Syna, ale faszystę

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pierwsza Strona -

Zapewniam pana, że większość kobiet w Polsce wolałaby, żeby ich dziecko było faszystą niż „pedałem” – powiedział niedawno Stefan Chwin w wywiadzie dla „Magazynu Świątecznego Gazety”. Pisarzowi pewnie chodziło o obrzydzenie. Moim zdaniem większe obrzydzenie panuje w stosunku do homoseksualistów niż do faszystów. Faszysta ma w Polsce akceptację o wiele większą niż gej, bo słysząc to słowo, człowiek nie musi sobie wyobrażać seksu analnego. A jak słyszy słowo „pedał”, to natychmiast wyobraża sobie, jak to robią, i na to natręctwo myśli nie ma lekarstwa.

„Patrzę na pana i ciągle myślę o tym, jak wy to robicie” – usłyszał pewien sławny gej od znanej dziennikarki.

Niemniej jeden z czytelników pod rozmową ze Stefanem Chwinem napisał inne (sarkastyczne) wyjaśnienie tego że większość matek wolałaby dziecko faszystę: „Jest to logicznie uzasadnione, bo to »pedały” są bite, a faszystom nic nie grozi”. Zgadzam się z tą teorią, bo która matka chciałaby, żeby jej dziecko dostawało po głowie? Faszysta ma w Polsce więcej akceptacji już choćby dlatego, że nie trzeba się o niego martwić. Zawsze da sobie radę. A taki gej? Nigdy nie wiadomo, czy wróci żywy do domu. Która matka to zniesie? Przypomniało mi to lata 70., kiedy reporterka Barbara N. Łopieńska wybrała się do szpitala na oddział położniczy i pytała przyszłe matki, czy chcą mieć córkę, czy syna.

„Wszystkie chcą mieć syna. Rozmawiały o tym w środę przed obchodem” – zaczyna się reportaż z 1977 roku pt. „Syn”. Autorka napisała go dla tygodnika „Literatura”. Wspaniały tekst, w którym znalazła się podstawowa prawda o Polsce tamtej epoki. Reporterka pytała na przykład, jakie rady matki dadzą synowi, którego chciałyby urodzić. (Pamiętajmy, że nie było jeszcze USG i nie znano płci dziecka przed porodem).

– Nie bądź taki roztentegowany, tylko pracuj – powiedziałaby pani Gębala, rolnik spod Warszawy.

– Dopasuj się do sytuacji. Nigdy nie planuj, bo i tak ci nie wyjdzie – powiedziałaby pani Justyniak, kasjer okienkowy.

– Rób, co ci każą – powiedziałaby pani Żurek, gospodyni z drewnianej rudery na Targówku.

– Nie bądź za wrażliwy, ale kieruj się prawdą – powiedziałaby pani Wozak, kadrowa. Chociaż nigdy mu wprost nie powie: „słuchaj, to jest nieprawda”. Załamałby się i nie wiedział, w co wierzyć. A gdyby spytał, jak to jest, to starałaby się go naprowadzić okrężną drogą. Sam musi wybrać, co uważa za prawdę. A każdy wybiera, co innego.

– Ale czasem człowiek w ogóle nie wie, czego się trzymać – mówi pani Justyniak. – Na przykład sytuacja: stanąć po stronie człowieka i być wyrzuconym z pracy czy nie stanąć i zostać.

Pani Zawadzka, krawcowa, uważa, że jest to sytuacja makabryczna. A może być tak, jak mówi pani Kujawa, że syna wyrzucą, a człowieka zostawią. – Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy – poradziłaby.

Jeśli ktoś chce przeczytać ten reportaż w całości, niech natychmiast na Allegro znajdzie książkę Barbary N. Łopieńskiej „Łapa w łapę”, bo zaraz jej nie będzie.

A dlaczego wszystkie co do jednej chciały syna, a nie córkę? Otóż obawiały się, że córka będzie powtarzać ich życie. Ale i dla swoich synów nie spodziewały się niczego („Ona powie mu tak: żyj, jak uważasz za stosowne. I tak będzie miał pretensje”). Małgorzata Szejnert napisała kiedyś, że był to reportaż o utracie nadziei. Niczego takiego nie mógł powiedzieć wtedy o społeczeństwie polskim publicysta. Udało się pomysłowej reporterce.

– Mężczyźnie w życiu lżej – tłumaczyły Łopieńskiej rodzące.

Faszystom też.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.