Księga kloszarda

Ja przychodzę z taką śmieszną sprawą. Chyba jestem w ciąży

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Witamy W Polsce - Marta Szarejko TEKST RYSUNKI Twożywo

Skargi i zażalenia. Usłyszałam je i przeczytałam w noclegowniach.

Pani A.

Chciałam tutaj poruszyć pewną sprawę pewnej agresji, która ma miejsce w moim kierunku. Pani G. powiedziała do mnie wczoraj wieczorem, że mnie zabije. Cytuję: „walnę cię w czerep, bo szkoda ręki”. Taki cytat zapisałam, bo jak się czegoś dochodzi, to trzeba mieć wszystko czarno na białym, więc wszystko mam w notatniku. Ja nie wiem w tej sytuacji, czy ja mam iść spać, czy nie, bo te groźby nie zaczęły się dziś i na pewno nie skończą się jutro.

O.M.

Wypadki pobicia, kradzieży, chuligaństwa są tu na porządku dziennym. O drugiej w nocy zostałam napadnięta leżąc w łóżku przez panią Eugenię P., która mnie uderzyła w rękę, wyrwała garść włosów, strąciła okulary. Z tej racji, że sprzeciwiłam się otwarciu okna.

Mimo zimnych nocy okno jest niedomknięte tak, że dopływ powietrza jest zapewniony. Tydzień temu pani ta przyjmowała święte oleje i była umierająca.

Kiedy wyrwałam się z opresji, zwróciłam się do Przełożonej, by zobaczyła, co się dzieje, lecz ona raczyła się pofatygować dopiero na drugi dzień.

Pani E.P. radziła mi udać się do Prokuratora, którego ona się nie boi i jej nic zrobić nie może. Poprzednio groziła mi trzy razy pobiciem. Pani ta dostała trzy razy szmatą po twarzy od akurat sprzątającej.

Również doktora L., który odmówił jej zapisania całej litanii lekarstw, nazwała skończoną świnią, chciała mu posłać anonim: „jeżeli chcesz się przenieść do wieczności, to lecz się u L.”. Frida znów pobiła Klarę i inne. N. jest abnegatką, nie myje się, nie kąpie, łóżko jej to istny obóz cygański. B. znów wprowadza ferment w pralni. Czy to jest schronisko, czy zakład dla chorych, czy hotel, czy restauracja i pralnia, ja się pytam.

Jan

Teresa

Z.

Były tu dwie panie, które zorientowały się już trochę w sytuacji, ale efektów jak nie widać, tak nie widać.

W ogóle to wszystko mija się z powołaniem, są to albo domy publiczne, albo piekło wściekłych dewotek.

Jeszcze raz proszę o przysłanie komisji, która wreszcie sprawdzi i wyczyści tę stajnię Augiasza. Wszystko na świecie jest brudne. Czyszczę i czyszczę, i zawsze ktoś upierdoli to wszystko, najlepiej czyścić w nocy, wtedy wszyscy śpią, do rana jest prawie czysto, a potem znowu ktoś przyjdzie i ujebie lustro, podłogę, zlew, wszystko. Jak to tak może być, jest to żenujące mnie, mówiłem, że wszystko ma świecić i pachnieć, i co, kurwa, ciągle brudno, od rana do wieczora to samo, jak to tak może być. Ukradziono mi w nocy krem francuski. Wtamtym tygodniu kawa, w tym krem, oszaleć można, wszystko ci zabiorą, lepiej niczego tu nie przynoś, tu nie ma pokoju, w którym czegoś by nie ukradli. Jak nie będziesz miała oczu wokół głowy, to nawet mleko w proszku ci wyniosą.

Domagam się oddania mi tego kremu, a przynajmniej publicznego, grupowego szukania go, żeby nie było żadnych wątpliwości.

Ja i tak wiem, kto mógł się na niego połasić. Dzwonią, jasne, że dzwonią, codziennie. Porozwieszałam ogłoszenia i proszę, wczoraj na przykład. Odbieram rano, a tam męski głos w słuchawce pyta, czy chcę u niego sprzątać. A byłam akurat w sklepie, nic nie słyszałam, tak było głośno, więc mówię, że oddzwonię. Oddzwaniam. Rozmawiamy, ustalamy warunki, wszystko wygląda w miarę dobrze, trochę daleko, ale już nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, pyta mnie, ile za godzinę, mówię, że dziesięć złotych, no i tak. Dziś rano miałam

M.

tam jechać, a on znów dzwoni i pyta, czy mam strój roboczy. No mam, mówię, mam. A on na to, czy mogłabym sprzątać w krótkiej spódnicy, to on zapłaci podwójnie.

Tak mnie zdenerwował, tyle gadania i wszystko poszło się za przeproszeniem jebać, tylko mnie naciągnął, jak wtedy musiałam oddzwaniać.

I tak codziennie. Nigdy nie podróżowałam, nigdzie nie wyjeżdżałam. Teraz żałuję. Może wszędzie jest jednakowo?

Pani Paciorek

Wróciła dopiero o 23.45. Dzieci mówiły, że pojechała do sklepu. Nie mówiła nikomu nic o swoim wyjściu i ewentualnym powrocie. Przyszła bez zakupów, za to z synkiem i mężem.

Pani Paciorek powiedziała, że nie przyjdzie na sprawdzanie głupiej listy, następnie wzięła przykład z Czeczenek, które tu ostatnio przebywały, i zabarykadowała drzwi na noc w pokoju, zastawiając je łóżkiem. Następnego dnia powiedziała, że będzie robić, co chce, bo jutro (to jest w piątek) się wyprowadza.

W piątek stwierdziła, że jednak jej mąż nie ma ich gdzie wziąć, więc się nie wyprowadzają.

Ok. 23.00 wszczęła awanturę, że współmieszkanki robią wszystko, żeby jej dokuczyć. Jednak to ona (otwarte okno, śmietnik źle stoi itd.) każdego dnia ma o coś żal.

O 3.40 stwierdziła, że któraś z pań śpiących na dole musi być pod wpływem alkoholu, ponieważ chrapie. Nie otrzymała oczywiście alkomatu od personelu, zaczęła więc przygotowywać się do spania na kanapie na podwórku.

Wyprowadziła się następnego dnia o 00.21, bo – jak powiedziała – przestało jej się to wszystko podobać.

Moja żona K.

Nigdy nie dotrzymała danego słowa. Zmiany nastroju mojej małżonki powodowały jej częste ucieczki z domu, w trakcie których „zakochiwała się” w coraz to nowych absztyfikantach i dopuszczała się zdrad, o których mi potem opowiadała, nie mając z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia. Zdarzały się również wyjścia, o których do dzisiaj nic nie wiem, a były to eskapady kilkudniowe.

Pierwszy raz o tym, że moja żona jest chora, dowiedziałem się w dzień naszego ślubu. Wróciła do domu o godzinie 8.00 z wysokim, szczupłym mężczyzną i oświadczyła, że jest to Boss Bossów, który otwiera jej trzy firmy i będzie miała pod sobą 100 pracowników. On zaproponował mi, żebyśmy wypili flaszkę, a ona, że zrobi kanapki.

Nadmieniam, że był to dzień, w którym mieliśmy termin ślubu w urzędzie.

Wyszedłem z domu i zatelefonowałem do rodziców K. Gdy opowiedziałem im o wszystkim, polecili mi zadzwonić na pogotowie i na policję. Zawiozłem K. do Szpitala Psychiatrycznego i tam dowiedziałem się, że jest to jej szósty pobyt w tej placówce.

Odwiedzałem ją niemal codziennie przez 4 miesiące. Pytała mnie, czy ją jeszcze chcę. Jako że jestem człowiekiem słownym, honorowym i kocham K., to po jej wyjściu ze Szpitala ożeniłem się z nią i nigdy tego nie żałowałem. Gdy K. przyjmuje leki, jest naprawdę wspaniałą kobietą.

Niestety, te okresy nie zdarzają się często. Wobec całego kształtu sytuacji proszę o przyjęcie mojej żony, gdyby zdarzyło się tak, że do Was trafi. Trafiała już do różnych placówek, rozmaitych noclegowni, jest więc szansa, że do Was trafi też.

Wilhelma M.

O 16.30 policja z tłumaczką przywiozła Wilhelmę M., która udawała, że mówi tylko po niemiecku. Z relacji policjantów wynika, że pani Wilhelma ukradła ze sklepu kilka czekolad.

Cyjan

Wnoszę o nieprzyjmowanie ludzi innej narodowości niż nasza. Całe życie byłem antysemitą i wyszło mi to na dobre, proszę mi wie-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.