O czym myślał wiceprezes Henicz?

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pierwsza Strona -

Jeżeli jest już decyzja, proszę mi ją przysłać. Na jej podstawie zażądam zdjęcia reklamy” – te słowa wypowiedział 1 grudnia wiceprezes biura podróży Itaka Piotr Henicz zapytany przez dziennikarza o to, kiedy firma zdejmie swoją reklamę z zabytkowego Smyka w centrum Warszawy. Dwa dni później dziennikarze sami przynieśli do Itaki kopię odpowiedniego pisma z Ministerstwa Kultury. Szmata wisiała do końca grudnia, Itaka zdjęła ją dopiero wówczas, gdy skończyła się jej umowa na wykorzystanie tego nośnika. Zacząłem się zastanawiać, o czym myślał wiceprezes Henicz, obiecując dziennikarzowi, że zdejmie reklamę. Być może robił już w głowie listę świątecznych prezentów? Albo wyobrażał sobie, że jest, dajmy na to, w Patagonii i biega boso po pampie. Być może jednak komplikuję sprawę, a wiceprezes Henicz koncentrował się po prostu na tym, by nie roześmiać się dziennikarzowi w twarz. Jego myśli musiały więc wyglądać jakoś tak: Pomidor, pomidor, pomidor, pomidor. Takich wiceprezesów Heniczów mamy w Polsce na pęczki. Pal licho tych, którzy pracują dla korporacji. Gdy kłamią, możemy po prostu zrezygnować z usług ich firm. Niektórzy piastują jednak swoje stanowiska za nasze podatki.

Całkiem niedawno w Poznaniu dyrektorka tamtejszego Teatru Wielkiego Renata Borowska-Juszczyńska próbowała tłumaczyć dziennikarzowi, że reklama tej instytucji wisząca w centrum miasta wcale nie szpeci przestrzeni, jeśli potraktować ją jako… mural. Gdy dziennikarz dopytywał, jak dokonać tej mentalnej ekwilibrystyki, pani dyrektor wyrwała mu dyktafon i próbowała go wyłączyć. W tym czasie jedna z solistek opery wyzywała go od prowincjuszy.

WKatowicach zaś Teatr Śląski postanowił zasłonić swoją szmatą stojący przy rynku dom handlowy Zenit. Zaprotestowali miejscy aktywiści, teatr w końcu reklamę zdjął… i powiesił na swoim gmachu. Podobne boje z publicznymi instytucjami toczą się w Łodzi, Warszawie, Szczecinie i Lublinie.

Ludzie odpowiedzialni za wieszanie wielkoformatowych szmat na budynkach w centrach miast znaleźli jednak świetny sposób na męczących dziennikarzy. Rozmawiając z nimi, myślą o czymś przyjemnym. Wyobrażają sobie na przykład, jak to jest być drzewem. Albo wiewiórką. Zastanawiali się kiedyś państwo, jak to jest być wiewiórką? Spróbujcie przy najbliższej okazji. Mówcie, co wam ślina na język przyniesie, a w głowie wyobrażajcie sobie, jak wygląda świat z perspektywy rudego zwierzątka hasającego po drzewach. Tak najpewniej robią ci, którzy coraz częściej pytani są o to, dlaczego zaśmiecają przestrzeń publiczną.

Nie wierzę bowiem, że swoje tłumaczenia składają z przekonaniem. Po prostu nie wierzę, że można wierzyć w to, co wygadują. Ludzie nie są aż tak bezmyślni. Nawet wiceprezesi.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.