Agata Pyzik

Ciężkie czasy w wersji glamour – siedź cicho i pracuj

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Polecamy Dokument -

Kiedy ponownie otwarto Bar Prasowy wWarszawie, nagle to raczej podupadłe i uczęszczane przez lokalnych emerytów miejsce stało się bardzo popularne wśród młodych i pięknych. Co się zmieniło? Prasowy miał nagle to „coś”. Poprzedni obdrapany socjalistyczny design został zastąpiony niemal identycznym, ale jednak czystym i nowym. Nareszcie fajność przeszłości można konsumować bez zatykania nosa.

Przypomina to proces, który od lat obserwuję w Wielkiej Brytanii, trend zwany „austerity nostalgia”.

„Austerity” to słowo zasłona dymna oznaczające „oszczędności” budżetowe w sektorze publicznym. Bogaci jednak nadal chcą się bawić i móc wydawać pieniądze. Jak to robią? Udają biednych. Pojawiły się plakaty naśladujące styl propagandy z czasów bitwy o Anglię z cynicznym sloganem „Keep Calm and Carry On” (siedź cicho i pracuj, zaciśnij pasa i nie buntuj się). Bieda wywołana kryzysem stała się obiektem glamouryzacji. Pojawiły się lśniące od nowości, ale stylizowane na stare knajpy i sklepy. O ironio, powstały często w miejscu dawnych kebabów, spożywczaków czy nawet biur pośrednictwa pracy i dla większego „autentyzmu” często zatrzymują ich dawny szyld. Potrawy w tych knajpach są biedaluksusowe, a robotnicze menu – burgery, frytki, kiełbaski – pod „wojennym” wyglądem skrywa odpowiednio wysokie ceny.

W Polsce powoli podlegamy tym samym procesom. Nowa, wstępująca, wyrafinowana klasa miejska pragnie poczuć dreszcz autentyczności, czerpać przyjemność z tego, z czego zbudowana jest Warszawa – wojny, komunizmu, permanentnie ciężkich czasów. Historia jest sexy, ponieważ w przeszłości wielkie zmiany były jeszcze możliwe. Więc nasza nowa bogacąca się klasa średnia też ulega „kryzysowej nostalgii”.

Zjawisko to przybiera dwie formy. W wersji „hip-inteligenckiej” to modernizm i PRL – ale tylko w wersji light i bez specjalnego wchodzenia w politykę. To bary (mleczne)/kafejki/galerie w stylu PRL, z obowiązkowymi fotelami i stolikami z lat 60. i Polską Szkołą Plakatu. To też sklepy z ręcznie wyrabianym mydłem i różne biedaluksusowe knajpy z francuskimi nazwami.

Jest też nostalgia w stylu bardziej przaśnym: rozmaite Stare Kredensy, starodawne receptury na dżem, moda na galicyjskość, Kresy, przecierane ściany, restauracje z polskim jadłem – właśnie taka niedawno zastąpiła przemiłą PRL-owską mordownię Bajka z warszawskiego Nowego Światu.

W Polsce, jak wiemy, mieszczaństwa krytykować nie wolno, gdyż każde jego kichnięcie to motor modernizacji narodu. Ja jednak zaryzykuję, bo w biedanostalgii prawie zawsze chodzi o jedno: o ukrycie, że jedni mają pieniądze, a inni nie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.