KOMPOZYTOR, DZIĘKI KTÓREMU LATAJĄ ROWERY I MIOTŁY

Gazeta Wyborcza - CJG - - /W MIEŚCIE - ŁUKASZ KAMIŃSKI

John Williams samą tylko ścieżką dźwiękową tego filmu przeszedł do historii. A to przecież tylko wycinek jego potężnej kariery wypełnionej wspaniałymi kompozycjami do cykli przygód Harry’ego Pottera czy Indiany Jonesa, do takich filmów, jak „JFK”, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, „E.T.”, „Czarownice z Eastwick”, „Lista Schindlera” czy „Jurassic Park”. Za swoją twórczość był wielokrotnie nagradzany – jego półki uginają się od 24 Grammy, siedmiu nagród BAFTA, pięciu Oscarów, czterech Złotych Globów. Do Oscara nominowany był ponad 50 razy i w tej kategorii ustępuje tylko Waltowi Disneyowi, a niedługo go pewnie przeskoczy – odbierając dwa lata temu nagrodę Amerykańskiego Instytutu Filmowego za całokształt twórczości 84-letni Williams powiedział „Bardzo dziękuję za wyróżnienie, ale jestem na nie chyba jeszcze trochę za młody”. Kiedy pracował nad muzyką do „Gwiezdnych wojen”, Williams miał ponad czterdzieści lat. Był już uznanym kompozytorem z całą kolekcją ścieżek dźwiękowych i dwoma Oscarami na półce – za „Skrzypka na dachu” i „Szczęki”. Jego muzyka towarzyszyła nie tylko filmom, ale również serialom, w tym świetnym, w Polsce niestety raczej nieznanym, jak „Wyspa Gilligana” czy „Zagubieni w kosmosie”.

W zeszłym roku „New York Times” opublikował artykuł, w którym przedstawił inspiracje Williamsa, muzykę wielkich kompozytorów, która miała wpływ na ścieżkę dźwiękową sagi – inspiracje Strawińskim, Mozartem, Holstem, Wagnerem przebłyskują, mienią się czasem dyskretnie, ledwo zauważalnie, a czasem są wyraźne. Nie można też zapominać o jazzie, który przecież pojawia się w klasycznej scenie w szemranej kantynie w mieście Mos Eisley. Lokalna kapela gra tam muzykę, która stanowi połączenie swingu Benny’ego Goodmana z klimatem afrokaraibskim.

Rozpoczynając pracę nad muzyką do „Gwiezdnych wojen” w połowie lat 70., Williams, jak sam przyznawał, nie miał pojęcia, jak historia się potoczy, był przekonany, że komponuje ścieżkę do filmu, który będzie co prawda świetny, ale którego żywot potrwa kilka tygodni, a potem przeminie. Sama praca nad nagraniem trwała około tygodnia, Williams z George’em Lucasem spotykali się na kilkudniowy maraton, by dopracować szczegóły, dopasować dźwięk do obrazu – choć Lucas miał w zwyczaju nie zdradzać wszystkiego, trzymał przed kompozytorem w tajemnicy kilka faktów, m.in. to, że Vader jest ojcem Luke’a, czy to, że Luke jest bratem Lei (podobno Williams miał nawet w głowie pomysł na dźwiękową ilustrację gorącego romansu między Lukiem a Leią, dopóki, rzecz jasna, nie poznał prawdy).

NIECH MOC POPKULTURY BĘDZIE Z WAMI

Sobotni koncert na Torwarze to kolejne wydarzenie, podczas którego kinomani mogą posłuchać muzyki filmowej w orkiestrowym wykonaniu. Tym razem będzie to ceniona Praska Orkiestra Symfoniczna (nazywana też skrótem FOK – film, opera, koncert). Założona na początku lat 30. przez dyrygenta Rudolfa Pekáreka od początku współpracowała z czeską filmografią. Po raz pierwszy w Polsce wystąpiła jeszcze pod koniec lat 50. Do Polski orkiestra przyjeżdża z dyrygentem Christophem Eliotem, a koncertowi towarzyszyć będzie projekcja filmu.

Wpływ „Gwiezdnych wojen” na kulturę, popkulturę, politykę, naukę, kuchnię czy nawet religię jest przepotężny, regularnie poświęca się im prace naukowe. Do sagi odwoływali się Ronald Reagan, Banksy. Jedna z francuskich sieci restauracji podawała Darth Burgera, a firma produkująca systemy nawigacji GPS wykorzystywała głosy Vadera i Yody (notabene dwóch ulubionych bohaterów Williamsa) w swoich produktach. Cytaty – „Niech moc będzie z tobą”, „imperium zła” czy „Luke, jestem twoim ojcem” - weszły do kanonu językowego. „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja” były pierwszym wysokobudżetowym filmem przetłumaczonym na język Indian Nawahów. Tę wyliczankę można ciągnąć w nieskończoność. Nie można też, rzecz jasna, pominąć muzyków. W swoich piosenkach „Gwiezdne wojny” cytowali m.in. Beastie Boys, Kanye West, Justin Bieber, Red Hot Chili Peppers, Kazik czy Queen (Freddie Mercury przekornie, bo podobno był fanem sagi, śpiewał: „»Szczęki« do mnie nie przemawiają, Ja nawet nie lubię »Gwiezdnych wojen« (…) Nie wierzę w Piotrusia Pana, Frankensteina czy Supermana”).

Ale największą siłą i triumfem „Gwiezdnych wojen” i muzyki Williamsa jest w końcu to, że od ponad 40 już lat działa na wyobraźnię kolejnych pokoleń, że złowieszczy dźwięk odpalanego miecza świetlnego (iluż młodych ludzi łamało sobie język, by go jak najwierniej naśladować podczas zabawy!), trele R2-D2 czy w końcu motyw przewodni sagi wciąż wywołują ciarki, uśmiech i fascynację. Doskonale to ujął wieloletni przyjaciel i współpracownik Williamsa Steven Spielberg (reżyser pracował z kompozytorem przy prawie 30 filmach): „Bez niego nie latałyby rowery ani miotły podczas meczów w quidditcha, ani faceci w czerwonych pelerynach. Nie byłoby mocy, a dinozaury nie chodziłyby po ziemi. Bez niego nie marzylibyśmy, nie szlochali, nie wierzyli”.

Najpierw Oscar, Złoty Glob, nagroda BAFTA, trzy Grammy. Niecałe 30 lat później Amerykański Instytut Filmowy uznaje muzykę do „Gwiezdnych wojen. Nowej nadziei” za najlepszą ścieżkę dźwiękową w historii. Genialną muzykę Williamsa do „Nowej nadziei” w wykonaniu Praskiej Orkiestry Symfonicznej pod batutą Christophe’a Eliota usłyszymy w sobotę na Torwarze.

Koncert „Gwiezdne wojny. Nowa nadzieja” – SOBOTA 13 października. Torwar, ul. Łazienkowska 6a. Początek o godz. 20. Bilety od 149 zł.

„Gwiezdne wojny. Nowa nadzieja”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.