ROMAN KOSECKI

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Kasa Posła -

ciłem zwitek lirów kibicom, którzy stali przed klubem, gazety to opisały. I następnego dnia dostałem wypłatę w dolarach.

Kibice pana pokochali.

– Zależy. W klubie były dwa autokary. Piękny, którym wracaliśmy z wygranego meczu. A po przegranym wracało się okratowanym autobusem, bo rzucali kamieniami w szyby i trzeba było się kłaść na podłodze.

Ale zdobyłem Puchar Turcji, zostałem wybrany na najlepszego zawodnika finału. I przeniosłem się do Hiszpanii. A Legia dostała kolejne pieniądze. 2 mln 300 tys. dolarów.

A pan?

– 30-40 tys. dolarów miesięcznie. Grałem wHiszpanii, Francji, a na koniec w Chicago Fire, zdobyliśmy mistrzostwo USA. Tam rocznie zarabiałem 300 tys. dolarów.

Chyba trudno to wydać.

– Kupiłem 100-letni dom w Konstancinie, odrestaurowałem. Dom w Zakopanem, bo przypomina mi obozy treningowe kadry w Tatrach. Założyłem wKonstancinie klub piłkarski, kupiłem ziemię iwybudowałem boiska. Klub to hobby, nazywa się Kosa Konstancin. 120 chłopaków, jednych rodzice przywożą mercedesami, inni przyjeżdżają z wiosek na starych rowerach i są zwolnieni ze składki. Żona się tylko złości, bo klub miał wychodzić na swoje, a w zeszłym roku dołożyłem 25 tys. złotych.

Nie myślał pan, żeby w coś zainwestować?

– Nie bawiłoby mnie to. Mnie kręci piłka. Wolę oszczędzać.

NAJMNIEJSZE MIESZKANIE

1. Augustyn Urszula,

PO, nauczycielka z Tarnowa – 37 m kw. (wartość 75 tys. zł) 2. Łatas Marek,

PiS, dyrektor szkoły w Myślenicach – 38 m kw. (wartość 150 tys. zł, współwłasność z żoną) 3. Rusiecki Jarosław,

PiS, wicedyrektor biblioteki w Ostrowcu Świętokrzyskim – 46 m kw. (wartość 60 tys. zł)

Ma pani najmniejsze mieszkanie w tej kadencji Sejmu.

Urszula Augustyn:

Miałam jeszcze mniejsze, 22 m. To po babci. W liceum z nią mieszkałam, a w klasie maturalnej zostałam wtym mieszkaniu sama. Zpięcioma filiżankami i pięcioma spodkami, to były resztki serwisu rodowego. Zaczęłam studia na polonistyce, zostałam nauczycielką w małej wiejskiej szkole (uczniów znało się po imieniu), wyszłam za mąż.

Kiedy mieszkanie zrobiło się za ciasne?

– Dla nas było akurat, bo nasze. Ale pojawiła się okazja. Piętro wyżej mieszkała starsza hrabina, która miała przyjaciółkę w Krakowie i szukała dla niej mieszkania w pobliżu. Syn znajomej mamy mieszkał z kolei na 37 m, ale chciał się przenieść do Krakowa. I dogadaliśmy się: przyjaciółka hrabiny do nas, do jej mieszkania syn znajomej, a my poszliśmy na te jego 37 m.

Zdobyliśmy meblościankę Łódź, krzyk mody, ale zauważyłam, że jak się rozsunie szafę i segment, to można między nimi zrobić półki na książki. A mąż wymyślił w przedpokoju wielki pawlacz – podwieszony sufit z włazem na środku. Urocze mieszkanko wyszło.

A rok później urodziła nam się córka.

Czyli znów ciasno.

– Nawet się przyzwyczailiśmy. Chociaż raz, jak mąż przyniósł na święta dwumetrową choinkę – żeby dzieci zobaczyły, jak powinna wyglądać prawdziwa choinka – to zrobił się taki ścisk, że ławę i fotele trzeba było wynieść do drugiego pokoju.

Chcieliśmy zamienić mieszkanie na większe, ale mieliśmy oferty tylko z mrówkowców. 11 pięter, 11 klatek. Jak ludzie mogą tam mieszkać? Do tego szkoła na 2,5 tys. dzieci, wszystkie anonimowe. Raz byłam w takim mieszkaniu u jednego z moich uczniów, wiatr wiał tak, jakby ktoś gary po dachu rozrzucał.

A gdyby tak zbudować dom?

– Mamy przyjaciół, którzy nigdzie nie jeżdżą, tylko budują. A my, z moją pensją nauczycielską i męża z MPK, potrafiliśmy pojechać do Kijowa, Bratysławy, Pragi, Wiednia. Brało się zupki w torebkach i jechaliśmy na weekend zobaczyć inny świat.

Ale nie mieszkacie już na tych 37 m.

– W 2001 roku mąż wyremontował 52-metrowe mieszkanie znajomemu, który większość czasu spędza za granicą, aw Tarnowie chętniej przemieszkuje z mamą. Znajomy powiedział, że możemy sobie mieszkać w tym, co wyremontowaliśmy.

W nowym mieszkaniu poczuliśmy taki luz, że kupiliśmy żółwia i kota.

Nie myśli pani, żeby teraz kupić mieszkanie?

– Kupić? Teraz najwyżej łatwiej byłoby wziąć kredyt. Ale wolę pojechać z Augustynem na wycieczkę do Izraela, niż spłacać raty. Pewnie wydamy na to ze dwa metry kwadratowe mieszkania.

Pani poseł, ale czy to wypada się tak gnieść?

– Mówi pan zupełnie jak koledzy, którzy pytają, kiedy posłanka wreszcie zmieni tę ciężarówkę. Chodzi o citroëna berlingo. A ja lubię ten samochód, bo wszystko na wakacje mi się w nim mieści. I jeżdżę bez stresu. Za to koledzy drżą, że im ktoś zarysuje te czarne limuzyny.

Wiem, że klasę należy zachować. Dlatego chodzę do fryzjera, wysławiam się poprawnie, dobrze ubieram. Ale co kogo obchodzi, ile mam pokoi w domu?

NAJDROŻSZE AUTO

1. Koźlakiewicz Mirosław,

PO, przedsiębiorca spod Płocka – jeździ mercedesem benz S 320 CDI L za 256 014 zł 2. Sikorski Radosław,

PO, z wykształcenia politolog, ekonomista i filozof, z zawodu dziennikarz, mieszka pod Bydgoszczą, obecnie minister spraw zagranicznych – jeździ volkswagenem phaeton za 153 000 zł 3. Żmijan Stanisław,

PO, inżynier, prezes Przedsiębiorstwa Drogowo-Mostowego w Międzyrzecu Podlaskim – jeździ audi A4 za 150 000 zł

Jeździ pan mercedesem, najdroższym w Sejmie. A pana pierwszy samochód?

MirosławKoźlakiewicz:

Mały fiat, rodzice mi go kupili w 1980 roku. Jeździłem nim z domu pod Płockiem do Krakowa, tam studiowałem. Jak przewoziłem walizki, to wyjmowałem przednie siedzenie. Ze znajomymi jeździliśmy do dyskoteki, sześć osób się mieściło. Bardzo dobry samochód, po latach oddałem go bratu.

I?

– I za własne pieniądze kupiłem poloneza. Ale po roku sprzedałem, bo ciągle się psuł. Następna była łada samara. W tym samochodzie było wreszcie

– największy ciułacz dewizowy

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.