Jak umrzeć w internecie?

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Pierwsza Strona - Pytał Marcin Wójcik

O zapomnienie w sieci najlepiej postarać się za życia. Po śmierci wymazać z internetu może nas tylko rodzina. Ale czy wszyscy chcemy w ten sposób umierać?

Z aktem zgonu do Facebooka Benita Jakubowska-Antonowicz New Media

Zanim

wrzucimy do sieci zdjęcia z imprezy, zastanówmy się, czy chcemy, aby oglądały je prawnuki.

Do naszej firmy zgłaszają się rodzice nastoletnich dzieci, które zmarły, aby usunąć ich konta na portalach społecznościowych. To żmudna procedura, Nasza Klasa i Facebook wymagają m.in. aktu zgonu, ale jest wiele miejsc, które jeszcze nawet nie mają procedur. Internet jest młody, nie myśli o śmierci.

Spotykam się także z sytuacjami, gdy ktoś wchodzi w kolejny związek, a na koncie społecznościowym poprzedniego partnera osoba ta figuruje jako jego żona/mąż. Tylko że poprzedni partner już nie żyje.

Słyszałam, że coraz więcej ludzi pisze testamenty, a w nich hasła do kont i poczty. To duże ułatwienie dla tych, którzy zostają.

Czyszczenie życiorysu psycholog społeczny, SWPS

Obecność

w sieci jest szansą na życie wieczne, dlatego uważam, że wielu wcale nie chce umierać w internecie. Czyszczenie danych po sobie dotyczy raczej sytuacji, gdy ktoś w tym internecie widzi, że ślad, który pozostawia po sobie, nie jest najwłaściwszy, chciałby, żeby wspominano go inaczej, lepiej. Z jednej strony chcemy się wyczyścić z internetu, z drugiej chcemy tam zostać.

Jeżeli rodzina decyduje się na usunięcie z sieci zmarłego, to z tego powodu, że nie chce mieć kontaktu z kimś wirtualnym, nie chce, żeby co jakiś czas ten zmarły powracał jako żywy. Ostatnio sam przypadkowo wpadłem na artykuł o Ani Przybylskiej, w którym mowa o tym, że jest pełna energii i lada moment będzie grała w kolejnym filmie. Wyglądało to dziwnie w zestawieniu z tym, co się wydarzyło.

Śmierć jest realna duszpasterz, publicysta, kościelny asystent „Więzi”

Winternecie

jest wszystko, jest więc też śmierć, jest umieranie i są e-cmentarze. Tylko że ten wirtualny świat jest nieprawdziwy. Przeżywając umieranie bliskiej osoby, dostrzegamy w sposób dojmujący, że to realny świat, a internet nie zapewni nam żadnej wieczności. Dla chrześcijanina śmierć – choć czasami okrutna, niepojęta – jest spełnieniem jego niepowtarzalnego życia. Bo – jak pisał Karl Rahner – zadaniem człowieka jest wyrwanie się z kręgu narodzin i śmierci, zakończenie historii własnej wolności jej ostatecznym, na wieki spełnieniem. I to jest ta wieczność! A sama pamięć o nas u potomnych potrwa do trzeciego pokolenia, a może jeszcze krócej. I nic nie zmieni w tej sprawie żaden Facebook. Śmierć w wirtualnym świecie nie istnieje, śmierć istnieje realnie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.