Z rozmawia

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Ruch Miejskich Aktywistów. -

Polski wymiar sprawiedliwości jest... – ...pogrążony w kryzysie.

To nie kryzys wymiaru sprawiedliwości, tylko prawa i prawników. Zaczyna się już na studiach, a być może już w szkole średniej. Produkujemy złych prawników? – Poziom młodych prawników jest bardzo nierówny. Mnożenie wydziałów prawa na różnych uczelniach doprowadziło do obniżenia średniego poziomu absolwentów. Oczywiście zdarzają się jednostki wybitne, ale odnoszę wrażenie, że jest to efekt ich własnej pracy, a nie systemu edukacji. Źle jest z nauczaniem logiki. Wielu adeptów zawodu ma trudności ze sto- sowaniem rozumowań prawniczych. W Trybunale Konstytucyjnym było to widoczne zwłaszcza w pytaniach prawnych sądów, gdy zdarzało się, że sędziowie, nie wykorzystując możliwości, jakie daje interpretacja prawa, kwestionowali jego konstytucyjność. Często, gdy słyszę o lukach w prawie, chodzi o luki w rozumowaniu prawniczym.

Widać rezultaty zmarginalizowania przedmiotów historyczno-prawnych i prawa rzymskiego na studiach. Instytucje prawne kształtowały się przez wieki. Jeśli nie wie się, jak prawo powstawało – nie można go dobrze interpretować. Jeśli ktoś widzi przepis, a nie dostrzega całego systemu, w którym on funkcjonuje, jest co najwyżej sprawnym technikiem prawa, ale nie prawnikiem. Czego najbardziej brakuje sędziom? – Wyczulenia na prawa człowieka oraz argumenty stron. Sędziowie, zwłaszcza młodzi, często nie potrafią z szacunkiem wysłuchać, co ma do powiedzenia oskarżony, pokrzywdzony, adwokat, prokurator czy świadek. Nie potrafią wyjaśnić uczestnikom, dlaczego jedne argumenty uznali za słuszne, a inne odrzucili. Przez lata byłem adwokatem. Ludzie nie obrażają się na sąd, jeśli przegrają proces. Obrażają się, kiedy nie wiedzą, dlaczego przegrali. Człowiek powinien być traktowany w sądzie przyzwoicie, a z tym bywa różnie. Sędzia Mieczysław Szerer, który pisał o angielskim systemie prawnym, przytoczył w jednej z książek anegdotę. Znany brytyjski sędzia w trakcie procesu zauważył, że oskarżony o zabójstwo stoi na sali rozpraw. Zreflektował się, że nie pozwolił mu usiąść, przeprosił go za to, a godzinę później skazał na śmierć. To był wzorcowy stosunek do podsąd- nego. Przyzwoite traktowanie człowieka zwiększa autorytet sądu. A u nas? Sędziowie potrafią być bardzo wyniośli wobec stron procesu. I niepunktualni. Spóźnianie się to wyraz lekceważenia podsądnego. Wiadomo, że człowiek, który czeka przed salą rozpraw, przeżywa katusze. Jeśli jest spóźnienie, wypada wysłać protokolanta, żeby przeprosił i wyjaśnił. Może to sposób podkreślenia niezawisłości? – Niezawisłości nie manifestuje się brakiem kultury osobistej i okazywaniem wyższości. Istota niezawisłości jest u nas źle rozumiana. Traktuje się ją jak coś, co ma służyć sądowi i sędziom. A to każdy z nas ma prawo do niezawisłego sądu. Bycie niezawisłym to obowiązek, a nie przywilej sędziego. Obowiązkiem sędziego jest więc bezstronność, niezależność od innych władz i wpływów politycznych, a także niezależność wewnętrzna – niekierowanie się własnymi uprzedzeniami i upodobaniami. Wyroków się nie komentuje, bo to atak na niezawisłość sądów. – Nie mam nic przeciwko krytycznemu ocenianiu wyroków. Nie powinni tego robić minister sprawiedliwości, posłowie czy komisje sejmowe, bo to są organy konstytucyjne. Natomiast dziennikarze, prawnicy? Proszę bardzo. Krytyka może pomóc w realizacji niezawisłości sędziów, bo być może oceniany zrozumie, że przesadził w przekonaniu o własnej nieomylności. Ale sędziowie niechętnie lub wcale nie mówią o swoich błędach. – Sędziowie uważają, ze wraz z nominacją spłynął na nich autorytet urzędu i że przyznając się do błędu, ugodzą w ten autorytet. Nic bardziej mylnego. Autorytet trzeba zdobyć wcześniej, by

Jak szewc panu źle zreperuje buty, następnym razem wybierze pan innego. Ale jedna spaprana przez prawnika sprawa może zniszczyć życie – mówi Janusz Niemcewicz, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.