PRZEGLĄD FILMÓW BERGMANA, CZYLI DLACZEGO WARTO DZIŚ OGLĄDAĆ SZWEDZKIEGO MISTRZA

Gazeta Wyborcza - CJG - - /W MIEŚCIE -

PAWEŁ MOSSAKOWSKI

POD PATRONATEM trendy w kinematografii, reżyser często jest „człowiekiem do wynajęcia”, kimś, kto ma zrealizować cudzy scenariusz, niekoniecznie mówiący o sprawach rzeczywiście go interesujących czy dotykających. U Bergmana odwrotnie: prawie wszystkie filmy mniej czy bardziej pośrednio odnoszą się do jego życia – albo dzieciństwa, wyraźnie to życie determinującego.

Było to skądinąd dzieciństwo koszmarne: niekochający się rodzice, ojciec tyran i despota, z upodobaniem stosujący kary cielesne (plus zamykanie w ciemnej komórce) itd. I niestety pozostawiające głęboki ślad na przyszłym życiu autora „Jesiennej sonaty”: wychowany w rodzinnym piekle, nienauczony miłości Bergman nie był czułym mężem (może z wyjątkiem ostatniego związku), dzieci zaniedbywał, skupiał się niemal wyłącznie na swojej sztuce. Ale był świadomy swoich emocjonalnych deficytów i swojej w i n y, i owa odsuwająca wszystko na dalszy plan sztuka była zarazem formą rozliczenia się z własną niedoskonałością, własnym ponurym dzieciństwem, własnym niezbyt szczęśliwym życiem. czy „Fanny i Aleksander”. Przecież nawet pozornie odległa, rozgrywająca się w średniowieczu „Siódma pieczęć” była obłaskawieniem lęku przed śmiercią, który naznaczył jego młodość.

Po drugie. Kino współczesne jest psychologicznie raczej powierzchowne, niedociekliwe, charakteryzujące swoich bohaterów na tyle, na ile pozwala to wytłumaczyć ich postępowanie. Nie cierpi solenności („to nudziarstwo”), lubi też łamać uczuciową tonację czy gatunkową konwencję. Filmy Bergmana zaś to na ogół bardzo głębokie, introspekcyjne dramaty psychologiczne: cóż, terapia może być skuteczna tylko wtedy, gdy będzie się duszę drążyć do spodu… I bardzo, bardzo serio – ich powaga bywa aż jednostronna, prowokująca do pastiszowego przedrzeźniania. Ale w czasach ogólnego rozchichotania w spiżowym tonie Bergmana jest coś czystego i szlachetnego, zaś w mojej prywatnej hierarchii gatunków porządny dramat psychologiczny to najlepsze, co może nam zaoferować kino.

Po trzecie. Rewolucja, jaka dokonała się w kinie gdzieś na przełomie lat 70. i 80., wywołała zasadnicze zmiany w rytmie i tempie filmowej narracji. Opowiadanie gwałtownie przyśpieszyło: ambicją twórców stało się (rzecz trochę przejaskrawiam) umieszczenie maksymalnej liczby wydarzeń w jednostce czasu. Pod tym względem Bergman pozostaje bardzo „staroświecki” – nigdzie się nie śpieszy, jest powolny i wręcz majestatyczny. Ach, te „przetrzymane” zbliżenia twarzy, na których toczą ze sobą bój sprzeczne emocje, te przesuwające się za plecami cienie, te wyskakujące z głębi ekranu tarcze zegarów z wolno obracającymi się wskazówkami… W wykonaniu mniej utalentowanych twórców ten sposób opowiadania może być absolutnie nieznośny, wywołujący zrozumiały odruch zniecierpliwienia lub nieopanowaną senność. Ale gdy stosuje go prawdziwy Mistrz (nie tylko zresztą Bergman), efekt jest nie nasenny, ale hipnotyzujący. Jego „uważność” udziela się widzowi i są to momenty, gdy można uwierzyć, że film jest prawdziwą sztuką, niegorszą od malarstwa czy muzyki. Polecam filmy szwedzkiego sztukmistrza.

Bergman 100, Kino Muranów, ul. Andersa 5. Przegląd potrwa do 17 października. Program: www.kinomuranow.pl

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.