświadcza to swoim postępowaniem. Rzadko bywa na oficjalnych hollywoodzkich przyjęciach, które służą głównie do załatwiania zawodowych interesów. Jest rekordzistą świata, jeśli chodzi o liczbę odrzuconych ról: ich lista jest niemal równie długa jak tych, które łaskawie przyjął. Czasami odmawiał wprost, czasem domagał się zmian w scenariuszu lub nierealnego honorarium – jak malarz, który tak naprawdę nie ma ochoty sprzedawać obrazu, więc stawia zaporową cenę – i marudził tak długo, aż producenci dawali mu spokój. W wywiadach często przyznaje, że jest człowiekiem leniwym, który zamiast się męczyć na planie, woli pobyć z ukochaną żoną, spotkać z przyjaciółmi lub pograć na gitarze.

Mimo tego legendarnego już grymaszenia jego dorobek aktorski jest znaczny, obejmuje 90 ról filmowych. Przy całym zróżnicowaniu jego postaci mają pewien podobny rys. Są to na ogół faceci zdystansowani wobec świata, nieco f legmatyczni – tak jakby aktor użyczał im porcji swojego „prywatnego” luzu. Często były to role znakomite, ukochane przez publiczność i cenione przez krytykę, Bridges jednak długo nie mógł doczekać się oficjalnego uznania ze strony Akademii. Owszem, co pewien czas otrzymywał nominację do Oscara (choć np. za Kolesia z „Big Lebowskiego” nie dostał), ale na niej się kończyło. Być może jego styl gry nie wszystkim odpowiadał, ale bardziej chyba chodziło o ostentacyjne bagatelizowanie splendorów. Koniec końców jednak złotą statuetkę otrzymał, za rolę zresztą wcale nie najwybitniejszą – starzejącego się piosenkarza country w „Szalonym sercu” (2009). Lepiej późno niż wcale.

Polscy widzowie zapewne pamiętają go z filmów takich jak „Wspaniali bracia Baker”, „Fisher King”, „Bez lęku”, „Ukryta prawda”, „Niepokonany Seabiscuit”, „Iron Man”, „Tron: Dziedzictwo”, „Prawdziwe męstwo” i wielu innych (wymieniam tylko tytuły z ostatniego 30-lecia). Ostatnio widzieliśmy go w „Aż do piekła” (2016) jako odchodzącego na emeryturę teksaskiego rangera (nominacja do Oscara) oraz w „Kingsman: Złoty krąg” (2017). Teraz kolej na „Źle się dzieje w El Royale”.

Jeff Bridges w filmie „Źle się dzieje w El Royale”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.