Z aktorką rozmawia

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Fabjański -

Czy ktoś z najbliższych widział pani monodram „Tato nie wraca”? – Mama wczoraj widziała. Cieszę się, że przyjechała, bo wcześniej znajdowała jakieś nowe argumenty, żeby nie dotrzeć. Ona jest biedna, bo mój przyrodni brat jest filmowcem i zrobił już o niej kilka dokumentów. I wszystkie trudne sytuacje, które mama próbuje przekuć w coś pozytywnego, my teraz odkrywamy.

Mama jest najbardziej pozytywną osobą, jaką znam. Jej znaki firmowe to różowa bluzka i spódnica. Mieszka niedaleko Łochowa we wsi Borzychy i jest tam lekarką, swatką, doradcą – no, człowiekiem instytucją. Ma fajne życie i myślę, że mój spektakl mógł jej przypomnieć kilka rzeczy, o których nie chce pamiętać. Ale po obejrzeniu powiedziała tylko: „Miałam nadzieję, że zastąpię ci ojca”. Bracia? – Nie przyszli. Nie mówią dlaczego. Myślę, że chodzi o kilka wulgarnych słów, które padają pod adresem ojca w czasie spektaklu i które znaleźli w internecie. Pod adresem waszego ojca? – W monodramie – pod adresem ojca głównej bohaterki. Mówi o ojcu: „Ty skurwysynie”. Ale zaraz potem wyjaśnia się, że ona po prostu bardzo tego ojca potrzebuje. Że została przez niego jako dziecko porzucona, potem przez wiele lat cholernie jej go brakowało, więc kiedy pierwszy raz w życiu ma okazję z nim porozmawiać, wyrzuca z siebie wszystko. Nie ukrywam, że monodram w dużej mierze zbudowany jest na moich przeżyciach i uczuciach, ale jeśli ktoś zapamięta z niego tylko wulgaryzmy, to znaczy, że nic nie zrozumiał. Ten spektakl to zaproszenie do miłości. Do tego, by naprawić coś, co jeszcze może być naprawione.

Razem z Piotrem Rowickim, świetnym dramaturgiem, pracowaliśmy w ten sposób, że on siadał z laptopem w swoim mieszkaniu w Ostrowi Mazowieckiej, a ja w mieszkaniu wWarszawie. Ja mu podrzucałam tematy ze swojego życia, które on przerabiał na tekst sztuki.

Rzucałam na przykład luźno: jak się uczyłam jeździć na rowerze, to sobie wyobrażałam, że tata jest obok. Że mi pomaga, jak inni ojcowie swoim dzieciom. A w sztuce to brzmi tak: „Wyobrażałam sobie, że ty jesteś z tyłu i że mnie trzymasz, i to mi bardzo pomogło, bo wcześniej tylko się wywracałam, a jak ty biegłeś – to znaczy jak wyobrażałam sobie, że biegniesz – to poszło od razu. Sama na siebie krzyczałam tak, jak ty byś krzyczał. Podejrzałam kiedyś jednego ojca z córką i on się nieźle na nią wydzierał. »Jak jedziesz, łamago, równowagę łap, łamago, co za cielę, kurwa!«. Ona się przewracała, płakała, dalej próbowała. Twarda była. Prawie tak samo jak ja”. Tak było u pani? – Tak. Miałam pięć lat. Pamiętam łąkę za domem, pomarańczowy rowerek. Mama pracuje w wiejskim ośrodku zdrowia, a ja próbuję jechać i odgrywam swoje scenki z tatą, który uczy mnie jeździć. Mówię do niego, on mówi do mnie. To znaczy – ja odgrywam oba głosy. Kiedy odszedł? – Miałam mniej niż trzy lata, gdy rodzice się rozwiedli. To w rodzinie trudny temat i mało kto chce ze mną rozmawiać, więc nie znam szczegółów – roku, miesiąca, okoliczności. Oboje byli lekarzami, dostali pracę w Węgrowie i sprowadzili się tam zWarszawy kilka lat wcześniej. Z naszego życia razem nie pamiętam nic. Choć może pamiętam jeden kadr... Ktoś opowiedział mi niedawno, że ojciec uważał, iż rodzina lekarska powinna mieć jedno dziecko. Że więcej dzieci ma tylko biedota. Chodziliśmy więc po Węgrowie oddzielnie – mama ze mną jedną stroną ulicy, a tata i moi bracia drugą. Wydaje mi się, że pamiętam taką scenę spaceru... Ale pewności nie mam.

Po rozwodzie ja zostałam z mamą, a tata wziął moich braci, wsadził na statek i popłynęli do Zimbabwe, bo tam dostał pracę. Dziwne, że sąd pozwolił tak rozdzielić rodzeństwo, prawda? No, ale to było małe miasteczko, tata był szanowany. Nie takie cuda dzieją się w sądach na polskiej prowincji.

Więc tata z braćmi wyjechał i od tamtej pory nie odezwał się do mnie ani razu. Minęły 32 lata.

Gdy byłam dzieckiem, cały czas mi go brakowało. Byłam dzikusem, ledwo przechodziłam z klasy do klasy. Nauczyciele mieli ze mną mnóstwo problemów. Mama też. Dziś myślę, że gdyby nie to, że przez całe życie, cokolwiek robiłam, czułam jej wsparcie, nie wiem, co by ze mną było.

A po szkole szłam na rower i prowadziłam swoje dialogi z tatą. Hurtowo pisałam do niego listy: o szkole, o kolegach, o moich pierwszych miłościach. Nie wysyłałam ich, nawet nie znałam adresu, ale nie mogłam uwierzyć, że tak po prostu mnie ignoruje. Dlaczego ignorował?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.