Michał Wybieralski Polska made in Bangladesh

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Polecamy Dokument - Michał Wybieralski

a piersiach dumny napis wykonany solidarycą „25 lat wolności”. Na metce „Made in Bangladesh”. Tak wyglądają koszulki, które zamówiła kancelaria prezydenta Bronisława Komorowskiego. Będzie je rozdawać dzieciom i młodzieży podczas różnych festynów czy zwiedzania Pałacu Prezydenckiego. Marna to jednak promocja, ale sytuacja dość symboliczna.

Wielu mieszkańców Bangladeszu, szczególnie ci pracujący w tamtejszych szwalniach, to współcześni niewolnicy. Pracują po 15-16 godzin dziennie, a ich miesięczna pensja to równowartość 120-150 zł. Warunki pracy w tamtejszych fabrykach – trwałość konstrukcji budynków, zabezpieczenie przeciwpożarowe, nie wspominając już o ochronie przed hałasem czy toksycznymi substancjami – nie odbiegają od tych z mrocznych czasów XIX-wiecznego kapitalizmu. W ubiegłym roku pod gruzami szwalni na przedmieściach stolicy kraju Dakki zginęło ponad 1,1 tys. robotników. Szyto tam ubrania dla najmodniejszych, również polskich, marek.

Ten gigantyczny wyzysk utrzymują zagraniczne koncerny odzieżowe. Mogłyby płacić więcej fabrykantom i wymóc na nich poprawę warunków pracy, ale nie mają takich moralnych odruchów. Wolą kupować ciuchy za grosze, nakładać na sukienki i koszulki marże rzędu nawet 1200 proc. i liczyć gigantyczne zyski. Do tego mechanizmu wyzysku rękę dołożyła teraz, przy okazji sławienia polskiej wolności, Kancelaria Prezydenta. Koszulki zamówiła w polskiej firmie, a ta zleciła ich wykonanie w Bangladeszu. W jakich warunkach – uwzględniając zysk fabrykanta i polskiego pośrednika oraz koszty transportu – musiały powstawać koszulki na 25 lat wolności, skoro Kancelaria zapłaciła za sztukę raptem 6 zł?

Prezydenccy urzędnicy złożyli takie zamówienie z powodu przepisów, które czynią z ceny główne kryterium przy przetargach i zamówieniach. Słynny rządowy spot o dziesięciu latach Polski w UE, w którym pobrzmiewała piosenka „Hey, Jude”, prezentował mosty, serpentyny dróg i piłkarskie stadiony. Nasz infrastrukturalny skok rządził się podobną logiką jak zakup koszulek – głównym kryterium przy rozstrzyganiu przetargów była cena. Konkurujący ze sobą wykonawcy musieli maksymalnie obniżać koszty. Najmują więc sieć podwykonawców. Ci z kolei zatrudniających robotników na umowy czasowe przez agencje pracy lub zwyczajnie „na czarno”. Dodatkowo brak ustawy o minimalnej płacy godzinowej pozwala wypłacać robotnikom niskie pensje. Po oddaniu kilku inwestycji trwał serial medialnych doniesień o tym, że podwykonawcy i ich pracownicy nie dostali jeszcze wypłat, a kolejne firmy budowlane ogłaszały bankructwo. Wyzysk po polsku nie jest jednak tak brutalny jak ten z Bangladeszu.

25 lat wolności to dobra data, by przestać budować Polskę made in Bangladesh.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.