Z rozmawia

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Wystawa Ballena -

„Zdjęcia Richarda Ballena sprawią, że twoje najgorsze koszmary będą jak niewinne bajki”, przeczytałam w jednej z recenzji pana prac. To zamierzony efekt? – Nie. Nigdy nie robię zdjęć w jakimś konkretnym celu. Nie chcę też wywierać jakiegokolwiek wpływu na widzów, uszczęśliwiać ich, zasmucać czy wytrącać z równowagi. Ja tylko zwalniam migawkę, wywołuję zdjęcie i pozwalam mu mówić samo za siebie. I co ludzie słyszą? – Zwykle mówią, że moje zdjęcia są głębokie, intensywne, psychologiczne, niepokojące, a nawet, że są absurdalne. W sumie się zgadzam. Zresztą dla mnie dobre zdjęcie musi mieć wiele znaczeń. Są jak migawki z pogranicza świadomego i nieświadomego, jak obrazy ze snu, którego treść zdążyło się już zapomnieć, ale pojedyncze klatki zostają pod powiekami. – Dobrze to pani ujęła. Lubię te obrazy. Ciężko je znaleźć, jeszcze ciężej zrozumieć, ale dla artysty to kopalnia złota.

Robię zdjęcia od pół wieku i nauczyłem się, że nie można wstać rano i zdecydować: dziś stworzę sztukę, podobnie jak z dnia na dzień nie da rady wygrać olimpiady. To mieszanka doświadczenia, talentu i może twojej własnej biologii, nie ma na to przepisu. Kiedy przyjechał pan do RPA w latach 70., najpierw przedstawiał się pan jako geolog, potem jako fotograf, dopiero od niedawna jako fotograf artysta. – Zdjęcia robiłem, od kiedy skończyłem 14 lat, zawsze była to moja pasja. Ale dopiero po pięćdziesiątce stało się to czymś więcej niż hobby. Początkowo zdjęcia były bardziej dokumentalne: fotografowałem podróże albo wydarzenia w rodzaju Woodstocku czy ruchu praw obywatelskich. W połowie lat 90. zacząłem bardziej wchodzić w interakcje z moimi obiektami, tworzyć swego rodzaju teatr. Z tego powstał album „Outland”. A około 2003 roku z moich zdjęć zaczęli znikać ludzie na rzecz rysunków, rzeźby i instalacji. Wtedy poczułem się bardziej komfortowo z etykietką „artysta”. Przed „Outland” zrobił pan album „Platteland”, w którym sfotografował pan

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.