OFIARĄ, JAK ZWYKLE, PADŁA KOBIETA

Gazeta Wyborcza - CJG - - /MUZYKA - ANNA S. DĘBOWSKA

POD PATRONATEM „Manru” powraca w nowej inscenizacji po ponad 25 latach nieobecności na narodowej scenie. Żadna z polskich oper nie zrobiła tak zawrotnej kariery, chyba że doceniony na świecie w ostatnich latach „Król Roger” Karola Szymanowskiego.

„Manru” to jedyna polska opera, którą zagrano w Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Grano ją także w Filadelfii, Bostonie, Pittsburghu i Baltimore, a w Europie – w Pradze, Kolonii i Zurychu. Wszystko to na fali niezwykłej popularności jej twórcy, Ignacego Jana Paderewskiego.

PADEREWSKI – SELF-MADE MAN

Na przełomie XIX i XX wieku Paderewski uważany był za jednego z największych wirtuozów fortepianu. Ameryka szalała na jego punkcie, on sam wspominał w swoich pamiętnikach, jak to w małych amerykańskich mieścinach, w których koncertował, na stacji kolejowej ustawiały się komitety powitalne na jego cześć, a prostoduszni mieszkańcy Nowego Świata zabiegali o uściśnięcie prawicy rudowłosego asa klawiatury. Amerykanie uwielbiali Paderewskiego, bo był prawdziwym self-made manem, człowiekiem sukcesu i wytrwałej pracy, urodzonym artystą i dżentelmenem. Nic więc dziwnego, że jego jedyna opera wzbudziła na początku XX wieku duże zainteresowanie, jednak po pierwszych sukcesach słuch o niej zaginął. W Polsce wystawiano ją po wojnie w Poznaniu, Łodzi, Bydgoszczy i dwukrotnie w Warszawie, ostatnio w 1991 roku.

Przyszedł czas na powrót. Impulsem jest stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, tym bardziej że Paderewski był współautorem tego sukcesu, a w 1919 roku został nawet premierem i ministrem spraw zagranicznych odrodzonej ojczyzny. Jak jednak podkreśla Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Opery Narodowej, teatr powróciłby do „Manru” niezależnie od tej wielkiej rocznicy: „Głęboko wierzę w wartość tego dzieła – w sens opowieści, która jest bardziej aktualna dzisiaj niż w ciągu ostatnich dekad, i w piękno muzyki” – mówi Dąbrowski.

OBYWATEL ŚWIATA

„Manru” była wyrazem kompozytorskich aspiracji słynnego pianisty. To z pewnością najbardziej ambitne dzieło Paderewskiego i jedyna w dorobku opera, w której próbował połączyć styl włoskiej opery werystycznej z dramatem wagnerowskim. Prawykonanie odbyło się 29 maja 1901 roku w Dreźnie, z niemieckim librettem wiedeńczyka Alfreda Nossiga, który przyjaźnił się z Paderewskim, a sięgnął po powieść Ignacego Jana Kraszewskiego „Chata za wsią”. Miesiąc później wystawiono ją we Lwowie, tym razem po polsku, w przekładzie Stanisława Rossowskiego. Wydaje się, że Paderewskiemu odpowiadał kosmopolityczny charakter tej opery – był już wtedy od dawna obywatelem świata.

POCZUCIE OBCOŚCI RODZI LĘK, A NASTĘPNIE AGRESJĘ

O czym jest „Manru”? O mężczyźnie, który nie wiedział, czego chce, a ofiarą jego niezdecydowania, jak zwykle, padła kobieta. Manru jest Cyganem, który ożenił się z wieśniaczką Ulaną – za tę miłość oboje musieli zapłacić wysoką cenę wykluczenia ze swojej wspólnoty. Matka Ulany nie chce przyjąć rodziny córki pod swój dach. Manru, który chciałby porzucić Ulanę i wrócić do taboru, również jest tam niemile widziany. Gdy jednak cygańska krew bierze w nim górę, dokonuje wyboru, który doprowadza do tragedii.

Reżyser Marek Weiss dostrzegł w tej opowieści dużo aktualności: „Ona uczy, że poczucie obcości, wszystko jedno jakich społeczności wobec siebie, rodzi lęk, następnie agresję, która prowadzi do najgorszych rzeczy. Tylko akceptacja każdego innego prowadzi do rozsądnego świata i takie jest przesłanie »Manru«, które starałem się przekazać” – powiedział reżyser.

W tytułowej roli wystąpi słowacki tenor Peter Berger – to w jego wykonaniu usłyszymy miłosną arię Manru z II aktu „Jako gdy słoneczko do mnie śmieje się/ tak ja całym serce kocham, kocham cię”. W Ulanę wcieli się Ewa Tracz (sopran), która miesiąc temu we wspaniałym stylu wygrała I Międzynarodowy Konkurs Muzyczny im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, wyróżniła się także w ubiegłym sezonie w Operze Narodowej jako Micaela w „Carmen” w reżyserii Andrzeja Chyry. Jako szczerze zakochany w niej karzeł Urok wystąpi Mikołaj Zalasiński (baryton). Opera zabrzmi pod batutą Grzegorza Nowaka.

Opera Narodowa rozpoczyna nowy sezon artystyczny premierą „Manru” Ignacego Jana Paderewskiego w reżyserii Marka Weissa. To przykład opery sławnej, której muzyka nie jest jednak często grywana.

Premiera w PIĄTEK, 12 października, godz. 19,

Teatr Wielki – Opera Narodowa, bilety: 60, 150, 220 i 260 zł. Następne spektakle: 14 i 16 października.

W Ulane wcieli się Ewa Tracz (pośrodku)

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.