Jagiellonka bez papierów

Co się stało z aktami fundacyjnymi Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełły? Zamieniły się w galaretę? Zżarły je grzyby, pleśń czy skoczogonki? A może zostały skradzione?

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Badowski Kwaśniewskiemu - TEKST MAGDALENA WADOWSKA, RADIO KRAKÓW ILUSTRACJA MATEUSZ KOŁEK

Historia zaczyna się 1 września 1939 r. Jeszcze przed wejściem Niemców do Krakowa trzy osoby chowają w tajnej skrytce w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego dwa bezcenne dokumenty: akty fundacyjne uniwersytetu. Pierwszy sygnowany przez Kazimierza Wielkiego w 1364, drugi – przez Władysława Jagiełłę w roku 1400.

W1945 r. komisja złożona z wybitnych naukowców otwiera skrytkę i znajduje... No właśnie, co? Tego nie można już dziś ustalić na pewno. Zachowały się trzy protokoły otwarcia, z których każdy mówi co innego.

Podobno osiem lat później, w 1953 r., na krótko przed ogólnopolską wystawą kopernikowską z okazji 410. rocznicy śmierci Mikołaja Kopernika prof. Karol Estreicher, guru polskich historyków sztuki i dyrektor Muzeum UJ, oświadcza, że akty założycielskie nie przetrwały wojny i zniszczały w skrytce. Na dowód pokazuje słój, w którym mają się znajdować resztki dokumentów założycielskich.

Potem przez kilkadziesiąt lat słój stoi sobie spokojnie w magazynie Muzeum UJ w Collegium Maius. Dziś wiadomo już, że na pewno nie ma w nim resztek średniowiecznych pergaminów. Wiadomo też, że przez 70 lat fakt ten był ukrywany przez władze Jagiellonki.

Wreszcie jesienią 2013 r., kilka miesięcy przed jubileuszem 650-lecia uniwersytetu, dyrektor Muzeum UJ prof. Krzysztof Stopka i dyrektor Archiwum UJ prof. Krzysztof Ożóg powołują wspólną komisję, która ma zbadać, jak doszło do zniszczenia królewskich pergaminów w czasie II wojny światowej. Analiza obejmuje między innymi kwerendę historyczną, badania konserwatorskie i biologiczne.

Dokumenty odnalezione przez Marcina Bastera, młodego historyka z Archiwum UJ, zamiast wyjaśnić sprawę, jeszcze bardziej ją komplikują. A badania mikrobiologiczne traktowanej jak relikwia zawartości szklanego słoja potwierdzają wielką mistyfikację.

Co kryje słój typu wek?

Dokumenty fundacyjne Kazimierza Wielkiego z 12 maja 1364 r. i Władysława Jagiełły z 26 lipca 1400 r. to jedne z najważniejszych zabytków kultury polskiej. Ich wartość dla narodu jest bezcenna. UJ to druga najstarsza uczelnia w tej części Europy, a dziewiąta na świecie. Niewiele uniwersytetów ma dokumenty fundacyjne podpisane przez dwóch królów. Najstarsze uniwersytety europejskie nie powstały w drodze fundacji (czyli na podstawie dokumentu podpisanego przez władcę), ale w drodze ewolucyjnego rozwoju. Dlatego polskie dokumenty były unikatami na skalę światową. Równie cenne królewskie akty fundacyjne miał uniwersytet w Pradze założony w roku 1348, ale jak wyjaśnia prof. Stopka, Czesi też ponieśli ogromną stratę w czasie II wojny światowej i ich dokumenty również w tajemniczych okolicznościach zaginęły. Profesor dodaje: – O ile my jesteśmy pewni, że nasze dokumenty zostały zniszczone, o tyle Czesi mają jeszcze nadzieję, że mogą być ukryte do dziś.

Wiosną 2014 r. ze Wzgórza Wawelskiego wyruszył przez ulice Krakowa orszak akademicki z udziałem władz UJ, wykładowców, doktorów honoris causa, studentów i zaproszonych gości z całego świata. Już w pierwszym dniu jubileuszu 650-lecia UJ najważniejszą atrakcją wystawy „Piękno darowane. Dzieła ofiarowane Uniwersytetowi Jagiellońskiemu w zbiorach Collegium Maius” stał się słój ze szczątkami pergaminów. Prezentowany był w gablocie. Słój typu wek miał wygląd zupełnie zwyczajny: wąski, wysoki, wyprodukowany w latach 30. XX wieku w hucie szkła gospodarczego Irena. Obok słoja stały dwie dębowe skrzyneczki, w których przechowywano w czasie wojny królewskie pergaminy, a obok leżał protokół z otwarcia skrytki z lipca 1945 r. i w cudowny sposób zachowane pieczęcie dokumentów fundacyjnych.

Wpowojennej historii Muzeum UJ słój eksponowano cztery razy: prawdopodobnie w 1953 r. i podczas wystaw w 1998, 2000 i 2014 r.

O istnieniu słoja przez lata wiedzieli tylko wtajemniczeni pracownicy Muzeum UJ. Słyszeli, że był wypełniony ziemią przemieszaną z resztkami królewskich pergaminów, pobraną przez samego Karola Estreichera ze skrytki z ukrytymi skarbami UJ.

Niektórym słój nie dawał jednak spokoju. Maria Gajek, kustosz Muzeum UJ, mówi, że pracownicy muzeum nie mieli stuprocentowej pewności, czy zawiera on prawdziwe szczątki pergaminów. Dlatego są one opisane w karcie muzealnej jako „symboliczne”.

Anna Żukowska-Zielińska, konserwator Archiwum UJ, też od kilkunastu lat podejrzewała, że w słoju nie ma pergaminów. Nie dostrzegała w nim ani kawałka wołowej skóry z fragmentami średniowiecznego pisma. Słój za czasów następcy Estreichera, prof. Stanisława Waltosia (dyrektora Muzeum UJ w latach 1976-2012), nigdy nie został zbadany. Prof. Waltoś tłumaczy: – No był, to był, nikt nie zaglądał do środka.

Dopiero gdy w 2012 r. dyrektorem Muzeum UJ został prof. Stopka (wcześniej był dyrektorem Archiwum UJ), nadarzyła się okazja, by zweryfikować podejrzenia. Z inicjatywy prof. Stopki sypką zawartość słoja poddano badaniom mikrobiologicznym i konserwatorskim.

Okazało się, że nie ma w nim nawet najmniejszego śladu pergaminów. Były za to: kawałki drewna, piasek, kamienie rzeczne (otoczaki), fragmenty lnianej tkaniny, węgiel kamienny i bardzo dużo pociętych na małe kawałki niemieckich gazet.

Prof. Karol Estreicher, dyrektor Muzeum UJ (1951-76), jeden z najwybitniejszych historyków sztuki w Polsce, zasłynął między innymi walką o odzyskanie zrabowanego przez Niemców ołtarza Wita Stwosza i „Damy z gronostajem” Leonarda da Vinci. Czy świadomie umieścił w słoju zawartość, która wcale nie pochodziła ze skrytki? Najbardziej dziwi obecność niemieckich gazet, bo przecież skrytkę zamurowano przed wejściem Niemców do Krakowa. Komisja UJ do tej pory nie ustaliła, z jakiego okresu pochodzą fragmenty gazet.

Prof. Waltoś na wieść o wynikach badań słoja i braku śladów pergaminów jest wyraźnie poirytowany: – Mistyfikacja Estreicherowska?! No pewnie, że jest rozczarowanie, ale znając mojego słynnego poprzednika, powinienem był to przypuszczać.

Karol Estreicher słynął z niejednej mistyfikacji, pisze o nich m.in. prof. Janusz Sondel w „Słowniku historii i tradycji Uniwersytetu Jagiellońskiego”: rzekomo odnalezione i odnowione freski w Collegium Maius czy słynny napis nad drzwiami auli „plus ratio quam vis”, który stał się dewizą Uniwersytetu Jagiellońskiego, faktycznie powstały w latach 50. XX wieku.

Stanisław Waltoś tłumaczy swojego poprzednika: – To on organizował tę słynną wystawę kopernikowską. No, musiał pokazać coś, musiał mieć słój i przypomnieć tragiczne wojenne losy dokumentów fundacyjnych! Ale proszę pamiętać: ja w 1953 r. nie byłem pracownikiem Muzeum UJ – zastrzega.

Pani kustosz, która sporządzała w latach 80. kartę katalogową słoja (wiele eksponatów w muzeum skatalogowano, dopiero gdy Estreicher odszedł na emeryturę), nie zgodziła się na rozmowę, tłumacząc, że w tej sprawie nie ma nic do dodania. Podobnie trzy inne osoby z grona historyków sztuki nie chciały mówić ani o słoju, ani o okolicznościach zniknięcia dokumentów fundacyjnych, a tym bardziej o nieżyjącym od 31 lat Karolu Estreicherze. Nieoficjalnie tłumaczą, że jeden z najwybitniejszych historyków sztuki do dziś wzbudza w niektórych przerażenie, a w innych – zakłopotanie. W środowisku uniwersyteckim uchodził za osobowość o niezwykłej inteligencji, ale nieprzyjmującą żadnego sprzeciwu wobec swoich działań. W Collegium Maius „rządził” i nierzadko podkreślał: „Ja domowy tutaj jestem”. Nikt nie śmiał zadawać mu żadnych trudnych pytań.

Wsprawie tajemniczych okoliczności zniknięcia dokumentów fundacyjnych nigdy nie przeprowadzono oficjalnego dochodzenia.

Trzy protokoły otwarcia skrytki

Prof. Henryk Barycz (dyrektor Archiwum UJ w latach 1947-63) w publikacji z 1963 r. z okazji jubileuszu 600-lecia UJ jako pierwszy opisał w kilku zdaniach wojenne losy dokumentów fundacyjnych: „Niestety obydwa dokumenty nie wytrzymały zbyt długiego czasu przebywania w ziemi i z wyjątkiem pieczęci uległy całkowitemu zniszczeniu”.

Dokumenty fundacyjne UJ wraz z berłami, łańcuchami rektorskimi i dziekańskimi, pierścieniami rektorskimi i królewskimi monetami schowano w 1939 r. w tajnym schowku przygotowanym wcześniej przez dwóch młodych historyków sztuki: doktora Karola Estreichera i docenta Adama Bochnaka. 1 września, tuż przed pierwszym bombardowaniem Krakowa, skarby do skrytki włożyli: Adam Bochnak, inny historyk sztuki Jerzy Żarnecki oraz emerytowany woźny uniwersytecki Michał Orkisz (o czym wiemy z protokołu z 28 lipca). Estreichera nie było z nimi, w tym czasie zajmował się przygotowaniami do wywiezienia ołtarza Wita Stwosza do Sandomierza. Schowek musiał być dobrze zabezpieczony, bo Niemcy w czasie wojny go nie odnaleźli. A przynajmniej nic o tym nie wiadomo.

I dopiero kilka miesięcy po wojnie, w lipcu 1945 r., komisja składająca się z wybitnych naukowców UJ otworzyła skrytkę. Kluczową postacią był Adam Bochnak, który jako jedyny z trójki chowających skarby przebywał od 4 lutego 1945 r. w Krakowie. Michał Orkisz zmarł w 1940 r., a Jerzy Żarnecki w czasie wojny znalazł się w Londynie.

28 lipca 1945 r. komisja otworzyła schowek. Podobno znaleziono w nim wszystkie ukryte klejnoty w nienaruszonym stanie, brakowało tylko dwóch dokumentów fundacyjnych.

Ale w Archiwum UJ są aż trzy różne protokoły z 1945 r. dotyczące otwarcia skrytki. A do tego przez 70 lat praktycznie nikt nie wiedział

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.