ROZMOWA DUŻEGO FORMATU

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Rozmowa Dużego Formatu -

Pamiętam, że przed powrotem wzięłam LSD, od razu dwie piguły, bo nie wiedziałam, jak to działa, długo przebywałam w innym wymiarze. Na lotnisku w Warszawie byłam tak przerażona tym, co mnie czeka, że zostawiłam mamę z jej siostrą, a sama uciekłam. Pojechałam po Agatę, moją trzyletnią córkę, do teściów. Przez tydzień nie otwierałam nikomu drzwi. Mama została u siostry. W sierpniu 1973 roku, w moje 23. urodziny, wyjechałam z córką na stałe. Ojciec najpierw wysłał za mną list gończy, potem był moim pełnomocnikiem na sprawie rozwodowej.

Po wyjeździe włóczyłam się po Londynie, Niemczech, Danii, Szwecji. Miałam różnych facetów, ale chciałam być wolna, jak chcieli mnie zatrzymać, uciekałam w nocy.

Nie szkoda ci było studiów? Byłaś po trzecim roku ASP.

– Co rok zmieniałam pracownię.

Jako dziecko leżałam godzinami na brzuchu i malowałam, to było takie mantryczne spędzanie czasu, żeby się uspokoić. Malarstwo nie było dla mnie jednak czymś wielkim, było płaskie, ograniczone. Po LSD malowałam już tylko zielone tunele.

Na ASP było jak w średniowieczu, o niczym nowym nas nie informowano. Ważny był klub filmowy Wajdy, do tej pory pamiętam niesamowity film „Antonio das Mortes” Rochy, z którego inspirację czerpię nawet teraz, w moim nowym filmie „Psychole”.

Pamiętam, że przed wyjazdem z Polski dostałam kilka piątek, w tym z rzeźby, od Zemły.

Autora gigantycznego pomnika Powstańców Śląskich w Katowicach? Za co?

– Zamiast robienia rzeźby wzięłam moje rysunki, akty z Akademii i pojechałam do Wilanowa. Niedaleko pałacu znalazłam basztę, w której mieszkała para staruszków. Bardzo mnie zafascynowali. Jeździłam tam parę razy i zrobiłam dla nich wystawę, powiesiłam na płocie wszystkie moje rysunki modelek. Oni mnie obserwowali, ale z nimi nie rozmawiałam.

Moja mama przysłała mi ze Szwecji bardzo drogie farby, pigmenty akrylowe, wszystkie czerwone wysypałam do strumienia.

Zaprosiłaś kogoś?

– Tylko moją córkę. Sfotografowałam strumień z tymi czerwonymi pigmentami i pokazałam Zemle. Odczuwałam to jako coś nowego, wyzwalającego, po prostu zrobiłam to, a on mi postawił piątkę.

Tak naprawdę marzyłam o szkole filmowej, ale byłam nieśmiała. Poza tym wtedy było oczywiste, że jako dziewczyna nie mam szans.

Na Zachodzie realizowałaś się artystycznie? Pasowałaś?

– Na początku wydawało mi się, że będę. Byłam na kilkumiesięcznym sympozjum w Ubeboda prowadzonym przez Yoshio Nakajimę, gdzie byli najsłynniejsi artyści z Danii, Japonii, Niemiec. Potem zaproponowano mi niestety studiowanie w Valands Konstskola w Göteborgu.

To chyba dobrze.

– Tam byli stuprocentowi komuniści. Zaprosili mnie, bo byłam z komunistycznego kraju i myśleli, że przywiozę im prawdziwy ruski czy polski komunizm. Chcieli babochłopa i socrealistycznego malarstwa, a ja malowałam autoportrety, paliłam haszysz, ubierałam się na czarno tak samo jak moja córka. Chodziłyśmy obie na szpilkach, z czarnymi laskami. Trochę nam odwaliło, fakt. Mówili, że zachowuję się jak zrujnowana księżniczka.

Nie dali mi stypendium, bo myśleli, że naukę opłaci mi Polska.

A co było wcześniej na tym sympozjum, plenerze? Co tam pokazałaś?

– Śpiący kamień.

Znalazłam sobie kamień, na którym codziennie spałam. Poprosiłam ojca, żeby przysłał mi z Polski jakieś nasiona, posiałam je i wzdłuż kamienia wyrosła linia roślin.

Wszyscy zaczynali wcześnie rano pracę w kamieniołomach, w pocie czoła coś wykuwali, a ja spałam na kamieniu, piękne miejsce, świeże powietrze, przyroda. Moja córka skakała sobie w tym czasie po skałach.

Co chciałaś w ten sposób powiedzieć?

– Relaks, medytacja, spokój, pasywność, transcendent. Działam intuicyjnie, emocjonalnie.

Można by powiedzieć, że zaczęłam się w ten sposób wyrażać w performansie, ale właściwie to ja to samo robiłam od dziecka. Powodowało to zawsze agresję moich nauczycieli, ciotek i matek chłopców, z którymi byłam związana.

Zawsze robię to, co mogę w danym momencie zrobić, nie miałam przecież pieniędzy na jakąś wielką konstrukcję, jak np. Japończyk Kadonaga, który miał ojca milionera. Zbudował nad wielką górą gigantyczną konstrukcję, poustawiał tam lustra i sfilmował. Moją pracę wysoko oceniono. Zrobiłam tam jeszcze kilka performance’ów.

Uspokajających?

– Na ogół kończyły się moim wybuchem, zaczynałam ryczeć. Np. kiedy wielki bochen chleba, który był jakby moim dzieckiem, wpadł mi w błoto, dostałam ataku histerii, to nie był teatr, wyłam i słychać mnie było jak przez megafon.

Coś się chyba odblokowało.

– Mama miała problem z dotykiem, ojciec nie dotykał mnie, szczególnie odkąd miał nową żonę. Kiedy poznawałam pierwszych chłopców, to przy najlżejszym dotyku wydobywały się ze mnie dziwne dźwięki, jakieś nucenie, śpiewanie. Ci chłopcy, z którymi się dotykałam, bo to nie był seks, tylko dotyk, byli dość zaskoczeni. Stawałam się instrumentem, jak jakieś skrzypce, dotykasz i wydaje dźwięki.

W postpunkowej grupie The Miss Mess potrafisz wydać z siebie niezły krzyk.

– W Polsce nie mogłam w ogóle śpiewać, tzn. od momentu, kiedy nauczyciel wykrył, że fał-

Małga Kubiak – artystka undergroundowa, prowokacyjna, przez wielu odrzucana, w latach 1981-93 organizowała w Göteborgu Poetry Art – festiwal dedykowany ojcu, zmarłemu w 1979 r. poecie Tadeuszowi Kubiakowi. W 2003 r. wróciła do Warszawy, gdzie związała się ze słynnym klubem Le Madame. Występowała m.in. w Krakowie, Gdańsku, Ustce, Słupsku

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.