Pan Scyzoryk, maczeta i dzicz islandzka

Mówi się

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Ostałowska -

Pamiętacie Liroya? To dzisiaj przedsiębiorczy Piotr Marzec. Starzy fani wiedzą o nim wszystko. Że prowadzi własną wytwórnię płytową DEF Entertainment sp. z o.o. Że jest współwłaścicielem salonu tatuaży i firmy odzieżowej Def Life z seriami limited. Że planował wejście na rynek filmów porno (dla jednych fakt, dla innych plotka). Że kręci biznesy w Stanach. Że w Kielcach udziela się charytatywnie.

Teraz chce być jeszcze posłem. Koordynuje kampanię Pawła Kukiza w woj. świętokrzyskim, a na liście dostał jedynkę.

Miałam z nim zrobić wywiad. Nie wyszło, bo Liroy ma za dużo wcieleń w stosunku do wolnego czasu. Rozmawiamy w przerwach, przedsiębiorca, polityk i ojciec licznej rodziny z emocją w głosie wygłasza parę frazesów.

Wlatach 90. opisywał, co się dzieje na podwórkach Kielc i innych miast. Nic się od tamtej pory nie zmieniło. „Śleboda” jest trafiona w punkt, „Jak się tu nie wkurwić” aż razi. Jaka wolność? Jaki wolny rynek? Dziś podwórka się wyludniają, napływowi przyjdą zajmować nasze miejsca. Że emigranci wracają? Tak, po resztę rzeczy! Przedsiębiorcy mają przesrane. Tu, kurwa, nie ma żartów, tutaj rządzi klika. Uzusowienie, opodatkowanie. Nas się karze najgorszymi opłatami, chociaż chcemy rozwijać kraj, a zagraniczne koncerny wywożą stąd grube pieniądze. Fasada, a nie wolność. Każdy ma paszport. Świetnie dla rządzącej partii! Oburzeni mogą stąd wylecieć. Wolne wybory? Wiadomo, kto wygra. System się trzyma jak mafijny. Wie o tym każdy, kto ogląda „Państwo w państwie” w telewizji. Politycy niszczą interesy. PRL niczym innym nie był. Wtedy mordowali ludzi, teraz pewnie też. I tak dalej. Wreferendalną niedzielę pojechaliśmy do Sandomierza. Na rynku grupka działaczy i koordynator zbierali podpisy pod listami poparcia dla Kukiza.

Liroy: czarne hiphopowe spodnie, czarna bluza, czapka z daszkiem, tatuaż. Jak trzeba. Rozpoznają go ze dwa pokolenia. Przybija piątki, pozuje do selfie i zdjęć. Jest swoim własnym wspomnieniem, chłopakiem sprzed 20 lat. Scyzorykiem z Kielc, który śpi z nożem, bo pijany ojciec bije matkę. Który ucieka z domu i ląduje w poprawczaku. Pierwsze stosunki odbywa na klatce. Chce słuchać rapu, pierwszą płytę kradnie. Chce chodzić na karate, kradnie koledze kimono. Chce mieć na płyty, sprzedaje kradzione psy. Kradnie choinkę, robi mamie przed świętami prezent.

Nieważne, czy podwórka naprawdę się nie zmieniły. Wokół miejskiego pejzażu lat 90. Liroy buduje niewielką wspólnotę. A obok na tym samym rynku inne ekipy. Nieśmiertelne fryzury z trwałą, białe adidasy, kamizelki z kieszeniami. Religijno-popkulturowe pielgrzymki z przewodnikiem. W końcu to Sandomierz. Na wystawach i półkach sylwetka w rozwianej sutannie. Kubki, deski, smycze, makatki, cukierki krówki, zeszyty z kuchennymi przepisami. Wszędzie ten sam duchowny na rowerze. Turyści z niechęcią odwracają głowy od zbieraczy podpisów. Idą wyznaczonym przez władze miasta „Tropem ojca Mateusza”, filmowego detektywa amatora. Na Żydowskiej mieści się urząd skarbowy – w serialu komenda policji, w magistracie przy placu Poniatowskiego serialowy sąd, zakład fryzjerski – w Galerii Fortecznej. Przybysze mogą zanocować w Dworku Ojca Mateusza, wpaść do pizzerii Don Matteo lub pierogarni z obwieszczeniem, że o. Mateusz tutaj jada.

Słyszę: – Ojciec Mateusz jest dobry dla miasta.

Nieopodal kończą się dożynki świętokrzyskie. W programie dziękczynna msza w katedrze, korowód z wieńcami prowadzony przez orkiestrę i wzorowi rolnicy pełniący honory starostów. Bochen chleba z mąki z tegorocznych zbiorów trafił do marszałka województwa Jarubasa, a minister spraw zagranicznych Schetyna obtańczył rolniczki wyszykowane na ludowo. Wzorowa pokazówka. A teraz chłopscy działacze, właściciele Polski lokalnej, wstępują w garniturach do knajp na jednego. Kiedy ludzie Kukiza proszą ich o podpis na liście, nawet nie odpowiadają. Demonstrują odrazę, niechęć.

Po obiedzie na rynek wylegają matki. Drą się na dzieci, kupują im lody. Wymiana zdań.

Matka trójki: – Ładny teraz ten Sandomierz. Pamiętacie, jak to kiedyś wyglądało? Na podwórkach zepsute huśtawki, brudne budki telefoniczne, szyby powybijane.

Na Trakcie Królewskim spotykają się demonstracje. Ci, co domagają się intronizacji Chrystusa na króla Polski, niosą transparent: „Kiedy milczą pasterze, ryczą owce”. Ci, którzy współczują uchodźcom, pod pomnikiem Kopernika witają ich „chlebem i solą”. A narodowcy maszerują z okrzykiem: „Cała Polska śpiewa z nami, jebać islam maczetami”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.