Jak przestać chrapać?

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pierwsza Strona -

Chrapię. To odważne i niemodne wyznanie w dobie coming outów i przyznawania się do bycia gejem, prawdziwym Polakiem lub genderem. Tymczasem do chrapania nikt nie chce się przyznać, a do walki z nim – szkoda gadać. Czasy są jednak, jakie są: trzeba z czymś walczyć, najczęściej na manifestacji lub kontrmanifestacji, a ja mam daleko do miasta i nigdy nie mogę w żadną utrafić. Więc powalczę przynajmniej z chrapaniem.

Wiadomości jak zwykle są dobre i złe. Dobre – każdy czasem chrapnie. Złe: jeśli czasem przerodzi się w często, przeważnie i zawsze – będzie niedobrze.

Globalne ocieplenie ma prawdopodobnie mniej skutków ubocznych niż chrapanie i wcale nie jest mi lepiej z wiedzą, że chrapie 40 proc. facetów i 25 proc. kobiet. Co z tego, kiedy przyznaje się do tego tylko co dziesiąty, wyjdę więc na dziwoląga. No trudno.

kiedy człowiek powie już sobie: no dobra, chrapię – i co teraz? – muszę zrozumieć powód chrapania. Tak przynajmniej przeczytałem w książkach. Kluczem do niechrapania jest zrozumienie, dlaczego chrapię. Na przykład mój język może się źle układać, kiedy śpię, i problem gotowy – chrapię.

Przeważnie jednak chrapię dlatego, że robię się coraz starszy i przełyk mi się zwęża w wieku średnim, i będzie coraz gorzej aż do wieku późnego.

Albo też: mam nadwagę i ogólnie kiepską kondycję. Lub palę i piję. Albo: śpię na plecach, bo wtedy gardło jest zwężone.

Pominąłem pierwsze trzy powody. Aż tak bardzo mój coming out nie sięga. Wracając więc do pozycji, w której śpię – zwykle na brzuchu, czyli chrapać nie powinienem, niemniej w ciągu nocy się obracam i zaczynam chrapać.

Jest na to prosta porada praktyczna. Dziwne, że sam na to nie wpadłem. Ponieważ chrapie się, leżąc na plecach, trzeba to uniemożliwić. Zwykle to zadanie współmałżonka dźgającego łokciem w bok lub szarpiącego za ramię, a można prościej. Potrzebna mi będzie piłka tenisowa i piżama. Piłkę wystarczy przyszyć na plecach piżamy. Kiedy będę chciał się przewrócić na plecy i pochrapać, piłka mi to uniemożliwi.

Piłkę powinno się przyszyć, ale nie umiem szyć. Przymocowałem więc trzema zszywaczami tworząc fałdę z piżamy. Trzyma się. Dzieci mówią, że wygląda trochę dziwnie i chichoczą. Nie rozumieją, że to walka.

nie spełnia zadania. Być może z powodu naszego psa, który kocha piłki i odkrył w nocy, że jedna sterczy mi z pleców. Wyjął ją, nie budząc mnie, i bardzo zadowolony z siebie rozgryzł na wiele kawałków. Warto też dodać, że zszywacze w piżamie nie są dobrym pomysłem i powodują duży dyskomfort. Z drugiej strony to o wiele skuteczniej niż piłka powstrzymuje człowieka przed leżeniem na plecach. Rano plecy jednak bolą, nie jest to metoda walki na dłużej.

Łatwiejsza w użyciu byłaby specjalna antychrapaniowa poduszka, której niestety nie mam. Podnosi głowę o 10 centymetrów, co podobno wystarczy, by rozluźnić mięśnie i zaprzestać chrapania. A może wystarczą dwie zwykłe poduszki jedna na drugiej? Jak się okazuje, wystarczą, ale nie da się na nich spać. Kiedy się nie śpi, nie chrapie się. W pewnym sensie więc to działa.

rozpadają się związki. WWielkiej Brytanii to trzeci z kolei powód rozwodów. Wcześniej jest tylko zdrada i impotencja. Zdarza się, że chrapiącego współmałżonka wystawia się do innego pokoju – to też, niestety, nie jest bezpieczne. U chrapiącego wykształca się wtedy poczucie, że został wykluczony z rodziny i czuje się izolowany. W związku z tym rozwijają się u niego liczne symptomy chorobowe, o których wolę nie czytać. Nie mówiąc o tym, że trzeba mieć ten dodatkowy pokój.

Można tych nieprzyjemnych rzeczy uniknąć, zapowiadając współmałżonkowi, że problem potraktuje się priorytetowo. Zapowiedziałem.

polega na tym, że nie wiadomo, co znaczą. Na przykład potraktowanie chrapania priorytetowo oznaczało, że długo myślałem, co z tym zrobić, i nic nie wymyśliłem.

Drugiego dnia wymyśliłem aplikację antychrapaniową. Ma dwie zalety: po pierwsze, pokazuje, że rzucenie chrapania jest dla mnie priorytetem. Po drugie, jest darmowa. Po trzecie, choć miały być tylko dwie zalety, jest bardzo łatwa w obsłudze. Uruchamia się ją na smartfonie i wciska start. To dobranoc.

antychrapaniowe mają prócz wspomnianych zalet również wady. Też dwie. Po pierwsze, działają w ten sposób, że kiedy w nocy zaczynam chrapać, one wydają ostry pisk, który podrywa mnie na nogi. Niestety, żonę też podrywa, choć ona nie chrapie. Po drugie, następnego dnia jestem o wiele bardziej wkurzony niż po nocach, kiedy chrapałem. Prawdopodobnie dlatego, że w ogóle nie spałem. Spadła mi też kreatywność, ale to nic dziwnego, skoro jestem niewyspany. Cały dzień myślałem, jak rozpocząć tekst, ale nic nie przychodziło mi do głowy oprócz ściągnięcia innych aplikacji. Niestety, wszystkie darmowe robią to samo, to znaczy budzą w środku nocy, kiedy usłyszą chrapanie. Przerzucam się na te płatne.

Niestety, płatne też budzą w nocy, ale zamiast nieprzyjemnego pisku mogą to robić stonowaną muzyczką. Która przechodzi w ostry pisk, jeśli nie przestaję chrapać. Poza tym tworzą mi ładny wykres chrapania w ciągu nocy, z którego dowiaduję się, że chrapię o 3.15, 4.40 i 5.32

Podobno 70 proc. używających przestało chrapać. Ciekawsze jest, co stało się z 30 procentami. Prawdopodobnie umarli z wyczerpania i bezsenności.

Przerzucam się na wkładki do nosa. Podobno są cudowne, a to z powodu biomagnesów, które stymulują. Tak przynajmniej twierdzi sprzedawca, ale nie wie, dlaczego biomagnesy są biomagnesami i co to znaczy. Niemniej kosztują tylko 13 złotych, więc szkoda nie spróbować.

Niestety, po włożeniu ich do nosa nie mogę zasnąć, więc około drugiej w nocy rezygnuję z eksperymentu, wyjmuję biomagnes z nosa. Przy okazji: to znakomity środek na bezsenność. Ulga po wyjęciu z nosa jest tak wielka, że zasypiam błyskawicznie. Podobno chrapię. W instrukcji wkładek producent poucza, bym nie zrażał się początkowym dyskomfortem. Wkładam ponownie do nosa, ale nadal nie mija. W internecie natomiast doświadczeni użytkownicy piszą, że co prawda chrapie się mniej, ale za to po codziennym wpychaniu sobie biomagnesów do nozdrzy zostaje się posiadaczem wielkich dziurek od nosa.

że chrapanie z zamkniętymi ustami wiąże się z problemem z ułożeniem języka. Natomiast chrapanie z otwartymi ustami świadczy o kłopotach ze zwężającym się gardłem. Niestety, nikt z rodziny nie ma pojęcia, jaki mam problem. Jedno dziecko twierdzi, że chrapię przez nos, a drugie, że przez usta, i każde jest pewne swoich racji. Nie zbliża mnie to ani na krok do rozwiązania problemu. Dzieci natomiast rozwiązują problem bijatyką. Wygrywa to, które uważało, że przez nos. Może to znak?

Mogę pomóc sobie sam, ale rady nie brzmią zachęcająco. Trzeba albo zrzucić trochę kilogramów, albo zacząć chodzić na siłownię. Nie należy też pić wieczorem, bo to luzuje mięśnie.

Na szczęście istnieją inne metody. Polegają na ćwiczeniu mięśni przełyku, żeby się trochę rozszerzyły. Na przykład głośnym deklamowaniem wszystkich samogłosek po kolei przez kilkanaście minut dziennie. Kłopot w tym, że rada pochodzi z angielskojęzycznego portalu i nie wiem, czy mówienie po polsku pomoże mi. Na wszelki wypadek deklamuję te cholerne samogłoski na zmianę po angielsku i polsku. Trzeciego dnia domownicy pytają, czy może jest jeszcze inny sposób.

Otóż jest. To głośne śpiewanie pół godziny dziennie. Nie licząc wszczepienia plastikowych implantów w przełyk, co załatwi sprawę, ale będzie kosztować kilka tysięcy złotych, i to jest pierwsza wada, a druga wada polega na tym, że jak zawsze czytam informacje drobnym drukiem o niepożądanych skutkach ubocznych, i tak tu również bardzo rzadkim skutkiem ubocznym jest śmierć pacjenta.

Wracając więc do śpiewania. To zdecydowanie w największym stopniu rozszerza mięśnie przełyku i jeśli tylko śpiewam dostatecznie długo, załatwia problem.

Czy jednak działa, nie wiem, bo po dwóch dniach domownicy stwierdzili, że moje chrapanie było w sumie wyolbrzymionym problemem, z którym dało się żyć. Prawdziwym problemem jest moje śpiewanie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.