Mili ludzie z jadowitą obsesją, czyli o Euroislamie raz jeszcze

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Polemika - MICHAŁ DANIELEWSKI

Sfrustrowana, ale – jak pokazuje artykuł – ambitna nauczycielka języka polskiego z Uniwersytetu Delhijskiego pani Justyna dzieli się swoimi indyjskimi doświadczeniami, puszczając oko do Macieja Wesołowskiego, który to z przymrużeniem oka opisuje w „Dużym Formacie” z 14 sierpnia.

To żadne prymitywne łyse pały w workowatych spodniach wpuszczonych w masywne glany. Żadne mięśniaki wykrzykujące zachrypniętym głosem „Polska cała tylko biała!”. To zasadniczo całkiem mili ludzie. Wykształceni. Oświeceni. Wrażliwi na ludzką krzywdę. Zazwyczaj leżą im na sercu prawa kobiet i homoseksualistów. Mają raczej udane życie, to nie frustraci wyładowujący w internecie niepowodzenia w realu. Fajni goście, w sam raz, żeby wypić z nimi piwko, pogadać o najnowszych premierach filmowych, fascynująco podyskutować o filozofii. Mają tylko pewne bardzo dziwaczne hobby. Tak jak nastolatki zafascynowane Justinem Bieberem zbierają jego plakaty, przeczesują internet w poszukiwaniu informacji o idolu, ekscytują się każdą najmniejszą o nim wzmianką, tak nasi bohaterowie mają szajbę na punkcie islamu. Kolekcjonują linki z determinacją zawodowego filatelisty, a w swoich klaserach mają odnośnik do każdego, choćby najmniejszego, przewinienia, jakiego dopuścił się muzułmanin w Europie: że ukradł, że zabił, że zgwałcił, że powiedział coś głupiego, że się nie odciął, że nie przeprosił, że to i że tamto. Nic im nie umknie. Zarzucą was faktami, badaniami i analogiami. Kilku z nich poznaliście tydzień temu podczas lektury „Dużego Formatu” i wywiadu Piotra Ibrahima Kalwasa z twórcami portalu Euroislam.pl.

Grzegorz Lindenberg, Piotr Ślusarczyk i Jan Wójcik w rozmowie onieśmielają: czytelnikowi zdaje się, że są ekspertami od wszystkiego: socjologii, religioznawstwa, terroryzmu, Bliskiego Wschodu oraz, last but not least, przemysłu przyszłości („Nie potrzeba nam imigrantów, pracować będą maszyny!” – mówi Lindenberg). Ale wniosek z ich pełnych erudycji popisów wypływa zaskakująco prostacki: islam to zakała Europy i zarzewie fundamentalistyczne- go spisku mającego rozwalić od wewnątrz nasz dobrobyt, a nas samych (rdzennych Europejczyków) zgładzić lub sprowadzić do roli nieistotnej mniejszości.

zaczynają od mocnego ciosu. „Według ostatnich badań profesora Ruuda Koopmansa z Berlińskiego Ośrodka Nauk Społecznych w zachodnioeuropejskich wspólnotach muzułmańskich około połowy wyznawców islamu zwraca się w stronę fundamentalizmu religijnego. Połowa europejskiej populacji muzułmańskiej wybiera szariat” – recytuje Piotr Ślusarczyk, a czytelnik zastyga w przerażeniu. Przyjrzyjmy się więc bliżej badaniom prof. Koopmansa, bo mimo że zostały opublikowane dwa lata temu, dopiero teraz robią zawrotną karierę: znajdziecie je w przemówieniach guru ksenofobicznej prawicy Geerta Wildersa, usłyszycie o nich na wiecach islamofobicznej niemieckiej PEGID-y, przeczytacie o nich na większości stron dla ludzi mających hopla na punkcie „islamskiego zagrożenia”.

Koopmans to uznany badacz, berliński ośrodek to renomowany instytut, a badania zostały wykonane rzetelnie. Szkopuł w tym, że ich wynik jest przedstawiany przez rozmówców Kalwasa w sposób, który jest manipulacją. Co zbadał Koopmans? Społeczności muzułmańskie w sześciu europejskich krajach. Jak je dobrał? Zbadał muzułmanów o korzeniach w Turcji bądź Maroku, nie brał zaś pod uwagę imigrantów m.in. z Pakistanu, Bangladeszu, Algierii. Badani byli tylko ci imigranci, którzy przybyli do Europy jako gastarbeiterzy przed 1975 rokiem oraz ich dzieci i wnuki. Migranci przybyli do Europy po tym czasie nie zmieścili się w grupie badawczej. Więcej: Koopmans brał pod uwagę w swoich badaniach jedynie te rodziny imigranckie, które przybyły do Europy z konkretnych regionów, w przypadku Turcji z środkowej i wschodniej Anatolii. Wniosek? Badania pokazują pewien wycinek rzeczywistości, dowodzą, że fundamentalizm islamski jest problemem, z którym zarówno społeczność muzułmańska, jak i państwa europejskie muszą się zmierzyć (czemu nikt przy zdrowych zmysłach nie przeczy), jednak w żadnym razie nie

W islamofobicznej narracji wszyscy muzułmanie są taką samą ciemną masą. Tymczasem muzułmanin od muzułmanina różni się tak jak katolik z Podkarpacia od katolika z miasteczka Wilanów

można ich uznać za reprezentatywne dla europejskich muzułmanów. Co nie znaczy, że takich badań nie ma. Są. Jednak rzadko cytowane z oczywistego powodu: nie pasują do rozpowszechnionych w kulturze popularnej tez islamofobów. Jak mówiła kilka lat temu Dalia Mogahed z Gallupa, pokazują, że wiele potocznych opinii na temat integracji muzułmanów jest dalekich od prawdy.

Według badania Gallupa (przeprowadzono je mniej więcej w tym samym czasie co badania Koopmansa) muzułmanie we Francji, w Wielkiej Brytanii i Niemczech czują związek z państwami, w których żyją, a do tego chcą aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym tych krajów. Inne badanie tego samego ośrodka pokazywało różnice między muzułmanami w różnych europejskich krajach: okazało się, że wyznawcy islamu we Francji czy Niemczech są o wiele bardziej liberalni niż ci z Wielkiej Brytanii (np. jeśli chodzi o akceptację orientacji homoseksualnej). Warto to przypominać, bo w islamofobicznej narracji wszyscy muzułmanie są taką samą ciemną masą. Tymczasem, a to niespodzianka!, muzułmanin od muzułmanina różni się mniej więcej w ten sam sposób co katolik z Podkarpacia od katolika z miasteczka Wilanów. Wyniki badań, które wskazują, że fundamentalizm islamski jest groźnym, ale jedynie marginesem wśród społeczności muzułmańskich, można by wymieniać długo: że tylko 7 proc. muzułmanów to radykałowie, że przygniatająca większość za idealny ustrój uznaje demokrację szanującą wartości religijne i tak dalej, i tym podobnie.

też przed nami talenty religioznawcze i przytaczają straszne wersety z Koranu.

Na przykład: „Tak mówi Allah: Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego. Uczynili według rozkazu Mahometa, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów”. Albo: „Jak mogliście zachować przy życiu wszystkie kobiety? (...) Zabijecie więc spośród dzieci wszyst-

Skoro już to ustaliliśmy, to przyznam się teraz do manipulacji: cytaty z Koranu podawane przez Lindenberga, Ślusarczyka i Wójcika zastąpiłem pierwszymi z brzegu fragmentami Starego Testamentu, zmieniłem tylko „Pana” na „Allaha”, a Mojżesza na Mahometa. I tak jak mój zabieg retoryczny nie dowodzi, że wyznawcy judaizmu i chrześcijaństwa to barbarzyńcy, tak samo cytaty z Koranu przytaczane w „Dużym Formacie” przez wrogów islamu nie dowodzą absolutnie niczego. Szkoda tylko, że żyjemy w czasach, kiedy trzeba rozbrajać takie retoryczne sztuczki. Także te, które ze skrajnych zachowań robią normę „postępującej islamizacji Europy” (jakby we Francji albo niemieckiej Hesji był nakaz, a nie wymierzony w tradycyjnych muzułmanów zakaz zakrywania twarzy), a z jednego radykalnego imama jednego warszawskiego meczetu symbolu islamizacji Polski (w tym miejscu chciałbym pozdrowić przemiłego i otwartego poznańskiego imama Chadida, który przyjechał do Polski z Maroka).

Co ciekawe, demonizowaniu muzułmanów przez twórców Euroislamu i dziesiątki tysięcy polskich islamofobów wcale nie towarzyszy idealizacja uchodźców czy islamu jako takiego przez drugą stronę sporu. Środowiska otwarte na przybyszów spoza Europy są oskarżane o naiwność, głupią dobroduszność, krótkowzroczność. To kolejne bzdury. To, że ktoś nie stosuje uogólnień, polega na faktach, a nie na półprawdach, nie ulega obsesjom i przesądom, potrafi współczuć zamiast ślepo nienawidzić, nie oznacza, że jest naiwny. To raczej znak rozsądku i przywiązania do tak hołubionych przez Lindenberga, Ślusarczyka i Wójcika europejskich wartości.

Jeśli twórcy portalu Euroislam mają odrobinę społecznego słuchu, muszą wyczuwać, jak rośnie w Polsce atmosfera pogromowa. Jeśli mają dobre intencje, powinni przestać dolewać oliwy do tego ognia. Bo inaczej dla wszystkich wyznających liberalne wartości ta zabawa skończy się źle.

Rozmowę w „Dużym Formacie”

Straszne słowa, prawda?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.