Przyjęcie na klatę

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pierwsza Strona - Mariusz Szczygieł

ziś mały teścik.

Czy mężczyzna powinien nazywać zdradą dwukrotny seks pozamałżeński, jeśli jego kolega ma na koncie 200 kobiet, o których nie wie żona?

Czy należy nazwać kradzieżą wyciągnięcie z torebki koleżanki 100 zł, jeśli wiadomo, że w Polsce są ludzie, którzy kradną miliony?

Czy można nazwać przemocą jednorazowe pobicie partnerki, jeśli co czwarty facet na świecie bije swoją kobietę przez cały czas trwania związku? Okazuje się, że prawidłowe odpowiedzi są takie: Nie jest to zdrada. Nie jest to kradzież. Nie jest to przemoc. Tak najprawdopodobniej uważa część czytelników tego felietonu.

Skąd to wnoszę? Otóż tydzień temu – podając kilka przykładów – napisałem, że Polska w drugiej połowie lat 30. XX wieku była w pewnym sensie państwem faszystowskim. Mało kto zauważył „w pewnym sensie”. Dostałem zaraz listy, że przecież obok nas był prawdziwy faszystowski twór i wobec jego potworności zachowania naszego rządu to mały pikuś.

Owszem getta ławkowe istniały w Polsce w latach 30., ale przecież w Stanach biali i czarni Amerykanie korzystali z oddzielnych miejsc w autobusach, oddzielnych toalet, restauracji i szkół jeszcze 20 lat po wojnie…

„Zupełnie zaś już nie sposób pojąć, co robi wśród tych argumentów obóz w Zbąszyniu – pisze w komentarzach pod felietonem czytelnik o pseudonimie kapitan.kirk – bowiem na tle tego, jak traktowały żydowskich uchodźców i deportowanych z Niemiec inne państwa (także te w żaden sposób przez Hitlera nie zagrożone), postępowanie Polski było w tym zakresie istnym wzorem humanitaryzmu...”.

Nie działa na mnie ten sposób argumentacji. Licytowanie się, że inni robili gorsze rzeczy niż my, jest zrzucaniem z siebie odpowiedzialności, której nie umiemy przyjąć na klatę. Tak myśląc, można nawet pójść dalej i powiedzieć, że wobec Holocaustu, zaprogramowanego przecież systemowo przez III Rzeszę, Jedwabne było nieistotnym przypadkiem…

„Jest pan wrogiem Polaków, których »Wybiórcza« chce wciąż wbijać w poczucie winy” – zdekonspirował mnie w mailu anonim. Mail Anonim.

Nie mówię, że nie należy pamiętać o tle. „To żadna tajemnica, że w ówczesnej Polsce były ciągoty faszystowskie – ale też takie ciągoty były normą praktycznie w każdym innym państwie świata – zauważa słusznie kapitan.kirk – po prostu faszyzm, dopóki nie wszedł w epokę totalitarnego i ludobójczego nazizmu, fascynował całe mnóstwo skądinąd inteligentnych ludzi”.

„Gdyby nie to, że Hitler rzucił się jak wygłodniały wilk na Polskę, gdyby nie miał wobec niej niszczących planów – przewiduje Irmina Dominik – jestem pewna, że bylibyśmy państwem, które ochoczo przyłączyłoby się do III Rzeszy i rozpoczęło uzdrawianie kraju metodą Mussoliniego. Ach, jak się zachwycał Goebbels Piłsudskim i Beckiem, którzy serdecznie przyjmowali go w Polsce – wystarczy zajrzeć do jego dzienników”.

Co się dzieje, kiedy człowiek nie dopuszcza do siebie poczucia winy – wyjaśnia w bardzo ciekawej rozmowie psychoterapeutka Anna Lissewska na www.psychoterapia-lissewska.pl/moja_wina. Zresztą widać to po Putinie. Redagując do poprzedniego felietonu list pana Szymona Zdziebłowskiego o przewodniczce w Pradze (ona mówiła turystom, że Polska przed wojną była w pewnym sensie faszystowska), dla jasności dopisałem, że to polska przewodniczka. Okazuje się, że nie rozjaśniłem, ale ściemniłem. Przewodniczka jest Czeszką. Jej wypowiedź przestaje dziwić, gdy się wie, że Czesi pielęgnują w sobie obraz międzywojennej Czechosłowacji, która była osamotnionym w Europie wzorem demokracji, a w czeskich materiałach do nauki historii określa się II RP Piłsudskiego jako reżim tożsamy z Włochami Mussoliniego i Portugalią Salazara.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.