Debata z Sauronem, czyli Mordoru wyższość moralna

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pierwsza Strona -

Nie ma co ukrywać, największą atrakcją moich świąt Bożego Narodzenia było pogalopowanie na przedpremierowy pokaz drugiej części „Hobbita”, tej iście hedonistycznej, acz także jakoś mocno duchowej przyjemności nijak nie mogłem sobie odpuścić. Nie przeczytawszy nigdy nawet akapitu prozy Tolkiena, wybitnie lubię filmową trylogię „Władca pierścieni”, w tej jestem wyjątkowo wygodnej sytuacji, że nijak nie muszę się zadręczać żadną niewiernością powieściowemu pierwowzorowi, ekstremalnie daleko mi do sporów Tolkienowych purystów, czy film odpowiednio odwzorowuje wizję Mistrza, nie obchodzi mnie to w sposób doskonały, ja się światem filmowym w tym wypadku napawam wystarczająco. Rok temu dokładnie wymęczyłem się na rozwlekłym niemożebnie pierwszym odcinku „Hobbita”, jednakowoż nie zniechęciło mnie to, by zameldować się w kinie na części drugiej. I owszem, część druga mocno lepsza od pierwszej (choć poziom zachwytów niższy niż w przypadku kanonicznej trylogii), osobliwie gnało mnie na nowego „Hobbita” pragnienie, by ujrzeć w pełnej okazałości straszliwego smoka Smauga, któremu gesty i głos podarował Benedict Cumberbatch.

Ja mam bardzo silną słabość do smoków, smoki darzę ogromną sympatią, w starciu smoków z ludźmi zazwyczaj trzymam smoków stronę. Smak smoka Smauga oczywiście na tym polega, że wciela się w niego aktor, który w fenomenalnym serialu „Sherlock” wielką postać Holmesa stworzył, a antagonistą jego jest hobbit Bilbo, grany przez Martina Freemana, który w tymże samym serialu grał doktora Watsona, nie każdy, jak widzę, tę ciekawą koincydencję zauważył. Rzec można metaforycznie, że w „Hobbicie” Holmes usiłuje zabić Watsona, aWatson stara się Holmesowi skraść Arcyklejnot, na tym właśnie intertekstualne piękno kina polega.

Osobiście nie cierpię hobbitów, hobbity wręcz do szewskiej pasji mnie doprowadzają, hobbity to istna zakała Śródziemia, nic mnie bardziej nie denerwowało we „Władcy pierścieni” niż te irytujące, głupkowate stworzenia, niestety, zdaje się, że sympatia milionów czytelników oraz widzów na całym świecie właśnie po stronie hobbitów stoi. A przecież w całej tej monumentalnej, iście biblijnej opowieści są figury stokroć od hobbitów ciekawsze, nie tylko krasnoludy i elfy, ale także moi ulubieni orkowie i całe spektrum wielce ciekawych potworów i upiorów. Hobbitami nie warto sobie głowy zawracać, one w zasadzie są całkowicie nieistotne dla fundamentalnego sporu politycznego, jaki pomiędzy światem krasnoludów i elfów a opozycją reprezentowaną przez Saurona i jego wiernych orków się rozgrywa o to, kto władzę nad Śródziemiem sprawować będzie.

Publicyści sympatyzujący z poglądami Saurona nieustannie akcentują, że za wszelkie nieszczęścia Śródziemia odpowiedzialne są krasnoludy i elfy, że orkowie są prześladowaną mniejszością, że są okrutnie gnębieni przez brutalne krasnoludy i elfy, wszystkie zatem działania orków i wszystko, co czyni Sauron, jest w zasadzie jedynie walką obronną o zachowanie jakiejś równowagi politycznej w Śródziemiu, w sytuacji gdy wszystkie media są kontrolowane przez układ krasnoludów i elfów, fałszujących historię i omamiających ludy Śródziemia.

Tu wszystko jest jasne: wyższość moralna i słuszność jest po stronie gnębionych orków oraz ich najwyższego przywódcy Saurona, oni muszą po prostu przeciwstawiać się haniebnej zdradzie i ciągłym kłamstwom elfów i krasnoludów.

Elfy to są istoty wybitnie wręcz agresywne i bezwzględne, okrutne i krwawe, to, jak straszliwie traktują nieszczęsnych orków, których zabijają bez żadnej litości, zasługuje na najwyższe potępienie. Zatroskany tą przemocą Sauron już nieraz apelował o zaprzestanie masowych rzezi i prześladowań orków, lecz naturalnie bez odzewu, zarówno elfy, jak i krasnoludy tak bardzo boją się oddania władzy w Śródziemiu, że posuną się do najstraszliwszych, najbardziej obrzydliwych metod, byleby nie dopuścić do demokracji, o którą walczy Sauron.

Publicyści związani z Sauronem używają w swoich tekstach i wypowiedziach typowej dla Mordoru tak zwanej Czarnej Mowy, którą to mowę stworzył właśnie Sauron i jest ona dziś obowiązującym językiem wszystkich plemion orków, i nie ma od tego języka odstępstwa. Eseje i komentarze pisane przez mordorskich publicystów, wywiady dawane mordorskim tygodnikom przez mordorskich polityków czy mordorskich poetów także przeprowadzane są w Czarnej Mowie; Czarna Mowa, wbrew temu, co się powszechnie uważa, a co zostało utrwalone wśród mieszkańców Śródziemia przez kłamliwą propagandę elficką i krasnoludzką, jest językiem prawdy, sprawiedliwości i miłości, dlatego właśnie tak bardzo boją się Czarnej Mowy moralni bankruci elficcy i krasnoludzcy.

Mimo podnoszonej czasami przez niektórych znanych politologów badających świat Śródziemia straszliwej jakoby samotności Saurona, braku wokół Saurona równie wybitnych umysłów, pewnej słabości merytorycznej i intelektualnej Mordoru, zauważyć trzeba, że ma przecież Sauron swoich wiernych, oddanych na śmierć i życie współpracowników. Do takich należy choćby Azog Plugawiec, wielki biały ork, wybitny organizator, fantastyczny dowódca, znakomity strateg, odpowiedzialny w Mordorze za kwestie wojskowe i policyjne, przy tym umysł ostry jak brzytwa, a ci, co go znają osobiście, mówią nawet, że w gruncie rzeczy ujmujący i sympatyczny dżentelmen.

Krasnoludy i elfy pełne są rozterek, zanurzone w wewnętrznych konfliktach, nieustannie spierają się ze sobą i podejmują sprzeczne decyzje, wciąż hamletyzują i nigdy nie mogą się dogadać. Krasnoludy nieufnie patrzą na elfy, elfy kpią z krasnoludów, gdy tymczasem w obozie Saurona panuje pełna zgodność poglądów i nikt się nie wyłamuje, bo wiadomo, że pierwszy dogmat Mordoru powiada, iż Sauron ma zawsze rację. Po wtóre, jak ktoś ów dogmat nawet zechce podważyć, to zaraz przyjdzie Azog Plugawiec i obetnie wątpiącemu głowę, ponieważ Mordor nie może sobie pozwolić na żadne wątpliwości, tylko silny, zwarty i gotowy Mordor jest w stanie przejąć wreszcie pełnię władzy, by dokonać rewolucji moralnej w Śródziemiu.

Sauron ufa Azogowi Plugawcowi, bo wie, że ten jest wierny i nigdy nie podważy jednowładztwa Saurona, Azog Plugawiec ma zaś świadomość, że może sobie na więcej pozwolić, bo chroni go Sauron. Jednak daje się słyszeć wśród niektórych odstawionych na boczny tor orków szemranie, że wpływy Azoga Plugawca są nieproporcjonalnie wielkie, że po prawdzie Azog Plugawiec robi krecią robotę i tak naprawdę to gra na siebie i zechce w przyszłości nawet zająć miejsce samego Saurona. Oczywiście żaden z orków nie powie tego głośno, tym bardziej pod nazwiskiem, bo wie doskonale, że Sauron nie toleruje żadnych oznak nieposłuszeństwa, najmniejszych przejawów niezadowolenia, a nawet nieskory jest do wewnątrzpartyjnej debaty w kluczowych dla Mordoru i Śródziemia sprawach. Debatować mogą sobie skazane na klęskę krasnoludy i elfy, wMordorze nie trzeba dyskusji, skoro prawda i moralność i tak stoją po stronie Saurona.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.