Zabójczy gender, czyli 20 lat polskiej rodziny

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pierwsza Strona -

Napisałem jakiś czas temu felieton mający przystępnie wyjaśnić, o co chodzi w teorii gender. Nie do wszystkich dotarło, no trudno. Przypomnę króciutko: teoria gender zakłada, że tożsamość płciowa określana jest dwojako, biologicznie i kulturowo. Na pierwszy rzut oka rzadko widać, co w nas determinuje natura, a co kultura, nie tylko w sprawach płci zresztą. Badaniem tego zajmują się naukowcy od teorii gender.

Znalazłem w swoim księgozbiorze książkę, która to w ciekawy sposób ilustruje. Była to jedna z ostatnich prac w polskich naukach społecznych traktujących o teorii gender bez użycia tego słowa, bo po prostu jeszcze u nas się wtedy ten anglicyzm nie zadomowił.

To wydane w 1996 roku „Studium porównawcze. Kobiety i ich mężowie”, owoc dwudziestoletnich badań polskich rodzin, prowadzonych w latach 1975-95 przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN (praca zbiorowa pod redakcją Joanny Sikorskiej). Badania arcyciekawe, bo przy okazji uchwyciły przemiany polskiej rodziny czasu transformacji ustrojowej.

Autorki nie używały pojęcia gender. Co za tym idzie, musiały okrężnie opisywać to, co my dzisiaj zamykamy w tym jednym słowie.

Weźmy kwestię pozornie tak bardzo biologiczną jak zdrowie. Czy różnice w chorobach doskwierających mężczyznom i kobietom to natura, czy kultura?

Są oczywiście choroby czysto kobiece i czysto męskie. Ale nie można nimi wytłumaczyć fenomenu nadumieralności mężczyzn.

Ten wiąże się w dużym stopniu z tym, że mężczyźni prowadzą mniej zdrowy tryb życia. Więcej palą, więcej piją, więcej jedzą niezdrowych rzeczy.

Autorki, opisując ten czynnik, zauważają, że to cecha kulturowa, dotycząca społecznie akceptowanych norm zachowania mężczyzny i kobiety. Mężczyzn nie zabija testosteron, zabija ich właśnie gender.

Dodam tutaj coś, czego nie ma w tej książce: czas życia mężczyzny w Polsce był praktycznie niezmienny w latach 1965-90, zafiksowany na poziomie 65 lat, dopiero zmiana ustroju przyniosła stały wzrost do obecnych 72 lat. Prawdopodobnie dlatego, że razem z ustrojem zmienił nam się genderowy wzorzec prawdziwego mężczyzny – to już nie jest ten palący machorkę bieszczadzki zakapior, zapijający słoninę bimbrem, jak w pokoleniu naszych rodziców.

Teorię gender przedstawia się jako wroga tradycyjnego modelu rodziny i jest w tym sporo prawdy. Po prostu jak to badamy naukowo, okazuje się, że nie ma czegoś takiego jak „tradycyjny model rodziny”. Nie może go być zwłaszcza w Polsce, w której co dekada, to inna sytuacja.

Opisane tu badania zdążyły uchwycić trzy różne epoki w podejściu Polaków do rodziny. W roku 1975 rodzina była na drugim miejscu społecznych aspiracji, na pierwszym była „poprawa/utrzymanie dotychczasowej sytuacji materialno-bytowej”. Nie było tu istotnej statystycznie różnicy między mężczyznami i kobietami, a więc – jak dziś to nazywamy – ten temat „był neutralny genderowo” (żargonowo: „nie miał genderu”). Rodzina była najważniejszym wyznacznikiem sukcesu życiowego dla 31 proc. Polaków.

Wroku 1986 rodzina wychodzi na pierwsze miejsce w hierarchii i ma już wyraźny gender. Jest najważniejsza dla 50 proc. populacji ogółem, w tym dla 61 proc. kobiet i 39 proc. mężczyzn. To była dekada, w której woleliśmy się chronić w domowym cieple, ale bardziej kobiety niż mężczyźni.

Razem z wolnością „poprawa sytuacji materialnej” wróciła na pierwsze miejsce, ale genderu nie straciła. Została statystycznie istotna różnica, w roku 1992 rodzina była najważniejsza dla 36 proc. kobiet i 29 proc. mężczyzn.

Najwięcej genderu jest oczywiście w kwestii obowiązków domowych. Konserwatyści mówią, że sama natura sprawia, że te obowiązki dzielone są inaczej. I oczywiście mają rację tam, gdzie chodzi o biologię – mężczyzna nigdy nie urodzi dziecka ani nie będzie karmić piersią.

Ale cała reszta? Mycie podłóg, przyszywanie guzików, oddzielanie białego prania od kolorowego? Czy rzeczywiście kobiety mają jakieś dane im przez naturę zdolności, które sprawiają, że im łatwiej spełniać „babskie obowiązki”?

Nie, odpowiadają autorki na podstawie ankiet. Te obowiązki nie mają płci, mają tylko gender. Mężczyźni i kobiety jednako ich nie lubią. Tyle że kobiety czują przymus społecznego stereotypu.

Jak ten stereotyp jest silny, autorki zauważają, porównując swoje wyniki do ankiety CBOS z 1989 i zwracając uwagę, że pytano w niej, „jak mężowie pomagają swoim żonom w obowiązkach domowych”. Ciekawsze od odpowiedzi było sformułowanie pytania zdradzające milczące założenie, że obowiązki domowe to sprawa żony, mąż jej może najwyżej „pomagać”.

I tym się właśnie zajmuje teoria gender.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.